Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 036 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

Jubileusz 150 000 wejść - Wolność słowa, czyli: świento prawda, tys prawda i gówno prawda

czwartek, 01 sierpnia 2013 12:15

 

Jubileusz

150 000 wejść

 

Wczoraj wieczorem licznik bloga „Strzelno moje miasto 3” wybił 150 000 wejść. Łącznie do wczoraj wszystkie trzy blogi z cyklu „Strzelno moje miasto” odwiedziło 277 200 czytelników. Jest to imponująca liczba, tym bardziej, że przekroczone zostało magiczne ćwierć miliona wejść. Średnio dziennie w okresie wakacyjnym „Strzelno3” odwiedza ok. 600 czytelników. Stare wpisy na pozostałych blogach odpowiednio 30-40 czytelników. Od początku istnienia bloga „Strzelno moje miasto” umieściłem ogółem 538 artykułów, pod którymi ukazały się 484 zatwierdzone komentarze. Powtórzę po raz wtóry, że w tworzeniu tegoż bloga, a szczególnie w urozmaicaniu go pięknymi zdjęciami pomaga mi wielu, zaś szczególnie Heliodor Ruciński, któremu w tym miejscu należy się hołd szczególny. Dziękuję wszystkim, którzy przesyłają zdjęcia, a szczególnie te archiwalne, dziś już zabytki dziedzictwa kulturowego szeroko pojętego Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Ponad ćwierć miliona wejść zobowiązuje. Zatem, jest to szczególna okazja, by podziękować stałym i tym przygodnym czytelnikom za odwiedziny i wczytywanie się w teksty zamieszczane na tej stronie.

 

jubmar1.JPG

 

Moi mili, serdecznie dziękuję za wytrwałość w mobilizowaniu mnie do ciągłego poszukiwania tematów, które przybliżają dorobek kulturowy naszego miasta i strzelnian rozproszonych po całym świecie. Gro tematów spoczywa w moich archiwach i czeka na opracowanie, a jest tego tyle, że nie wiem, czy jestem w stanie je wszystkie przybliżyć. Prosi się już historia współczesna do jej odkrywania, a jest tych tematów i nadal skrywanych tajemnic co niemiara… Ostatnie zawirowania i walki polityczne w szeroko pojętym powiecie czekają na wyjawienie tego wszystkiego, co jest przedmiotem układów i układzików, dążeń do utrzymania, a także przejęcia władzy. Jest to wszystko niezwykle intrygujące, ale by o tym pisać należy odczekać, by to coś, co nas dzisiaj intryguje dojrzało i zostało opisane bez żadnych niedomówień. Dziś opisując na gorąco jakieś wydarzenie mógłbym popełnić jakieś nadużycie, które wynikać mogłoby z braku tzw. oceny krytycznej. Pisząc na gorąco nie byłbym w stanie dotrzeć do wszystkich źródeł i bohaterów danego wydarzenia oraz wyrobić sobie niczym nie krępowanego poglądu na daną sytuację.

 

Wdzięczny, pozwalam sobie zamieścić dzisiaj artykuł, który przestrzega przed czytaniem wszystkiego i wierzeniem we wszystko, co niosą ze sobą media komercyjne. Oto i ten artykuł:       

 

Wolność słowa, czyli:

świento prawda, tys prawda

i gówno prawda

 

Swego czasu funkcjonowało w Polsce „Radio Wolność”, które głosiło, że misja Wolnej Europy trwa nadal, bo nadal są miejsca, gdzie wolne słowa są towarem deficytowym. Czy coś zmieniło się od tamtego czasu? Zarówno ja, jak i kilku moich przyjaciół uważa, że po prawdzie owa wolność słowa to mit, i że slogan ten można potrzaskać o kant… A przecież pamiętamy wszyscy pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II i rodzący się cud wolności. Przecież tak nie miało być jak jest, tak uczynili ci, którzy zawłaszczyli sobie ową legendarną wolność. Szczyt piramidy wolnościowej zajęły media, które z wolnych stały się wyrocznią co wolno, a czego nie wolno, itd., itp.

 

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny podźwignęła całe społeczeństwo z kolan, uświadomiła ludziom, że będąc razem stanowią siłę. Ukazała też słabość władzy – powiedział tak swego czasu bp Alojzy Orszulik. My, dzisiaj cały czas wyobrażamy sobie wolność w kontekście tego wszystkiego co działo się przed 1989 r. Po wielokroć zachwalany jest dzień dzisiejszy w oparciu o porównanie go do czasów zniewolenia. Uważam, że czas z tym skończyć. Minęło prawie ćwierć wieku od początków wymarzonej wolności - mamy to co mamy - zatem oprzyjmy się o standardy wolności a nie o krzykliwe: -a co, nie macie wolności, nie możecie mówić wszystkiego, co wam ślina na język przyniesie?

