Strzelno moje miasto 3

Genealodzy z "Gniazda" w Witkowie...

 

 

Genealodzy z „Gniazda”

w Witkowie...

 

1wit1.jpg

 

Kolejne, tym razem czerwcowe spotkanie genealogów z Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo” zaplanowane zostało na sobotę 21. w Witkowie – Trzemesznie – Dusznie. Głównym organizatorem spotkania był Kazimierz Robaszkiewicz z Gniezna, członek WTG z ponad pięcioletnim stażem. Ze Strzelna wyjechaliśmy o 9:30 samochodem członka WTG Mirka Możdżenia z Sielc pod Janikowem. Po drodze zabraliśmy Marzenę i tak w czwórkę – oczywiście z Heliodorem - hajda przez Ostrowo, Orchowo, Powidz szczęśliwie dotarliśmy do centrum Witkowa.

 

1wit2.jpg

 

1wit3.jpg

 

Czas podróży upłynął nie wiedzieć kiedy, a to dzięki niezwykle ciekawej opowieści Mirka, o swoich pasjach związanych z rekonstrukcjami historycznymi. W bagażniku miał elementy umundurowania ułańskiego, które stały się przedmiotem późniejszej wymiany poglądów między znawcami tematu. Mirek pokazał nam prawdziwy rarytas, niedawno odkrytą książeczkę wojskową swojego dziadka, legionisty polskiego z czasów I wojny światowej. Niezwykły dokument, przez lata przeleżał w ukryciu, pod marmurowym blatem półki kryształowego lustra. Przypadek sprawił, że cenny dokument i piękna pamiątka rodzinna ujrzała światło dzienne.

 

1wit4.jpg

 

1wit5.jpg

 

1wit6.jpg

 

Na miejsce dotarliśmy z 15-minutowym wyprzedzeniem. Zbieraliśmy się stopniowo, wraz z upływem czasu pod kościołem św. Mikołaja na witkowskim Rynku, w niezmiernie sympatyczny sposób. Miłe powitania, wstępne rozmowy, ciekawe anegdoty zapowiadały interesujący sobotni dzionek. Ho, ho, ho – zebrało się nas 28 członków i sympatyków „Gniazda”. Było rodzinnie – jak zwykle – bo i niektórzy całe rodziny przywieźli. Lekkie przychmurzenie i powitalne kilkoma kroplami deszczu, to nic w porównaniu z tym co Kazimierz nam przygotował.

 

1wit7.jpg

 

1wit8.jpg

 

1wit9.jpg

 

Na początek Sala Historii Witkowa. Piękny obiekt, adaptowany z budynku mieszkalnego na swoiste muzeum miasta Witkowa. Eksponatami, które wzbudziły nasze szczególne zainteresowanie były elementy bombowca B 17. Lądował on awaryjnie w miejscowości Czajki, o której legendy krążyły już od lat. Upór miłośników historii tworzących Witkowski Klub Kolekcjonerów doprowadził do rozwikłania tej bardzo ciekawej zagadki. Po wielu latach poszukiwań i prób kontaktu z członkami załogi i związkami kombatanckimi udało im się ustalić, że 19 marca 1945 r. bombowiec B 17 o nazwie własnej „Try’n Getit” awaryjnie lądował na polu nieopodal Witkowa. Był to samolot, który wyleciał z Anglii nad Niemcy by bombardować obiekty militarne. Już w drodze powrotnej, trafiony pociskiem działa przeciwlotniczego, mimo jednego sprawnego silnika, zdołał bezpiecznie wylądować, a dziesięciu lotników znajdujących się wtedy na pokładzie nie odniosło poważniejszych obrażeń.

 

1wit10.jpg

 

1wit11.jpg

 

1wit12.jpg

 

Niezwykle ciekawa izba poświęcona Kompanii Witkowskiej z okresu powstania wielkopolskiego zrobiła na zwiedzających ogromne wrażenie. Bardzo interesujące eksponaty, dla nas strzelnian szczególnie cenne, gdyż dotyczą kompanii, która 2 stycznia 1919 roku wespół z kompanią gnieźnieńską wyzwalały Strzelno z niewoli pruskiej. Wszystko, okraszone zostało profesjonalną opowieścią, którą uraczył nas kustosz tegoż pięknego muzeum. W kolejnej (4.) izbie ekspozycja czasowa dokumentująca rekonstrukcję – odbudowę wiatraka koźlaka w miejscowości Kamionka w gminie Witkowo. I eksponat szczególny, największy w zbiorach witkowskich, szkielet wewnętrzny skrzydła wspomnianej wyżej superfortecy. Ponoć przez lata służył jednemu z rolników jako drabina.  

