Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 819 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

W Krakowie. Podróż naszych marzeń - cz. 4

środa, 07 sierpnia 2013 12:07

 

4kra0.JPG

 

 W Krakowie. 

Podróż naszych marzeń – cz. 4

 

Dzień drugi w Krakowie to zwiedzanie Kazimierza i Wawelu oraz spacer ulicami miasta od wzgórza po Pomnik Grunwaldzki. Tym razem, by nie powielać trasy zamówiliśmy taksówkę korporacyjną, która dowiozła nas do samego Rynku Głównego. Taksówkarz okazał się niezwykle sympatycznym panem, mniej więcej w naszym wieku. Anegdotami i miłymi historyjkami urozmaicił nam czas przejazdu. W całym ferworze nie włączył licznika i przy rozliczaniu oświadczył, że nie może z tej przyczyny pobrać należności. Znając wczorajszą kwotę wymusiliśmy by wziął zapłatę i to z lekką górką. Dodatkowo uprzejmego kierowcę obdarowałem okolicznościowym znaczkiem TMMS-u.

 

4kra1.JPG

 

4kra2.JPG

 

4kra3.JPG

 

4kra4.JPG

Przed Synagogą Tempel przy ulicy Miodowej

 

4kra5.JPG

 

4kra6.JPG

Za tym opłotowaniem mieścił się uroczy lokal na wolnym powietrzu, a przywiązany łańcuchem rower oznaczał, iż właściciel jego wszedł do lokalu i raczy się chłodnym złotym napitkiem z pobliskiego browaru...

 

Urocza dzielnica Kazimierz właśnie w tych dniach przeżywała wielką imprezę pod nazwą Tydzień Kultury Żydowskiej. W związku z tym wydarzeniem wśród przechodniów napotykaliśmy grupki młodych dziewcząt mówiących językiem jidysz oraz duże grypy młodych chłopców w strojach rytualnych, którym przewodzili nauczyciele. Zarówno młodzi, jak i nauczyciele – rabini byli ortodoksami, na co wskazywały ich stroje oraz charakterystyczne pejsy. Tu i ówdzie, w maleńkich dwu lub trzy stoliczkowych koszernych lokalikach siedziało po kilku mężczyzn zawzięcie dyskutując w sobie znanym języku jidysz. Zafascynowani tymi widokami pilnie obserwowaliśmy te bądź, co bądź egzotyczne dla nas scenki. W niewielkim wymiarze współczesny Kazimierz przypomina tę przedwojenną, pełną Żydów i przysłowiowych cynamonowych sklepików, dzielnicę. A i owszem jest handel, są małe sklepiki, urocze kamieniczki, stary cmentarz i synagogi, ale brakuje tych ludzi, tego przedwojennego folkloru żydowskiego.

 

4kra7.JPG

 

4kra8.JPG

 

4kra9.JPG

 

4kra10.JPG

Stary cmentarz żydowski na Kazimierzu

 

4kra11.JPG

Przed Synagogą Wysoką, spod której weszliśmy w ulicę Józefa

 

4kra12.JPG

Lidka stanęła u wejścia w jedno z podwórzy na Kazimierzu, przy ul. Józefa. Weszliśmy i również uraczyliśmy się złotym niepasteryzowanym... 

 

Pierwszą charakterystyczną dla Kazimierza budowlą, przy której zatrzymaliśmy się, była Synagoga Tempel przy ul. Miodowej. Tu spotkaliśmy dużą grupę młodych Żydów, którym przewodzili pejsaci nauczyciele. To w tej świątyni odbywały się nabożeństwa podczas trwającego właśnie Festiwalu Kultury Żydowskiej. Stąd udaliśmy się na Plac Nowy z charakterystyczną rotundą, wokół której rozłożyły się liczne stragany z owocami i warzywami oraz handlarze staroci. Tutaj spędziliśmy dłuższy czas, dokonując zakupu smacznych i soczystych owoców. Skonsumowaliśmy je na miejscy, przy niewielkim stoliczku, w trakcie pisania kartek pocztowych do naszych najbliższych – owe nieodłączne pozdrowienia z Krakowa. Później gapiliśmy się na różne bibeloty i inne starocie, z wolna przesuwając się od stoiska do stoiska.