 

A no nie mamy tej wymarzonej wolności, szczególnie wolności słowa. Bo owa wymarzona wolność to nic innego, jak głoszenie prawdy, li tylko prawdy, a nie tego, co ślina niesie. Częstokroć dyskutując w kręgach koleżeńskich poruszamy temat prawdy i zastanawiamy się dlaczego prawda nie została zdefiniowana na sposób matematyczny, tak jak: 2 + 2 = 4? Dlaczego wokół prawdy kręci się tak dużo pojęć filozoficznych łącznie z ową przysłowiową filozofią góralską i Tischnerowskim pojęciem prawdy, według której są trzy prawdy, a mianowicie: świento prawda, tys prawda i gówno prawda? Jak powiedziałem kręci się, a nie definiuje pojęcia prawdy. Jeden z moich przyjaciół powiedział, że tak trudne do zdefiniowania pojęcie prawdy to Boski wymysł. To Najwyższemu chodziło o to, by człowiek nigdy nie poznał prawdy.

 

Zatem wyrażając opinie, swoje zdania o postępowaniach lub czynach osób drugich, czy możemy korzystać z wolności słowa? A no spróbujmy na ten przykład powiedzieć prawdę prosto w oczy swoim przełożonym, że mało, wręcz nędznie zarabiamy, że pracujemy w warunkach przypominających - tym starszym – czasy późnego Gierka, że jesteśmy traktowani, jak poddani, a nie jak partnerzy, itd., itp. Spróbujmy zwrócić uwagę, że firma źle pracuje, że postępowanie przełożonych prowadzi do ruiny, że po prosu takiego życia mamy dosyć i że będziemy dochodzić swego nawet strajkując.

 

Co wówczas się stanie? Po prostu, ci na górze skorzystają z filozofii góralskiej i za ks. Tischnerem odpowiedzą: świento prawda, tys prawda i gówno prawda!!! Zaś następnego dnia oświadczą, że za stan jaki istnieje w firmie ty odpowiadasz i to ty do niego doprowadziłeś. Poproszą zaprzyjaźnione media, by odpowiednio cię przedstawiły ubierając w przeróżne szmatki, a następnie usuną z szeregów – jeśli się w nich znajdujesz i wykluczą ze „wspólnoty”.

 

Zatem, jak to jest z tą prawdą i wolnością słowa?

 

Marian Przybylski       



komentarze (1) | dodaj komentarz

Z albumu prezesa

sobota, 27 lipca 2013 20:25

 

Z albumu prezesa

 

W ubiegłym roku państwo Rymaszewscy skatalogowali kilkadziesiąt zdjęć z albumu rodzinnego prezesa Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych pana Gwidona Trzeckiego. Ród to znany w Strzelnie i wielce zasłużony na niwie narodowej i patriotycznej. Wielu członków tej rodziny było członkami strzeleńskiego "Sokoła". Z tych zdjęć trzy - choć jest ich więcej - nawiązują do tradycji sokolich. Dziś w ten upalny dzień, już pod sam wieczór zamieszczam sokołów spod znaków strzeleńskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół".

 

gtsokół1.jpg

Poczet flagowy strzeleńskiego "Sokoła" - lata 30-te XX w.  Od lewej Klemens Trzecki, Jan Jankowski, Antoni Wachulski, NN, Józef Janiszewski. 

 

gtsokół2.jpg

 

Podczas wizyty gen. Józefa Hallera w Strzelnie w 1937 r. Maszerują od lewej: Grześkowiak, Szydzik i Klemens Trzecki.

 

gtsopkół3.jpg

Oddział strzeleńskiego "Sokoła" ok. 1938 r. Od lewej NN, Hoffman, dr. Alfred Fiebig, Mieczysław Bargieł, Klemens Trzecki, NN.

 

 

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Ks. prałat dr Bronisław Michalski

czwartek, 25 lipca 2013 20:47

 

Ksiądz prałat

dr Bronisław Michalski

 

ks. B.Michalski.jpg

 

W poniedziałek 22 lipca 2013 roku o godz. 16:00 dzwony prastarej romańskiej bazyliki trzemeszeńskiej p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny obwieściły smutną nowinę: w godzinach popołudniowych, zmarł w wieku 72 lat, ksiądz prałat dr Bronisław Michalski – dziekan trzemeszeński i proboszcz trzemeszeńskiej parafii pw. Wniebowzięcia NMP od 1982 do 2011 roku. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych mieszkańców pogranicza wielkopolsko-kujawskiego w ciężkich latach przemian ustrojowych, który bez reszty oddał się służbie bliźniemu i to na wielu płaszczyznach działalności społeczno-kulturalnej. Był autentycznym Wielkopolaninem, po wielkopolsku zaangażowanym w niesieniu kaganka oświaty pod ową przysłowiową strzechę, któremu szata duchowna pomagała otwierać najbardziej zaryglowane wrota.