 

1wit13.jpg

 

1wit14.jpg

 

1wit15.jpg

 

1wit16.jpg

 

Po zwiedzeniu ekspozycji muzealnych, przesympatyczny i pasją historyczną owładnięty kustosz Mariusz Zborowski oprowadził nas po Witkowskiej nekropolii. Niezwykłej opowieści o znakomitych mieszkańcach ziemi Witkowskiej chciałoby się słuchać, słuchać i słuchać – była tak pasjonującą i niezwykłą. Szczególnie opowieść o rodzinie Skarbek-Malczewskich z Odrowąża, znakomitych przedstawicielach tego rodu, z których pałacu uratowane kilkanaście eksponatów znalazło miejsce w Izbie Historii Witkowa. Kolejną pasjonującą opowieścią, była rzecz o jednym z najsłynniejszych cichociemnych, Adamie Borysie ps. „Pług” ur. 10 grudnia 1909 w Niechanowie, zm. 27 sierpnia 1986 roki i pochowanemu w Witkowie – podpułkowniku, organizatorze i pierwszym dowódcy batalionu Parasol, skoczku cichociemnym, inżynierze rolnictwa. Przygotowywał m.in. zamach na Franza Kutscherę. W powstaniu warszawskim dowódca batalionu „Parasol”. Represjonowany w okresie stalinowskim. Zrehabilitowany – był pracownikiem naukowym w Warszawie. Odznaczony Orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

 

1wit17.jpg

 

1wit18.jpg

 

1wit19.jpg

 

1wit20.jpg

 

Z Witkowa udaliśmy się kawalkadą samochodów do Trzemeszna. Pierwsze kroki skierowaliśmy pod pomniki Hipolita Cegielskiego, a następnie Jana Kilińskiego. Przypadek sprawił, że przejeżdżający właśnie burmistrz Trzemeszna Krzysztof Dereziński rozpoznał moją osobę z grupą genealogów i dołączył pod pomnikiem do nas. Przesympatyczny włodarz wystąpił w roli przewodnika i wprowadził nas w dzieje Trzemeszna, przybliżając najważniejsze w dziejach tego pięknego miasta wątki historyczne: o św. Wojciechu, klasztorze Augustianów, opacie Wincentym Kosmowskim, znakomitych trzemesznianinach, którzy stąd wyszli w świat, no i o samym Janie Kilińskim. Mając tak kompetentnego przewodnika mogliśmy dowiedzieć się również o dniu dzisiejszym miasta, szczególnie o stopniu jego uprzemysłowienia.

 

1wit21.jpg

 

1wit22.jpg

 

1wit23.jpg

 

1wit24.jpg

 

1wit24.jpg

 

1wit25.jpg

 

Po wspólnych zdjęciach, u stóp pomnika najsłynniejszego z szewców, udaliśmy się do Bazyliki trzemeszeńskiej. U wejścia na plac przykościelny czekał już na nas miejscowy proboszcz ks. Piotr Kotowski. Choć parafię objął w 2011 roku, tuż po przejściu na emeryturę trzemeszeńskiej legendy ks. prałata Bronisława Michalskiego, to jego wiedza o wspaniałej Bazylice Mniejszej okazała się ogromną. Barwnie i niezwykle czytelnie opowiedział nam o dziejach świątyni, którą tradycja wiąże z pierwszym miejscem pochówku św. Wojciecha w 997 roku. Znajomość historii sztuki i dziejów klasztoru trzemeszeńskiego sprawiły, że poczuliśmy się jak podczas oglądania dobrze nakręconego filmu historycznego.

 

1wit26.jpg

 

1wit27.jpg

 

1wit28.jpg

 

Ksiądz proboszcz zdradził nam plany około remontowe tej perły baroku wielkopolskiego, której doszczętnie wypalone wnętrze w styczniu 1945 roku tylko w części powróciło do dawnej świetności. Z pietyzmem odtworzone freski, pierwotnie wymalowane pędzlem znakomitego artysty doby baroku Franciszka Smuglewicza, budzą zachwyt wszystkich, którzy zwiedzają tę wspaniałą pod względem architektonicznym, świątynię. Dużo uwagi poświęcił znakomitościom, które podstawy wiedzy zdobyły w Alumnacie Trzemeszńskim - gimnazjum, onegdaj ufundowanym przez opata Kosmowskiego, a którego kontynuatorką jest miejscowe LO.

 

1wit29.jpg

 

Jak nam powiedział ks. Kotowski, miejscowe gimnazjum było szkołą pięciu rektorów. Starczy przypomnieć postać księdza profesora Stanisława Kozierowskiego jednego z założycieli obecnego UAM oraz pięciu absolwentów trzemeszeńskiego liceum i gimnazjum, którzy pełnili funkcję rektorów znanych uczelni: Władysława Nehringa - rektora Uniwersytetu Wrocławskiego, ks. Władysława Chotkowskiego i ks. Kazimierza Zimmermanna - rektorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, ks. Antoniego Słomkowskiego - rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz Czesława Łuczaka - rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

 

1wit30.jpg

 

1wit31.jpg

 

1wit32.jpg

 

1wit32a.jpg

 

Kolejnym etapem naszej sobotniej wędrówki był cmentarz trzemeszeński. Stara nekropolia, godna dłuższego zatrzymania, kryje doczesne szczątki m.in. wspomnianego ks. prof. Stanisława Koziorowskiego oraz dwóch znakomitych obywateli powiatu mogileńskiego: przewodniczącego PPRN Antoniego Wesołowskiego i dyr. Hilarego Sulskiego z Bielic – posła V kadencji Sejmu, o którym właśnie piszę książkę. Niestety ograniczę się do wymienienia tylko tych trzech postaci. Przy innej okazji poświęcę nieco więcej czasu temu miejscu, tym bardziej, że spoczywają tutaj również moi krewni: Jan i Maria oraz Jerzy Kędzierscy, rodem z Wylatowa.  

 

1wit33.jpg

 

Po zwiedzeniu cmentarza udaliśmy się do „Czeremchy”, gdzie spożyliśmy wyśmienity obiad. Następnie udaliśmy się na wieżę widokową do Duszna. Co najważniejsze pogoda nam dopisała, a w najwyższym punkcie widokowym Pojezierza Gnieźnieńskiego wznoszącego się 167 m n.p.m. słońce wprost „wybuchło”. Wieża liczy trzy poziomy, ma 12 metrów wysokości i z każdego miejsca doskonale widać krajobraz Wysoczyzny Gnieźnieńskiej oraz województw: kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego, gdyż Duszno leży na ich granicy.

 

1wit34.jpg

 

1wit35.jpg

 

1wit36.jpg

 

1wit37.jpg

 

U góry umieszczono specjalny talerz ze wskazówkami pokazującymi strony świata i najciekawsze obiekty w okolicy, m.in. Strzelno, Licheń itd. Pierwszą wieżę obserwacyjną na Wale Wydartowskim postawili Niemcy w 1942 r. Tamta konstrukcja miała aż 70 m wysokości i istniała do 1956 r., kiedy spłonęła od pioruna.

 

1wit38.jpg

 

1wit39.jpg

 

 1wit40.jpg

 

1wit41.jpg

 

Po nasyceniu się pięknymi widokami, cudnym krajobrazem, lasami gołąbkowskimi, o których właśnie napisałem książkę i stadem bydlątek pasących się opodal, zeszliśmy na niezwykle funkcjonalne miejsce biwakowe, gdzie uraczyliśmy się pysznym ciastem domowego wypieku, kawą i Heliodorową „Bukałówką” rocznik 1907. Tzw. pogaduchy genealogiczne nie miały końca. Było ciekawie, wesoło i rodzinnie - jak to w naszym „Gnieździe” bywa i jest normalnością.

Do następnego wypady w Wielkopolskę – oczywiście z genealogami.

 

Marian Przybylski

Foto: Heliodor Ruciński