 

4kra13.JPG

 

4kra14.JPG

 

14kra15.JPG

 

14kra16.JPG

 

14kra16a.JPG

 

14kra17.JPG

 

Z placu Nowego udaliśmy się pod czynną Bożnicę Remuh, przy której znajduje się najstarszy cmentarz, noszący tę samą nazwę co świątynia. Idąc wzdłuż ceglano-kamiennego muru od ul. Jakuba podziwialiśmy stare maceby, wczuwając się klimat tego miejsca. Tak dotarliśmy do ul. Józefa i pod Synagogę Wysoką, a następnie do wciśniętego między kamienice ogrodu piwnego, w którym racząc się żółtym napitkiem nieco odpoczęliśmy. Stąd spacerkiem ruszyliśmy w kierunku Wawelu mijając sklepiki, umalowanego i ukwieconego „Malucha” - fiata 125p. Po drodze, już niedaleko wzgórza zamkowego spotkaliśmy dużą grupę młodzieży Żydowskiej, prowadzonej przez potężnego i brodatego nauczyciela, spieszącą zapewne do jednej z czynnych synagog.

 

4kra18.JPG

 

4kra20.JPG

 

4kra21.JPG

 

4kra22.JPG

 

4kra23.JPG

 

4kra24.JPG

 

4kra25.JPG

 

Wreszcie Wawel! Lidka była pod ogromnym wrażeniem, gdyż na żywo - zresztą jak cały Kraków - zobaczyła go po raz pierwszy. Również na mnie „bywalcu” tych stron stan po konserwacji i rewitalizacji całego zespołu wywołał uniesienie. Po dojściu pod mury zauważyliśmy skrzynkę pocztową, której bezskutecznie poszukiwaliśmy na Kazimierzu. Kartki poszły w świat.

 

4kra26.JPG

 

4kra27.JPG

 

4kra29.JPG

 

 4kra30.JPG

 

4kra31.JPG

 

 

4kra32.JPG

 

4kra33.JPG

 

4kra34.JPG

 

Nasza trasa wiodła łagodniejszym wejściem po strony Wisły. Po wejściu na teren wzgórza zamkowego udaliśmy się do podziemi katedralnych, by złożyć hołd tragicznie zmarłej parze prezydenckiej Marii i Lechowi Kaczyńskim oraz marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Z krypty dostaliśmy się na dziedziniec zamkowy, a stamtąd do katedry, w której żarliwie modliliśmy się przy grobach królewskich i relikwiach św. Stanisława. Wszędzie tłumy zwiedzających są obrazem trwającego sezonu turystycznego. Podobnie, jak w częściach zamkowych tak i w świątyni odczuliśmy dreszcz historycznej - potęgi niesionej wielkimi nazwiskami i dziejami Państwa Polan.

 

4kra35.JPG

 

4kra36.JPG

Zmęczeni w oczekiwaniu na zamówioną taksóweczkę

 

4kra37.JPG

Przemo znalazł wolny piedestał tuż przed Akademią Sztuk Pięknych, nie  przypuszczając, że wewnątrz znajduje się już Jego gotowy odlew brązowy...

 

4kra38.JPG

Jest taka ulica na Kazimierzu, może ktoś z czytelników odgadnie od czego pochodzi jej nazwa?

 

Załączone powyżej zdjęcia niech opowiedzą resztę naszych krakowskich peregrynacji.