 

Z oficjalnego komunikatu dowiadujemy się, że pogrzeb śp. ks. prałata dra Bronisława Michalskiego odbędzie się w najbliższy piątek, o godzinie 11:00 na cmentarzu parafialnym w Trzemesznie. Dzień wcześniej w czwartek, o godzinie 19:00 nastąpi wprowadzenie ciała do bazyliki trzemeszeńskiej oraz odprawione zostaną nieszpory.

 

Ks. Bronisława poznałem za pośrednictwem ks. kan. Alojzego Święciochowskiego, proboszcza i dziekana strzeleńskiego. Było to w połowie lat osiemdziesiątych, minionego stulecia. Wówczas, w poszukiwaniu deficytowych materiałów budowlanych, jeżdżąc po kraju kilkakrotnie odwiedziliśmy trzemeszeńskiego proboszcza. Nasze kontakty stały się częstsze w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy oboje zasiadaliśmy w Zarządzie Głównym Towarzystwa Czytelni Ludowych. Później widzieliśmy się kilkakrotnie, m. in. w maju 2009 roku w Gębicach po uroczystej mszy św. inaugurującej obchody 10-lecia powiatu mogileńskiego oraz w marcu 2010 roku we Wrześni po pogrzebie ks. kan. Alojzego Święciochowskiego. Wcześniej po wielokroć spotykaliśmy się u ks. Alojzego i to zarówno gdy proboszczował w Strzelnie, jaki później w Dalkach-Gnieźnie.

 

Bronisław Michalski urodził się 2 września 1940 roku w Pomarzankach w ówczesnym powiecie poznańskim (obecnie gm. Skoki w powiecie wągrowieckim) jako dziesiąte dziecko Michała i Katarzyny z Nowaków. W latach 1947 – 1954 uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Węglewie (obecnie gm. Pobiedziska w powiecie poznańskim). Od 1954 – 1958 roku kontynuował naukę w VI Liceum im. Ignacego Paderewskiego w Poznaniu.

Po zdaniu egzaminów dojrzałości w 1958 roku rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie. W październiku 1961 roku został zmuszony do przerwania nauki i jako kleryk powołany do wojska. Służył w Jednostce Wojskowej w Gubinie. Po odbyciu dwuletniej służby powrócił do seminarium i dalej kontynuował naukę.

 

Dnia 6 czerwca 1965 r. w Bazylice Prymasowskiej w Gnieźnie przyjął z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego święcenia kapłańskie. Razem z nim święcenia przyjęli jego koledzy, m. in.: ks. Jerzy Stefański, późniejszy profesor, pierwszy polski liturgista pełniący funkcję konsultora watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego, silnie zaangażowany w przygotowanie wszystkich pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny; ks. Romuald Biniak, późniejszy prałat, proboszcz parafii pw. Świętych Braci Męczenników w Bydgoszczy i kustosz Sanktuarium Nowych Męczenników w Bydgoszczy.  Zaraz po święceniach rozpoczął pracę kapłańską, jako wikariusz w parafii farnej we Wrześni. Tu spotkał się z ówczesnym wikariuszem wrzesińskim ks. Alojzym Święciechowskim, późniejszym przyjacielem wspólnych działań społecznikowskich.

 

W 1966 roku dekretem ks. Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego został skierowany na specjalistyczne studia katolickiej nauki społecznej i socjologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Studia ukończył w 1972 roku dysertacją doktorską Moralne i społeczne granice współzarządzania przedsiębiorstwami przemysłowymi. Zaraz po studiach otrzymał skierowanie do pracy w Wydziale Duszpasterskim, gdzie pracował do 1982 roku. W tym też roku objął parafię pw. Wniebowzięcia NMP w Trzemesznie. Zostając proboszczem trzemeszeńskim, a jednocześnie dziekanem Dekanatu Trzemeszeńskiego, ks. Bronisław Michalski trafił na czas stanu wojennego, a w latach następnych - upadającego peerelu. Potężna bazylika wymagała remontu, a co za tym idzie ogromnego kapitału na zrealizowanie tego dzieła. Małymi krokami ciągle coś naprawiani i remontowano.

 

W 1985 roku, za staraniem ks. dra Bronisława Michalskiego wydzielono nową parafię w Trzemżalu. Przez 10 lat pozostawała ona w unii personalnej z parafią macierzystą w Trzemesznie. Kościół w Trzemżalu poświęcił w 1995 r. ks. arcybiskup Henryk Muszyński i od tego czasu tamtejsza parafia połączona jest unią personalną z parafią w Szydłowie.

 

Do niesienia posługi duszpasterskiej ks. proboszcz Bronisław Michalski miał stale trzech wikariuszy, a to ze względu na liczącą ok. 9,5 tysiąca dusz, parafię. W budynku plebani, tzw. opatówce, znajdował się również dom zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP. Siostry pomagały proboszczowi w prowadzeniu biura parafialnego, jak również zajmowały się wystrojem kościoła i stanem szt liturgicznych oraz prowadziły katechizację. W swych poczynaniach proboszcz wspierał działające przy kościele dwa chóry: seniorów pw. św. Cecylii i Młodzieżowy Chór Parafialny. Patronował rodzinie Radia „Maryja”, Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich, Stowarzyszeniu Apostolstwa Dobrej Śmierci, Żywemu Różańcowi Niewiast i Drodze Neokatechumenalnej. Parafia, której przewodził prowadziła ożywioną działalność charytatywną. Przez całe lata wspierała ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej. Dla wzmocnienia tej działalności w 2000 roku powstał parafialny zespół „Caritas”. W tym też roku mianowany został Prałatem Jego Świątobliwości.

 

Po 1989 r. powstało przy parafii Koło Towarzystwa Czytelni Ludowych, którego pierwsi członkowie rekrutowali się z absolwentów Prymasowskiego Uniwersytetu Ludowego w Strzelnie. To na tym uniwersytecie ks. dr Bronisław Michalski był wykładowcą i współtwórcą programu nauczania. Był jednym z odtwórców zlikwidowanego w 1950 r. przez władze komunistyczne Towarzystwa Czytelni Ludowych, silnie wspierając jego pierwszego dyrektora ks. kan. Alojzego Święciochowskiego. Od samego początku pełnił w Zarządzie TCL funkcję sekretarza. Był gorącym orędownikiem zwrotu siedziby TCL, która mieściła się w Gnieźnie-Dalkach, co udało się dokonać w 1995 roku.

 

Ks. dr Bronisław Michalski przez cały ten czas, bez reszty, oddawał się dziełu renowacji, m.in. na początku lat dziewięćdziesiątych odnowiono polichromię wnętrza bazyliki. Prowadzono badania archeologiczno-architektoniczne pod patronatem Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1996 roku ufundowano i poświęcono w bazylice tablicę pamiątkową poświęconą ks. kanonikowi Józefowi Sarniewiczowi, proboszczowi trzemeszeńskiemu. W 1998 roku zawieszono trzy dzwony na nowej konstrukcji dzwonnicy z napędem elektrycznym. W 1999 roku podjęto prace przy odnowieniu elewacji świątyni i podziemiach kościoła oddano do użytku wystawkę historyczną. W 2000 roku odbyły się pod przewodnictwem ks. arcybiskupa Henryka Muszyńskiego w bazylice trzemeszeńskiej uroczystości „Trzemeszno Świętemu Wojciechowi”. Trwałą pamiątką po tym wydarzeniu jest wmurowana w południową ścianę świątyni tablica pamiątkowa z herbem miasta.

 

W 2008 r. patronował fundacji i odsłonięciu tablicy pamiątkowej poświęconej Synowi Ziemi Trzemeszeńskiej Hipolitowi Cegielskiemu, która zawisła na murach Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Trzemesznie. Również w tym roku współorganizował z Wielkopolską Okręgową Izbą Inżynierów Budownictwa sympozjum  nt.: „Rewitalizacja silnie zawilgoconych murów zabytkowych budynków barokowych i starszych, poprzez osuszanie przyległego gruntu opaską drenarską i ekologiczne ogrzewanie posadzkowe, na przykładzie 1000-letniej bazyliki pw. WNMP w Trzemesznie”. W roku następnym znalazł się w gronie współfundatorów pomnika Hipolita Cegielskiego wystawionego w Poznaniu na Placu Wiosny Ludów.

 

W listopadzie 2010 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Trzemeszna. Szczycił się Honorową Odznaką Sybiraka. 6 stycznia 2011 r. odbyło się pożegnanie ks. Bronisława Michalskiego. Od tego momentu przeszedł na emeryturę, zamieszkując nadal w Trzemesznie, w domku przy plebanii jako ksiądz rezydent. W ciągu 29 lat sprawowania posługi kapłańskiej jako proboszcz trzemeszeński zrealizował wiele dzieł w zakresie remontu i renowacji bazyliki oraz obiektów towarzyszących, jak chociażby alumnat. Wypada wspomnieć również o wybudowaniu kaplicy pogrzebowej i utwardzeniu terenów przy bazylice; powiększeniu granic cmentarza i utwardzeniu alei głównej oraz szczególnym dziele odbudowy Pomnika Powstańców Wielkopolskich na cmentarzu z okazji 90. rocznicy wybuchu powstania. Dużo wysiłku i działań ks. proboszcz wniósł w pozyskiwania funduszy na odwadnianie, termoizolację i remont dachów oraz wymianę okien w bazylice. Pogarszający się stan zdrowia księdza prałata przewał dalsze zarządzanie parafią. Kilkukrotne hospitalizacje i okresowe zapaści na zdrowiu spowodowały, iż podjął decyzję i rezygnację ze stanowiska, a później również z rezydencji w Trzemesznie, przenosząc się do Domu Seniora dla Księży w Gnieźnie, przy którego budowie onegdaj był silnie zaangażowanym.

 

Ks. prałat był wielkim kibicem sportowym oraz prawdziwym przyjacielem niejednego znakomitego sportowca. Kiedy w latach 90. XX wieku ziemię mogileńską odwiedzali w ramach „Krakowskich Prezentacji”, artyści, literaci i naukowcy z Krakowa oraz z zaprzyjaźnionych ośrodków kulturalnych i akademickich, zawsze odwiedzali Trzemeszno i księdza Bronisława w jego gościnnej „opatówce”. Sprzyjała tej wymianie artystyczno-naukowej jego ogromna wiedza i elokwencja. Sam był autorem wielu artykułów i opracowań, jak chociażby wydana drukiem w 1994 roku publikacja Hierarchia kościelna a myśli i czyn społeczny w Wielkopolsce (1930-1914). Każda ważniejsza delegacja nie omieszkała odwiedzić kapłana. Kiedy wspominano byłego proboszcza, podkreślano, że posiadał on dar głoszenia pięknych kazań z przytaczaniem wierszy poetów. Ksiądz prałat potrafił zatrzymać się i porozmawiać z każdym. Pocieszał po chrześcijańsku. Przychodził często z pomocą, pozyskując leki zagraniczne z kurii i sam niosąc je choremu – pocieszał go. Uczestniczył aktywnie w życiu lokalnym społeczeństwa, w organizacjach i stowarzyszeniach pozarządowych, jak również w szkołach. Mówił, że jego rolą jest „by pomagać i łączyć, a nie przeszkadzać” i to w umiejętny sposób realizował. Przez 29 lat pobytu wpisał się bardzo mocno w życie codziennie naszego miasteczka i dekanatu.

 

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

 

Marian Przybylski

 



komentarze (3) | dodaj komentarz

Święto Morza – Gdynia 2013

poniedziałek, 22 lipca 2013 19:30

 

Gdynia – Strzelno – Gdynia

Święto Morza – Gdynia 2013

 

Niewielu strzelnian wie, że w Gdyni mieszkało i mieszka wielu obywateli tego nadmorskiego miasta, których korzenie sięgają kujawskiego Strzelna. Wyjechali stąd w różnych okresach czasu, zarówno przed wojną, jak i w okresie powojennym. Byli wśród nich robotnicy, marynarze, nauczyciele oraz przedstawiciele różnych zawodów, również mieszkańcy byłego powiatu strzeleńskiego. Onegdaj opuścili kujawskie strony i udali się za pracą do budującej się Gdyni – osady rybackiej a następnie największego portu polskiego w przedwojennej Polsce. Jedną z takich osób była przedwojenna absolwentka Uniwersytetu Poznańskiego Halina Strzelecka, nauczycielka, zasłużona działaczka skautingu, której biogram możemy znaleźć w Słowniku Biograficznym Gdynian. Po wojnie Strzelno opuściła rodzina Stanków, której przedstawiciel, Wojciech Stanek, prowadzi ze mną od lat ożywioną korespondencję.

 

sm0.JPG

Wojciech Stanek - strzelnianin z Gdyni na tegorocznych obchodach Święta Morza w Gdyni.

 

Ostatnio otrzymałem od Wojtka pękatą kopertę, a w niej materiały prasowe i druki okolicznościowe z tegorocznych obchodów Święta Morza, które miały miejsce w Gdyni w dniach 22-30 czerwca. W kilka dni później przesłał mi zdjęcia, z których powstał poniższy fotoreportaż. W swoim liście Wojtek napisał:

Tegoroczne Dni Morza miały inny od dawniejszych, charakter. Taki szczególny nastrój zrodził się dzięki udziałowi w obchodach wojskowych orkiestr dętych zaproszonych na tę okoliczność a połączonych ze Świętem Marynarki Wojennej RP. Przybyli również przedstawiciele NATO z attaché morskim USA. Dwa dni festiwalu wypełnione były występami orkiestr dętych dających wspaniałe koncerty połączone z pokazami musztry. Tłem dla występów był zacumowany u nabrzeża okręt ORP „Błyskawica”.

Ujrzeliśmy i wysłuchaliśmy zaproszone do Gdyni wspaniałe zagraniczne wojskowe orkiestry reprezentacyjne: z Paryża – Wersalu, z Budapesztu oraz polskie: z Gdyni – Marynarki Wojennej, Szczecina, Koszalina, Bydgoszczy, Wrocławia i Krakowa. Zaś z Warszawy przybyła Orkiestra Reprezentacyjna Policji Państwowej z eskortą motocyklistów mundurowych, którzy dali popis kunsztownej i brawurowej jazdy. Aplauzem publiczności oceniona została Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk Francuskich z Paryża. Urzekła widzów elegancją strojów, paradą i ciekawym repertuarem muzycznym.

Paradna defilada miała miejsce 30 czerwca i odbyła się główną arterią miasta ulicą Świętojańską. Jej zakończenie miało miejsce przed płytą Marynarza Polskiego, gdzie dowódca Marynarki Wojennej przyjął meldunek od dowódcy Kompani Reprezentacyjnej MW. Po odegraniu hymnu państwowego nastąpiło złożenie wieńców i wiązanek kwiatów w tym jakże szczególnym i świętym miejscu. Były przemówienia wysokich rangą przedstawicieli Wojska Polskiego i NATO oraz odznaczenia gości z USA, Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii...       

 

Swięto Morza.jpg

Strzelno ul. św. Ducha, lata 30. XX wieku - obchody Święta Morza

 

W 1932 roku, w pierwszych obchodach Święta Morza w Gdyni uczestniczyło ok. 100 tysięcy osób. Przyjechali z całego kraju, a impreza była wielką, patriotyczną manifestacją przywiązania i dumy, z posiadanego skrawka wybrzeża i zbudowanego od podstaw nowoczesnego portu, a przy nim miasta. Przed wojną i w Strzelnie obchodzono uroczyście Święto Morza. W starych kronikach i w prasie regionalnej odnotowywano te uroczystości z wielką dumą i w patriotycznym uniesieniu. Organizacje pozarządowe i młodzież szkolna, a szczególnie miejscowe harcerstwo gremialnie uczestniczyły w organizowanych przez siebie paradnych i kolorowych manifestacjach.

 

Fotoreportaż

według

Wojciecha Stanka

 

 sm1.JPG

 

sm2.JPG

 

sm3.JPG

 

sm4.JPG

 

sm5.JPG

 

sm6.JPG

 

sm7.JPG

 

sm8.JPG

 

P6301487.JPG

 

P6301488.JPG

 

P6301502.JPG

 

P6301503.JPG

 

P6301506.JPG

 

P6301507.JPG

 

P6301510.JPG

 

P6301511.JPG

 

P6301512.JPG

 

P6301515.JPG

 

P6301517.JPG

 

P6301518.JPG

 

P6301519.JPG

 

P6301520.JPG

 

P6301522.JPG

 

P6301523.JPG

 

P6301525.JPG

 

P6301527.JPG

 

P6301528.JPG

 

P6301531.JPG

 

P6301532.JPG

 

P6301533.JPG

 

P6301537.JPG

 

P6301538.JPG

 

P6301543.JPG

 

P6301544.JPG

 

P6301545.JPG

 

P6301547.JPG

 

P6301549.JPG

 

P6301558.JPG

 

P6301562.JPG

 

P6301563.JPG

 

P6301568.JPG

 

P6301572.JPG

 

P6301573.JPG

 

P6301576.JPG

 

P6301577.JPG

 

P6301579.JPG

 

P6301582.JPG

 

P6301583.JPG

 

P6301584.JPG

 

P6301585.JPG

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

OO. Oblaci Maryi Niepokalanej w Markowicach - cz. 2

sobota, 20 lipca 2013 14:33

 

Na pożegnanie...

 

OO. Oblaci Maryi Niepokalanej

w Markowicach - cz. 2

 

obla1.png

 

Dzisiaj zamieszczam drugą część opowieści o dziele oblackim dokonanym w przeciągu ostatnich 90 lat w Markowicach. Jak wspomniałem w części pierwszej czynię to by oddać hołd wszystkim Oblatom Maryi Niepokalanej, którzy blisko wiek administrowali Sanktuarium Matki Boskiej Markowickiej Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw.

 

Trud odbudowy i budowy

             Wszystkie budynki klasztorne wymagały gruntownego i natychmiastowego remontu, a po zwrocie dzierżawy również wybudowania zabudowań folwarcznych. Do budowy nowej stajni i obory ojcowie przystąpili w 1924 r. Klasztor spełniał przez blisko 100 lat funkcje szkoły i mieszkań cywilnych, przez co popadł w zaniedbanie i ruinę. Sam kościół od strony południowo-wschodniej obudowany był licznymi budynkami gospodarczymi nie dodającymi uroku tej barokowej świątyni. Ojcowie zakasali rękawy i energicznie przystąpili do pracy. Wyburzono szpetne budowle, uporządkowano oraz wyremontowano kościół i klasztor. Ten ostatni przedłużono o nowe skrzydło w kierunku północnym, w 1923 r.

 

By dać obraz spustoszenia zespołu klasztorno-kościelnego sięgnijmy do opisu, jaki został sporządzony po objęciu zespołu pokarmelickiego przez oo. Oblatów:

Zabudowania nosiły piętno brzydkiego spustoszenia. Zdawać by się mogło, że rząd zaborczy pragnął oddać na łup zniszczenia przybytek kultu katolickiego. Więc przez długie lata mieściły się w nim częściowo szkoła wiejska, a częściowo izby mieszkalne robotników, wyjąwszy kilka cel, rezerwowanych dla kapłana, odprawiającego nabożeństwo w kościele. Wiemy zaś z doświadczenia, co to znaczy powierzyć choćby najwykwintniejsze arcydzieła architektury bezmyślnym młodzieńczym swawolnikom naszego ludu. Więc nic dziwnego, że w krużgankach klasztornych nie ostała się ani jedna szyba, że, choć drzewo jeszcze wtedy nie dochodziło ceny cynamonu, powyrywane były deski i blachy, a nawet belki i kozły dostarczały materiału opałowego, a do cel dawniejszych mnichów pobożnych bez ceregieli wprowadzono przedstawicieli rogatej i nierogatej trzody i tego wszystkiego, co ma pierze.

 

obla2.jpg

 

 W 1924 r. tak zapisano: Zaznaczyć wypada, że w pierwszym rzędzie sam kościół, dzięki ofiarności pewnego parafianina, który odnowić kazał swoim kosztem obie kaplice, zębem czasu zgryzione, , trzyma się obecnie na stopniu godności przybytku Bożego. W klasztorze zaś jeszcze kilka ubikacji, służących obecnie za remizy do węgla, torfu i sztucznych nawozów, wymaga niejakich nakładów.

 

Do 1924 r. – wprowadzono ład i ochędóstwo na obu cmentarzach, grzebalnym i klasztornym, posadzono nowe piękne drzewa, a wycięto suszki, jako i krzewy i zarośla; śród tych prac nie ustawano w zwożeniu materiału budowlanego. Ojciec proboszcz i w jednej osobie ekonom domu [o. Jan Nawrat OMI] był w ustawicznych rozjazdach. Natomiast Ojciec superior [o. Paweł Czekaj OMI] zajęty był bez wytchnienia, by resztki dawnego spustoszenia usunąć, przy tem uporządkować wszystko, aby wszelkie ubikacje lśniły białością i niewyszukaną ozdobą. Ile czasu pochłonęło ustawianie na półkach i rozdzielanie dość już licznych jak na początek książek, ten tylko pojmie, kto się kiedykolwiek księgozbiorem zajmował. Zawiązek biblioteki klasztornej wcale pokaźnie się przedstawia. Wszelkie inne lokalności i zakamarki domu, mające nieokreślone jeszcze przeznaczenie, oczyszczono gruntownie: a co to znaczy, zrozumieją ci, co widzieli w tych komnatach jeszcze przed kilkunastu miesięcy czworonogich mieszkańców, rykiem, kwikiem i bekiem przeszkadzających nabożeństwu, poprzez ścianę obok odprawianego nabożeństwa.

 

obla3-1922.jpg

 

Pierwsi ojcowie założyli w 1921 roku w wyremontowanym klasztorze nowicjat dla wstępujących do niego pierwszych braciszków. Natomiast już po rozbudowie, urządzono w nim seminarium dla kleryków. Tak oto, ten czas odnotował w swym Bezcennym Skarbie ojciec Kazimierz Józef Łabiński OMI: W akcie wizytacyjnym czytamy: „Z zaniedbanych Markowic wytworzyło się silne centrum religijne na Kujawach”. Z roku na rok klasztor i świątynia stawały się piękniejsze. Powstał szereg nowych budynków gospodarczych z warsztatami. Rozwinęło się duszpasterstwo. Zaistniały liczne Kółka Różańcowe, Bractwa, Sodalicje, wzrosły rzesze pątników. Wierni liczniej zaczęli garnąć się do sakramentów, brać żywszy udział w rekolekcjach i w Misjach św.

           

Szczególne natężenie prac remontowych przypadło na II połowę lat trzydziestych XX w. Kraj powoli wychodził z wielkiego kryzysu. Nieco lepiej zaczęło się dziać ludowi kujawskiemu, a co za tym idzie, poczęły szerszym strumieniem płynąć ofiary na rzecz sanktuarium. 21 czerwca 1935 r. przy fasadzie kościoła stanęło rusztowanie, które wkrótce rozciągnięto również na stronę południową świątyni. Po skuciu tynków okazało się, że zakres robót może znacząco przekroczyć zaplanowany budżet remontowy. W niesienie pomocy włączyła się „Sodownia – Mątwy” oraz Straż Pożarna ze Strzelna. Z zachowanych zapisków ojca Skrzynieckiego możemy dowiedzieć się o problemach jakie trzeba było przezwyciężyć, by prace zostały wykonane z należytym kunsztem. Uwidoczniły się błędy niedbale przeprowadzonych remontów w minionym stuleciu, m.in. liczne dziury w murach, które ówcześni „majstrowie” wypychali zwykłym  sianem. W trakcie tych prac zamurowano boczne drzwi w kruchcie, uznając je za zbyteczne. W ich miejscu umieszczono żelazne okna, które wykonał brat Kluskowski – klasztorny kowal. Przy okazji badań fundamentów stwierdzono ich zły stan na odcinku kruchta - kaplica św. Józefa, co spowodowało, że trzeba było je wzmocnić betonem.

 

obla4-1928.jpg

          

W październiku kontynuowano dalsze prace remontowe na ścianie od kaplicy św. Krzyża do wieży. Stan jej był najtragiczniejszy. Pod koniec października rozpoczęto prace wewnątrz kościoła. Zamurowano wejście do krypt grobowych pod kaplicami św. Józefa i św. Krzyża. Następnie zerwano płyty na ganku pomiędzy starymi ławkami kościelnymi. Pod nimi znaleziono fundamenty bliżej nierozpoznanego grobowca. Położono na wejściu do niej płyty i zalano je zaprawą, by, jak to odnotowano „zmarli odpoczywali w pokoju wiecznym”. Następnie ganek główny od bramy cmentarnej do wejścia głównego do świątyni wyłożono płytami betonowymi.

           

Z wiosną 1936 r. położono nowe tynki w wirydarzu i na frontonie starego klasztoru. Odizolowano betonem ścianę frontową od gruntu i postawiono nowe murowane opłotowania w częściach dotychczas wygrodzonych płotem drucianym. Oddzielono murami części ogólnodostępne starego cmentarza od terenów klasztornych i dokończono stawianie murów zewnętrznych. Przeniesiono szklarnię do nowego ogrodu w okolicach stodoły. Pod koniec maja przystąpiono do remontu wieży kościelnej. 14 czerwca podczas remontu najwyższego piętra wieży odczytano datę roczną 1632 na dzwonie sygnaturce.

 

obla5-Remont  1928 a.jpg

          

W drugiej dekadzie września 1936 r. pokryto tynkiem wewnętrzne mury cmentarne okalające sanktuarium oraz zabezpieczono impregnatem krzyż misyjny wystawiony w grudniu 1934 r. Troska ojca proboszcza o wygląd tego świętego miejsca była ogromna, świadczy o tym notatka jaką sporządził 11 września 1936 r.:

           

Zbierałem z p. kier. szkoły, Weberem, ofiary na odnowienie kościoła. Wszędzie jednak można zauważyć większą biedę w porównaniu z rokiem ubiegłym. (…) Kościół teraz po odnowieniu przedstawia się wspaniale, jak z igły zdjęty. Jeden mam kłopot, aby spłacić długi powstałe z powodu reperacji. Ufam Matce Boskiej naszej, że nam dopomoże i zaopiekuje się swoim kościołem.

           

Matuchna dopomogła i styczniowa kolęda 1937 r. przyniosła znośne ofiary na dalszy remont kościoła. Jak odnotował ojciec Skrzyniecki i ojciec Ludwik Wrodarczyk OMI: Prawie w każdej rodzinie składano ofiary na kościół (…) Wszędzie mogłem zauważyć wielkie zainteresowanie dla sprawy kościoła naszego. Domy były uporządkowane. Na kawie byłem w pałacu, u miłego dziedzica.  

           

Ojcu Skrzynieckiemu udało się latem 1937 r. uregulować należności wynikłe z nakładów remontowych, a z pieniędzy które zostały mógł finansować dalsze prace. Dlatego też 16 sierpnia przystąpiono do remontu wnętrza markowickiej świątyni. Odrestaurowano również boczne kaplice św. Józefa i św. Krzyża. 30 lipca 1938 r. oddano do użytku nowe schody na chór - stare zlikwidowano. Ostatecznie renowację wnętrza zakończono 17 października 1938 r.

 

Oblaci pionierzu.JPG

Oblaci pionierzy: od lewej o. Jan Wilhelm Kulawy, o. Paweł Pius Czekaj, o. Jan Nawrat, o. Jan Pawołek 

        

Wcześniej, bo 23 września, rozpoczęto kładzenie fundamentów pod przyszły Dom Katolicki. Prace nad nim chciano kontynuować w latach następnych. Ale póki co, ojciec proboszcz Skrzyniecki podjął się pertraktacji z p. Jaskólską, by ta wynajęła na rok  pomieszczenie na tymczasowy Dom Katolicki.

 

W planach na 1939 r. ojciec Jan Skrzyniecki zamierzał urządzić drugą zakrystię i odrestaurować stalle kościelne. Udało mu się wykonać podłogę w jednej zakrystii i jak sam zaznaczył: na większe rzeczy nie mogłem się porywać, gdyż do tego czasu nie spłaciłem jeszcze wszystkich zobowiązań wobec wykonawców. Dnia 7 lipca oświadczył mi jednak o. prowincjał, że z dniem 1 sierpnia mam opuścić Markowice i przenieś się do Kodnia.

 

W sierpniu 1939 r. dokonano zmian w posługach domu markowickiego. Miejsce proboszcza Jana Skrzyneckiego objął ojciec Marian Wyduba, a po ojcu Ludwiku Wrodarczyku funkcję ekonoma przejął ojciec Aleksy Wittek. Ojciec Edward Wróbel, który już wcześniej był socjuszem mistrza, pozostał nadal na tym stanowisku.

 

Marian Przybylski

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 19 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  438 363  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 438363
Wpisy
  • liczba: 525
  • komentarze: 501
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1258 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl