Strzelno moje miasto 3

Z dziejów niasta

Opowiedziane na ławeczce - cz. 1

 

czyna1.jpg

Opowiedziane na ławeczce - cz. 1

Strzelno Mistrzem Gospodarności

 

Co to było owe Mistrz Gospodarności? Otóż był to sposób na propagowanie i kultywowanie sukcesów osiąganych przez władze małych miasteczek, szczególnie w okresie gierkowskim i w myśl apelu: -Pomożecie? -Pomożemy! Zapoczątkowano konkursy w latach sześćdziesiątych XX w. Po 1975 r., kiedy zlikwidowano szczebel powiatowy i na wzór amerykański powołano - zamiast stanów - 49 małych województw, władze dały szanse wykazania się wojewodom, że reforma administracyjna to ogromny sukces, to mobilizacja społeczeństwa do pracy około siebie, w swoich środowiskach, to wyzwolenie dotychczas drzemiących w nim sił do pracy społecznej, do tego Aby Polska była silna i ludziom żyło się dostatniej. Podpięto się pod myśl z minionego dziesięciolecia z nową werwą i bardziej propagandowo.

 Czynn1.jpg

czyns1.jpg

czyns2.jpg

Wojewodowie co roku ogłaszali konkursy pod hasłem Mistrz Gospodarności. Przystępowały do nich gminy miejskie, a konkretnie aktyw z naczelnikami miast na czele. Oczywiście organ wspierany był przez miejscowe czynniki polityczne. Kapituła wojewódzka oceniała poszczególne miasta na podstawie przesłanych sprawozdań, w których dominującą rolę odgrywały czyny społeczne - ilość uczestników czynu x ilość przepracowanych godzin x z góry ustalona stawka godzinowa, dawało oszałamiające kwoty. Te wyliczenia mistrzowie zawdzięczali swoim sekretarzom i tzw. ołówkom (silnie zaostrzonym), którzy nie szczędzili swej fantazji wspieranej długością rysika i te efekty - częstokroć mocno naciągane - wyliczali. W taki to sposób i nasze miasto kilkakrotnie zdobywało ten prestiżowy wówczas tytuł, m.in. w 1976 r., - tytuł Gminy Mistrza Gospodarności 1975 roku

czyns3.jpg 

Strzelno - jak opisywano miejscowość w propagandzie sukcesów połowy lat siedemdziesiątych - to miasteczko nieduże, około 6,5 tys. mieszkańców, położone na Kujawach Zachodnich w województwie bydgoskim. Jego cecha: miasto czyste, schludne, wypucowane, no i gospodarne. Ówczesne podejście do smaku i estetyki nijak się miało do kanonów okresu międzywojennego, czy ówczesnej Europy Zachodniej. "Zgniły zachód" był niedostępny dla ówczesnych obywateli naszego kraju. Zresztą podobnie jak i wschód i inne kraje demoludu, gdzie dostać się można było jedynie w wizytach oficjalnych - "pociągami przyjaźni.

czyns4.jpg 

Zatem, mając ograniczony dostęp do nowinek zachodnich musieliśmy sobie jakoś radzić. Takim wzorem, do którego próbowaliśmy równać były zdjęcia i pocztówki naszego miasta z lat międzywojennych oraz wspomnienia ludzi starszych, którzy opowiadali jak to za Wilusia, czy Piłsudskiego w naszym mieście bywało.

czyns5.jpg 

Przyjeżdżający do Strzelna oficjele, a nawet tylko ci przejeżdżający napominali ojców miasta, by zrobili coś z tymi wyzierającymi spod farb reklamami pamiętającymi zamierzchłe czasy wilusiowe. I tak się zaczęło. Wykorzystując mizerotę zaopatrzeniową i technologie z przysłowiowych czasów króla ćwieczka zaczęto szaremu i zapomnianemu miastu nadawać bardziej odświętnego "wyglądu". Rozebrano świątynię ewangelicką, wybudowano fontannę na Rynku, która od początku uruchomienia była felerną i zaczęto - szumnie to nazywając - remontować kamieniczki. Cały pic polegał na tym, by odmalować elewacje frontowe, a resztę pozostawiano bez zmian, czyli wnętrze i od tzw. podwórza. Parki miejskie stały się przyjazne dla mieszkańców, stadion przybrał krasy, wybudowano jordanek z brodzikiem dla dzieci, nowe przedszkole... Oj działo się działo: były nowe drogi, chodniki, oświetlenie ulic miejskich, neony na frontonach placówek handlowych, restauracji, kawiarń, pomnik itd., itp.

czyns6.jpg 

Kiedy już tego mistrza dostaliśmy w mieście i na jego rogatkach pojawiły się kolorowe tablice informacyjne głoszące przyjezdnym: Strzelno Mistrz Gospodarności. No i najważniejsze, wraz z dyplomem zastrzyk pieniężny w postaci kilkuset tysięcy złotych, który był zaczynem do wzięcia udziału w następnym konkursie... Osobiście z sentymentem wracam do tamtych czasów, nie pluję, nie przeklinam, jeno wspominam okres mojej młodości, bo przecież nie żyłem na emigracji, ale w moim kraju w mojej Ojczyźnie, Polsce.

Marian Przybylski