 

CDN

 

Lidia i Marian Przybylscy   



komentarze (4) | dodaj komentarz

OO. Oblaci Maryi Niepokalanej w Markowicach - cz. 3

poniedziałek, 05 sierpnia 2013 23:58

 

OO. Oblaci Maryi Niepokalanej

w Markowicach - cz. 3

 

obla1.png

 

Krwawa ofiara

            II wojna światowa pozostawiła krwawe ślady na obliczu markowickiej ziemi i samego Sanktuarium. Przeczuwając wybuch wojny ewakuowano scholastykaty w Obrze i w Krobi. Uciekający stamtąd ojcowie, klerycy i bracia już 28 sierpnia 1939 r. przybyli do markowickiego domu. Ojciec Cebula przyjął uciekinierów, którzy tu, na miejscu mieli odprawiać rekolekcje i złożyć śluby zakonne. Razem z przybyszami wspólnota markowicka liczyła wówczas 130 osób. 4 września 35 kleryków odnowiło śluby. Zaraz po ceremonii, z uwagi na zbliżanie się wojska niemieckiego, klerycy opuścili Markowice. 6 września przyszła kolej na drugą grupę, złożoną z 28 osób. W czasie ucieczki, 4 kleryków zostało schwytanych 12 września w Michałowie koło Warszawy, i rozstrzelanych przez Niemców. Byli to: Józef Rogosz, Franciszek Glados, Franciszek Muńko i Józef Gembiak. Dwóch kleryków zginęło podczas bombardowania Warszawy, 26 września: Jan Langer i Józef Opiela. Część z uciekinierów, w sobotę 23 września przeszedłszy około 400 km, powróciła do Markowic – stopniowo wracali także inni.

 

Podczas nieobecności nowicjuszy w Markowicach zaszły wydarzenia, które później zaważyły na dalszych losach wspólnoty parafialnej i klasztornej, a szczególnie jej proboszcza ojca Mariana Wyduby i superiora ojca Józefa Cebuli. Obaj zastali bestialsko zamordowani, pierwszy musiał sobie sam grób wykopać i nad nim został rozstrzelany, drugiego przepruła seria z karabinu w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Papież Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny, 13 czerwca 1999 r. na Placu Piłsudskiego w Warszawie, w trakcie uroczystej Mszy Świętej dokonał beatyfikacji 108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej. Wśród Nich znalazł się przełożony markowickiego domu i mistrz tutejszego nowicjatu, Ojciec Józef Cebula OMI.

 

Wielu braci i ojców oddało swe życie będąc więzionymi w obozach koncentracyjnych. Na wschodnich kresach śmierci męczeńskiej doznał ojciec Ludwik Wrodarczyk. Sługa Boży pośmiertnie został uhonorowany orderem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przez Instytut w Jad Waszem za ratowanie Żydów.

 

II wojna światowa pozostawiła głęboką bliznę na obliczu naszej Cudownej Madonny. Miejsca uświęcone i będące swoistym sacrum dla wszystkich Kujawian - kościół i klasztor zostały ograbione z licznych i cennych paramentów i wotów. Okupant umyślił zniszczyć kult wiernych do Markowickiej Pani, a drogę do tego celu obrał jedną, zniszczenie cudownej statuy Matki Boskiej. Nie mogąc ziścić  tych  haniebnych planów,  w zamian  postanowił wywieźć Ją z Kujawskiej Częstochowy do muzeum w Berlinie. Dowiedzieli się o zamiarze kradzieży dwaj bracia zakonni, stróże cudownego wizerunku Maryi z Dzieciątkiem, Józef Mrowiec i Stanisław Latosi, dlatego też pod osłoną nocy 11 grudnia 1942 r. dostali się do wnętrza świątyni i przenieśli Madonnę w bezpieczne miejsce. Gdy nadarzyła się sprzyjająca chwila, wyniesiono Skarb Markowicki do wsi. Kiedy Niemcy zauważyli zniknięcie figury, z wściekłością rozpoczęli Jej poszukiwania używając do tego nawet psów tropiących. Gdzież to bracia nie chowali swej Pani? A to w sągach drewna zgromadzonego na zimę, a to w stogach słomy, w piwnicach (sklepach) pod zgromadzonymi na zimę kartoflami, przykrywano Ją węglem, przenoszono do obory i stodoły. W końcu znalazła schronienie w mieszkaniu Michała i Antoniny Roszaków. To bracia i ojcowie Oblaci uratowali naszą Panią.

 

W międzyczasie okupant zagrabił z Domu Bożego przepiękną monstrancję i niezwykle cenny ornat, tkany srebrem i złotem, dary od przebywającego tutaj hetmana i późniejszego króla, Jana III Sobieskiego. Ogromu zniszczeń przysporzyło zamienienie wnętrza kościoła w magazyn, a następnie  warsztat naprawczy samochodów. Uległy uszkodzeniu ołtarze, sprzęt liturgiczny, obrazy, malowidła ścienne, złocenia, antepedia, szaty liturgiczne i relikwiarze. Cudem spustoszenie ominęło jedynie kaplicę św. Józefa, w której umieszczono ławki i konfesjonały.

 

Niemcy jednak dalej nie ustawali w poszukiwaniach Skarbu Markowickiego w postaci cudownej Madonny. Brat Stanisław Latosi w porozumieniu z przełożonymi kościelnymi, postanowił znaleźć bezpieczniejsze miejsce dla figury. Decyzja zapadła by wywieź Ją do jego siostry w okolice Poznania. Kiedy nastał dzień podróży brat Latosi nagle, tak poważnie zapadł na zdrowiu, że odwieziony został do strzeleńskiego szpitala by tam poddać się kuracji zdrowotnej. Ten wypadek - jak później zeznał - dał mi do zrozumienia, że Matka Boska Markowicka nie chce, jak dawniej, tak i dzisiaj, opuścić swego ludu, który mimo jego surowego charakteru, tak bardzo ukochała. Jak odnotował ojciec K. J. Łabiński OMI proboszcz markowicki: Z tego powodu nazwano Matkę Boską Markowicką „Upartą Madonną”.

 

Ojcowie Oblaci, którzy pozostali w Markowicach w tajemnicy przed władzami okupacyjnymi, narażając przy tym swoje życie, z wielkim poświęceniem przygotowywali dzieci z pobliskich Górek i Kruszy Zamkowej  do I Komunii Św. Przez okres wojenny otaczali również opieką duszpasterską mieszkańców sąsiednich parafii.

 

CDN

Marian Przybylski

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Dawid ornitologiem

sobota, 03 sierpnia 2013 20:45

 

Dawid ornitologiem

 

Podczas rodzinnego pobytu w Przyjezierzu 29 lipca 2013 roku nasz wnuk Dawid zrobił rewelacyjne zdjęcia łabędziej rodziny. Składała się ona z mamy, taty i czwórki piskląt. Jak tylko wrócił z wodnych wojaży, tak zaraz odwiedził mnie i przegrał zdjęcia do mojego komputera. Po czym zagadał:

 

- Dziadek zobacz, jak ta rodzina łabędzia współżyje w zbiorowisku wczasowiczów. Nic im nie przeszkadza, pływają sobie między ludźmi i nikt nikomu nie przeszkadza. Jak chcesz to wstaw je na blog, niech internauci również sobie pooglądają. I niech wiedzą, że zwierzętom nie trzeba przeszkadzać, gdyż to one są u siebie, a tylko my jesteśmy intruzami w ich naturalnym środowisku.

 

daw0.jpg

 

Jako dziadkowie jesteśmy dumni z naszych pięciorga wnucząt. Trzech najstarszych to autentyczni miłośnicy przyrody, a szczególnie zwierząt. Dwójka małych pójdzie chyba w ich ślady.

 

daw1.JPG

 

daw2.JPG

 

daw4.JPG

 

  daw3.JPG

 

daw5.JPG

 

daw6.JPG

 

daw7.JPG

 

daw8.JPG

 

daw9.JPG

 

Fot. Dawid Filipczak 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Jubileusz 150 000 wejść - Wolność słowa, czyli: świento prawda, tys prawda i gówno prawda

czwartek, 01 sierpnia 2013 12:15

 

Jubileusz

150 000 wejść

 

Wczoraj wieczorem licznik bloga „Strzelno moje miasto 3” wybił 150 000 wejść. Łącznie do wczoraj wszystkie trzy blogi z cyklu „Strzelno moje miasto” odwiedziło 277 200 czytelników. Jest to imponująca liczba, tym bardziej, że przekroczone zostało magiczne ćwierć miliona wejść. Średnio dziennie w okresie wakacyjnym „Strzelno3” odwiedza ok. 600 czytelników. Stare wpisy na pozostałych blogach odpowiednio 30-40 czytelników. Od początku istnienia bloga „Strzelno moje miasto” umieściłem ogółem 538 artykułów, pod którymi ukazały się 484 zatwierdzone komentarze. Powtórzę po raz wtóry, że w tworzeniu tegoż bloga, a szczególnie w urozmaicaniu go pięknymi zdjęciami pomaga mi wielu, zaś szczególnie Heliodor Ruciński, któremu w tym miejscu należy się hołd szczególny. Dziękuję wszystkim, którzy przesyłają zdjęcia, a szczególnie te archiwalne, dziś już zabytki dziedzictwa kulturowego szeroko pojętego Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Ponad ćwierć miliona wejść zobowiązuje. Zatem, jest to szczególna okazja, by podziękować stałym i tym przygodnym czytelnikom za odwiedziny i wczytywanie się w teksty zamieszczane na tej stronie.

 

jubmar1.JPG

 

Moi mili, serdecznie dziękuję za wytrwałość w mobilizowaniu mnie do ciągłego poszukiwania tematów, które przybliżają dorobek kulturowy naszego miasta i strzelnian rozproszonych po całym świecie. Gro tematów spoczywa w moich archiwach i czeka na opracowanie, a jest tego tyle, że nie wiem, czy jestem w stanie je wszystkie przybliżyć. Prosi się już historia współczesna do jej odkrywania, a jest tych tematów i nadal skrywanych tajemnic co niemiara… Ostatnie zawirowania i walki polityczne w szeroko pojętym powiecie czekają na wyjawienie tego wszystkiego, co jest przedmiotem układów i układzików, dążeń do utrzymania, a także przejęcia władzy. Jest to wszystko niezwykle intrygujące, ale by o tym pisać należy odczekać, by to coś, co nas dzisiaj intryguje dojrzało i zostało opisane bez żadnych niedomówień. Dziś opisując na gorąco jakieś wydarzenie mógłbym popełnić jakieś nadużycie, które wynikać mogłoby z braku tzw. oceny krytycznej. Pisząc na gorąco nie byłbym w stanie dotrzeć do wszystkich źródeł i bohaterów danego wydarzenia oraz wyrobić sobie niczym nie krępowanego poglądu na daną sytuację.

 

Wdzięczny, pozwalam sobie zamieścić dzisiaj artykuł, który przestrzega przed czytaniem wszystkiego i wierzeniem we wszystko, co niosą ze sobą media komercyjne. Oto i ten artykuł:       

 

Wolność słowa, czyli:

świento prawda, tys prawda

i gówno prawda

 

Swego czasu funkcjonowało w Polsce „Radio Wolność”, które głosiło, że misja Wolnej Europy trwa nadal, bo nadal są miejsca, gdzie wolne słowa są towarem deficytowym. Czy coś zmieniło się od tamtego czasu? Zarówno ja, jak i kilku moich przyjaciół uważa, że po prawdzie owa wolność słowa to mit, i że slogan ten można potrzaskać o kant… A przecież pamiętamy wszyscy pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II i rodzący się cud wolności. Przecież tak nie miało być jak jest, tak uczynili ci, którzy zawłaszczyli sobie ową legendarną wolność. Szczyt piramidy wolnościowej zajęły media, które z wolnych stały się wyrocznią co wolno, a czego nie wolno, itd., itp.

 

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny podźwignęła całe społeczeństwo z kolan, uświadomiła ludziom, że będąc razem stanowią siłę. Ukazała też słabość władzy – powiedział tak swego czasu bp Alojzy Orszulik. My, dzisiaj cały czas wyobrażamy sobie wolność w kontekście tego wszystkiego co działo się przed 1989 r. Po wielokroć zachwalany jest dzień dzisiejszy w oparciu o porównanie go do czasów zniewolenia. Uważam, że czas z tym skończyć. Minęło prawie ćwierć wieku od początków wymarzonej wolności - mamy to co mamy - zatem oprzyjmy się o standardy wolności a nie o krzykliwe: -a co, nie macie wolności, nie możecie mówić wszystkiego, co wam ślina na język przyniesie?

 

A no nie mamy tej wymarzonej wolności, szczególnie wolności słowa. Bo owa wymarzona wolność to nic innego, jak głoszenie prawdy, li tylko prawdy, a nie tego, co ślina niesie. Częstokroć dyskutując w kręgach koleżeńskich poruszamy temat prawdy i zastanawiamy się dlaczego prawda nie została zdefiniowana na sposób matematyczny, tak jak: 2 + 2 = 4? Dlaczego wokół prawdy kręci się tak dużo pojęć filozoficznych łącznie z ową przysłowiową filozofią góralską i Tischnerowskim pojęciem prawdy, według której są trzy prawdy, a mianowicie: świento prawda, tys prawda i gówno prawda? Jak powiedziałem kręci się, a nie definiuje pojęcia prawdy. Jeden z moich przyjaciół powiedział, że tak trudne do zdefiniowania pojęcie prawdy to Boski wymysł. To Najwyższemu chodziło o to, by człowiek nigdy nie poznał prawdy.

 

Zatem wyrażając opinie, swoje zdania o postępowaniach lub czynach osób drugich, czy możemy korzystać z wolności słowa? A no spróbujmy na ten przykład powiedzieć prawdę prosto w oczy swoim przełożonym, że mało, wręcz nędznie zarabiamy, że pracujemy w warunkach przypominających - tym starszym – czasy późnego Gierka, że jesteśmy traktowani, jak poddani, a nie jak partnerzy, itd., itp. Spróbujmy zwrócić uwagę, że firma źle pracuje, że postępowanie przełożonych prowadzi do ruiny, że po prosu takiego życia mamy dosyć i że będziemy dochodzić swego nawet strajkując.

 

Co wówczas się stanie? Po prostu, ci na górze skorzystają z filozofii góralskiej i za ks. Tischnerem odpowiedzą: świento prawda, tys prawda i gówno prawda!!! Zaś następnego dnia oświadczą, że za stan jaki istnieje w firmie ty odpowiadasz i to ty do niego doprowadziłeś. Poproszą zaprzyjaźnione media, by odpowiednio cię przedstawiły ubierając w przeróżne szmatki, a następnie usuną z szeregów – jeśli się w nich znajdujesz i wykluczą ze „wspólnoty”.

 

Zatem, jak to jest z tą prawdą i wolnością słowa?

 

Marian Przybylski       



komentarze (1) | dodaj komentarz

Z albumu prezesa

sobota, 27 lipca 2013 20:25

 

Z albumu prezesa

 

W ubiegłym roku państwo Rymaszewscy skatalogowali kilkadziesiąt zdjęć z albumu rodzinnego prezesa Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych pana Gwidona Trzeckiego. Ród to znany w Strzelnie i wielce zasłużony na niwie narodowej i patriotycznej. Wielu członków tej rodziny było członkami strzeleńskiego "Sokoła". Z tych zdjęć trzy - choć jest ich więcej - nawiązują do tradycji sokolich. Dziś w ten upalny dzień, już pod sam wieczór zamieszczam sokołów spod znaków strzeleńskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół".

 

gtsokół1.jpg

Poczet flagowy strzeleńskiego "Sokoła" - lata 30-te XX w.  Od lewej Klemens Trzecki, Jan Jankowski, Antoni Wachulski, NN, Józef Janiszewski. 

 

gtsokół2.jpg

 

Podczas wizyty gen. Józefa Hallera w Strzelnie w 1937 r. Maszerują od lewej: Grześkowiak, Szydzik i Klemens Trzecki.

 

gtsopkół3.jpg

Oddział strzeleńskiego "Sokoła" ok. 1938 r. Od lewej NN, Hoffman, dr. Alfred Fiebig, Mieczysław Bargieł, Klemens Trzecki, NN.

 

 

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 24 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  444 087  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 444087
Wpisy
  • liczba: 527
  • komentarze: 506
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1262 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl