Bloog Wirtualna Polska
Są 1 132 592 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

Ostre spięcie gmin z energetykami...

środa, 19 lutego 2014 20:58

 

Ciemności.jpg 

 

W reakcji na utyskiwania społeczeństwa naszego miasta i to wielokrotne na ciemności egipskie panujące w częściach miasta, a niekiedy, jak np. dzisiaj w całym mieście oraz niektórych wsiach oraz ich częściach, publikuję poniżej najnowszy artykuł z „Gazety Prawnej”. Naprowadził mnie na niego Józef Drzazgowski z Gaju, który przedzwonił do mnie i poinformował o dzisiejszym posiedzeniu sejmowej komisji ds. kontroli państwowej. Z artykułu możemy dowiedzieć się o planowanym powstaniu "Porozumienia Strzeleńskiego" - Strzelno z burmistrzem Ewarystem Matczakiem było jedną z pierwszych gmin, które powiedziało dość...!

W planie obrad komisji sejmowej jest rozpatrzenie odpowiedzi Rady Ministrów (referuje minister gospodarki) na dezyderat komisji z października 2013 r. Komisja zaproponowała w nim podjęcie inicjatywy ustawodawczej m.in. w zakresie ustawowego zdefiniowania pojęcia punktu świetlnego i umożliwienia gminom wyboru wykonawców konserwacji oświetlenia w trybie przetargu nieograniczonego, w przypadku gdy właścicielami punktów są firmy energetyczne. A oto i ten artykuł:

 

Kciemnosci.jpg  

 

Ostre spięcie gmin z energetykami:

Samorządy chcą odzyskać władzę nad lampami ulicznymi

 

Samorządowcy poprosili ministra Janusza Piechocińskiego, aby zaangażował się w wyjaśnienie ich sporu z firmami energetycznymi.

 

Władze lokalne z pięciu województw (wielkopolskiego, lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, zachodniopomorskiego i dolnośląskiego) budują koalicję, którą nazwano Porozumieniem Strzeleńskim. Dziś muszą płacić za konserwację lamp właścicielowi, czyli koncernowi Enea. W efekcie – jak twierdzą – płacą więcej, bo ostateczne rachunki zależą od ceny prądu i kosztów utrzymania słupów. Spółka Enea obsługuje 343 gminy w całej Polsce.

 

Krzysztof Białoskórski1.jpg

 

– Mógłbym zorganizować konkurs na naprawę lamp i inne usługi po dużo niższych cenach. Ale mi nie wolno, bo nie możemy zamawiać usługi na nie swoim mieniu – mówi DGP Marek Madej, burmistrz miasta i gminy Wysoka, która przystąpi do Porozumienia Strzeleńskiego. Madej chciał sprawę wnieść do UOKiK. Nie udało się. – Enea powołała spółkę córkę Eneos w styczniu tego roku. Nie możemy wystąpić przeciwko Eneosowi, bo dopiero zaczął działać. Przeciwko Enei też nie możemy, bo nie jest naszym partnerem – mówi.

Gminy przekonały też resort administracji i cyfryzacji, by dziś w posiedzeniu jednego z zespołów Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego udział wziął specjalny zespół negocjacyjny, w którego skład wchodzą przedstawiciele Enei i skonfliktowanych z nią samorządów. Do ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego trafiło pismo ze skargą na działania koncernu.

 

Co na to Enea? O zawyżaniu cen rzecznik spółki Sławomir Krenczyk mówi: – Eneos przedstawia gminom transparentne i rzetelne oferty, uwzględniające wszystkie koszty eksploatacji urządzeń. Potwierdził to UOKiK w postępowaniu antymonopolowym.

Samorządowcy są innego zdania.

 

Krzysztof Białoskórski.jpg

 

Do połowy marca gminy z woj. wielkopolskiego, lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, zachodniopomorskiego i dolnośląskiego powołają Porozumienie Strzeleńskie. Będą walczyć o odzyskanie kontroli nad lampami, dziś konserwowanymi przez spółkę Enea. Ten bezprecedensowy spór otwiera nowy rozdział w relacjach koncerny – władze lokalne.

 

Burmistrz miasta i gminy Szamocin Eugeniusz Kucner w piśmie do Janusza Piechocińskiego wskazuje, że jednostronne kreowanie cen za konserwację przez spółkę Enea spowodowało wzrost cen twoarów i usług. Podaje też skalę forsowanych podwyżek. I tak np. roboczogodzina – wzrost o 45 proc., ocena stanu technicznego – o 47,5 proc., a prowadzenie dokumentacji – również o 47,5 proc. „(...) w mojej gminie żadna sieć oświetleniowa, żadna szafa sterująca nie została wybudowana przez firmę Enea, a przez gminę” – pisze burmistrz.

Samorządy chcą zmiany przepisów, która doprowadzi do zwrotu lamp gminom albo zwolni je z obowiązku ich utrzymywania (co wymagałoby wykreślenia z art. 2 ust. 2 pkt 22 ustawy – Prawo energetyczne słów „budowy i utrzymania”).

 

Enea sama kilka lat temu chciała zmian w przepisach, bo konflikt z klientami jest jej nie na rękę. Dyskusję o tym, kto ma co utrzymywać, miałaby ułatwić zamiana określenia „punkty świetlne” na „instalacje oświetleniowe” (art. 3 pkt 22). Dziś punkt świetlny może być interpretowany jako słup wraz z oświetleniem albo tylko jako jego świecąca końcówka, czyli żarówka. – Prosta zmiana tego powodującego nieporozumienia zapisu ułatwiłaby współpracę. Decyzje musi jednak podjąć ustawodawca – mówi rzecznik Enei Sławomir Krenczyk. Odpiera też zarzuty samorządów, które twierdzą, że uwłaszczono się na ich majątku. – Sytuacja majątkowa urządzeń oświetleniowych, które są własnością zakładu energetycznego, a nie gminy, jest najczęściej efektem decyzji sprzed kilku dziesięcioleci, podejmowanych w czasach, gdy nie istniała ani Enea, ani samorządy lokalne. Dodatkową komplikacją jest to, że kwestie te uregulowane są przez ustawodawcę w sposób niespójny – wskazuje rzecznik.

Ministerstwo Gospodarki nie odpowiedziało, czy zajmie się problemem. Przełomowe może się okazać dzisiejsze posiedzenie sejmowej komisji ds. kontroli państwowej. W planie obrad jest rozpatrzenie odpowiedzi Rady Ministrów (referuje minister gospodarki) na dezyderat komisji z października 2013 r. Komisja zaproponowała w nim podjęcie inicjatywy ustawodawczej m.in. w zakresie ustawowego zdefiniowania pojęcia punktu świetlnego i umożliwienia gminom wyboru wykonawców konserwacji oświetlenia w trybie przetargu nieograniczonego, w przypadku gdy właścicielami punktów są firmy energetyczne.

 

Przedruk za:

 http://serwisy.gazetaprawna.pl/samorzad/artykuly/778842,samorzady-chca-odzyskac-wladze-nad-lampami-ulicznymi.html 

 

Foto z obrad sejmowych: Krzysztof Białoskórski

  



komentarze (0) | dodaj komentarz

Znikający punkt...

wtorek, 18 lutego 2014 19:18

 

Jan1.jpg

Fragment panoramy Strzelna pędzla mistrza mistrza

Jana Sulińskiego

 

Znikający punkt…

 

Umieszczając taki tytuł artykułu nie miałem zamiaru parafrazować tytułu słynnego filmu Richarda Sarafiana, chyba, że…

 

Ostatnie cztery dni zajęło mi poszukiwanie zawieruszonych w trakcie pisania książki o o. Kazimierzu Łabińskim OMI różnych dokumentów, a przy okazji porządkowanie spuścizny po nim, w celu przekazania wszystkich pamiątek do powstającego Muzeum w Sanktuarium Markowickim. Przy tej okazji w jednym z pudeł przypadkowo trafiłem na kilkanaście zdjęć z początków XX wieku. Te zdjęcia po stosownym opracowaniu przybliżę Państwu. Są one o tyle ciekawe, że związane z I wojną światową i udziałem w niej strzelnian.

 

Jan2.jpg

Mistrz Jan na drabinie - ściana północna byłej sali MGOKiR

w Strzelnie, wiosna 2001 roku

 

Ale dzisiaj chciałbym o innym zdjęciu i to stosunkowo „młodym”, bo liczącym zaledwie 13 lat. Jest ono dla mnie osobiście zdjęciem szczególnym i bardzo sentymentalnym. Przedstawia strzeleńskiego artystę, mistrza pędzla Jana Sulińskiego w trakcie malowania „Panoramy Strzelna”. Dzieło to wykonał na ścianie północnej byłej sali kameralno-wystawowej Domu Kultury w Strzelnie, który wówczas miał swoją siedzibę przy ulicy Sportowej 6. Miałem i ja swój udział w powstaniu tego dzieła. Oczywiście nie był on malarskim popisem, który w całości zrealizował mistrz Jan Suliński, ale przygotowaniem do powstania szkiców, a następnie udzielaniem informacji lokalizacyjnych poszczególnych obiektów architektonicznych rozlokowanych w połowie XVIII wieku w przestrzeni miejskiej Strzelna.

 

Jan3.JPG

Za moimi plecami obraz pędzla Jana Sulińskiego, będący inspiracją do powstania dzieła, panoramy Strzelna

 

Tak więc bazując na starych opisach miasta i jego poszczególnych budowli, opisałem wygląd miasta, jak ono mogło wyglądać onegdaj – przed słynnym pożarem, który doszczętnie zniszczył śródmieście 22 maja 1761 roku. Mistrz Jan wykonał szkice papierowe, dokonaliśmy uzgodnień i hajda na drabinę. Co jeszcze ciekawego, co chciałbym dołożyć, to, to, iż dzieło miało upamiętnić 770-rocznicę nadania praw miejskich Strzelnu, która właśnie w tym, czyli 2001 roku przypadała. I tak się stało. Dopiszę, że dzieło zostało wykonane bezinteresownie, a nadto wywołane było częstymi rozmowami moimi z Jankiem o dziejach miasta, o tym jak ono dawniej wyglądało i mogło wyglądać. Nadto mistrz Jan namalował mi obraz przedstawiający wzgórze św. Wojciecha według litografii powstałej z rysunku Napoleona Ordy, który będąc w Strzelnie, tak je utrwalił na początku II połowy XIX wieku – to ten obraz był również inspiratorem naszych wspólnych planów, co do powstania panoramy. Nie kryję, że wenę naszą raz po raz pobudzaliśmy przednim trunkiem, a to dla jaśniejszego postrzegania chmur zbierających się nad strzeleńską kulturą.

 

 Jan4.jpg

 

Kiedy nasz strzeleński artysta dzieło malował, w pozostałej części Sali odbywały się normalne zajęcia, a więc próby zespołów, spotkania klubów i zajęcia w grupach i sekcjach. Ta jedna sala była miejscem prób, które były zaczynem imprez wiosenno-letnich na strzeleńskim rynku, czy w Przyjezierzu. Ot takie prowincjonalne uprawianie kultury.

 

Jan5.jpg

 

Jan6.jpg

 

Z bólem serca przyjęliśmy z Jankiem wiadomość, decyzję radnych miejskich, że ściana z panoramą zostanie „zatrynkowana”, wyrównana, zostaną do niej dostawione ściany działowe, jednym słowem przebudowana na pomieszczenia biurowe. A przecież mógł tam pozostać w dalszym ciągu ośrodek uprawiania kultury – swoiste centrum dla organizacji pozarządowych… Na szczęście zachował się ślad po panoramie w postaci dużych zdjęć wykonanych przez Heliodora Rucińskiego, które zdobią mieszkania niektórych członków TMMS oraz moje biuro służbowe w UM w Strzelnie. Jest jeszcze zdjęcie, będące logiem „Spacerków po Strzelnie”, które zamieszczam zawsze opisując poszczególne ulice miasta. Są również zdjęcia poszczególnych fragmentów panoramy, które przechowuję w swoich zbiorach, łącznie z kliszą.

 

Marian Przybylski

     



komentarze (2) | dodaj komentarz

O. Kazimierz Łabiński OMI. Ze wspomnień o Kustoszu Markowickiego Sanktuarium

sobota, 15 lutego 2014 9:58

 

Łabiński1.jpg

 

O. Kazimierz Łabiński OMI.

Ze wspomnień o Kustoszu Markowickiego Sanktuarium

 

Poranek sobotni zawsze nastraja mnie do pracy. Na spokojnie przeczytałem kilka gazet ze stron internetowych „e-”, a także wersje papierowe z tygodnia. Porównując ich treści z ciągle powtarzanymi w „telewizorni” wiadomościami utwierdzam się w krwiopijczym charakterze mediów. Nie kto inny jak człowiek wymyślił wampira, opisał jego zachowania, cechy charakteru oraz wygląd. Nie kto inny jak człowiek stworzył media dając im rolę identyczną jaką określił dla wampira, z jedną tylko różnicą, a mianowicie taką, że media w przeciwieństwie do wampira w człowieku dziurki nie zrobią a krew podobnie jak on wypiją.

 

Właśnie to porównanie zrodzone w moich porannych, wypoczętym umyśle jest negatywnym opisaniem czegoś, co można przyjaźnie uprawiać ku zadowoleniu drugiego człowieka – czytelnika. Takim przykładem, wzorem do naśladowania, który w sposób przyjazny uprawiał dziennikarstwo jest nieżyjący już, znakomity o jasnym umyśle, dobry człowiek, kapłan - zakonnik, dziennikarz, poeta, pisarz, żołnierz AK w randze pułkownika, przyjaciel dzieci kustosz markowicki ojciec Kazimierz Józef Łabiński OMI (Oblat Maryi Niepokalanej). Dlaczego w ten nietypowy sposób jego właśnie przywołuję, dając jako przeciwwagę współczesnemu (niektóremu) dziennikarstwu? Ano dlatego, że zbliża się rocznica 100. urodzin ojca Kazimierza, która przypada 25 lutego, a będzie niezwykle uroczyście obchodzona 23 lutego w Sanktuarium Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw w Markowicach. I dlatego, że jemu było pisać i wydawać jeden z najpoczytniejszych „Tygodnik Katolicki”, w warunkach cenzury komunistycznej i ciągłych ataków na kościół, i nigdy nie splamił się tym czym plamią się współcześni...

 

Oczywiście, o jubileuszu już pisałem, pisałem również, że pracowałem nad książką, która już w środę wyszła z drukarni i w moim dorobku wydawniczym zajmuje miejsce szczególne, gdyż jest to 10 jubileuszowa książka. Napisałem ją w formie biograficzno-wspomnieniowej. Czyli są dane z bogatego życiorysu ojca Kazimierza, a także wspomnienia ludzi, dla których był on kimś wyjątkowym.

 

Jak ta książka powstała:

 

Znałem i znam wielu księży. Każdy z nich był i jest niepowtarzalny. Poprzez moje pasje historyczne poznałem również księży, którzy już dawno z tego świata odeszli do Domu Ojca. Powiem więcej, to za przyczyną mojej fascynacji historią, wręcz na nowo odkryłem wielu z zapomnianych dla społeczeństwa duszpasterzy. Pośród nich znaleźli się tacy wielcy, nieznani współczesnym, patrioci i działacze społeczni doby rozbiorów, jak ks. Wojciech Kozłowski, proboszcz ze Sławska Wielkiego, ks. Leon Kittel z pobliskich Stodół, czy ks. Nikodem Sieg z Orchowa. Cała trójka to proboszczowie wiejscy, którzy pozostawili po sobie wielki ślad, wpisując się w dzieje dziewiętnastowieczne. Znakomitościami - poczynań patriotyczno-społecznikowskich - byli dwaj proboszczowie z początku XX w.; ks. Ignacy Czechowski i ks. Romuald Sołtysiński - pierwszy ze Strzelna, drugi z Rzadkwina oraz strzeleński wikariusz ks. Józef Prądzyński.

 

Długo byłoby rozwodzić się nad ich wielkością, nad tym, co można by nazwać wzorcem do naśladowania. Uważam, że poznając ojca Kazimierza Łabińskiego OMI, poprzez strony tej książki, odkrywamy na nowo świat naszego dzieciństwa, wspólnie przeżytych z Nim chwil. I choć znałem wcześniej Tego Kapłana, to dopiero powtórne zagłębienie się w jego żywot, poezję, wiersze Maryjne, pozwoliło mi zrozumieć wielkość i cud obcowania z drugim człowiekiem. Czy tak pamiętamy jeszcze siwego kapłana składającego Bogu, jak pięknie się mawia – przez ręce Maryi – dziękczynienie za spełnione życie? Wiele mógłby jeszcze nam opowiedzieć o tym, co widział po drodze. O tym, jak Bóg potrafi uczynić człowieka szczęśliwym i spełnionym, jeżeli człowiek ma odwagę Bogu zaufać. Odszedł do Domu Pana, pozostawiając nam swoich godnych następców w osobach kapłanów, którzy spod jego ręki wyszli, by głosić wielkość miłości Boga do człowieka.

 

Myśl o napisaniu książki, której bohaterem byłby ojciec Kazimierz Józef Łabiński OMI, zrodziła się w 2007 r. podczas zbierania materiałów o dziejach Markowic. W trakcie wielu rozmów, jakie przeprowadziłem z jego następcą, ojcem Aleksandrem Dońcem OMI, osoba niestrudzonego kapłana i czciciela Matki Boskiej Markowickiej Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw przewijała się wielowątkowo przy każdym temacie. Rozmawiając o dziejach współczesnych markowickiego sanktuarium nie sposób było pominąć osoby tegoż wielkiego kapłana. Z kimkolwiek rozmawiałem, a kto choć raz w życiu zetknął się z nim, każdy mówił o ojcu, jak o dobrym człowieku, szlachetnym kapłanie i wielkim patriocie.

 

Łabiński2.jpg

Gorzowianie 25 listopada 2007 r., wystawili u siebie pomnik-obelisk upamiętniający pobyt w ich parafii p.w. Chrystusa Króla w latach 1946-1959 nieodżałowanego „Redaktora”, jak nazywano

ojca Łabińskiego.

 

Razu pewnego - a była to sobota 2008 r. - odwiedziłem roboczo, przygotowując do druku książkę o Markowicach, ojca Aleksandra Dońca OMI. Właśnie skończył spotkanie z grupą pielgrzymkową, która nawiedziła sanktuarium markowickie, przybywając jednocześnie do grobu kapłana, który przed ponad 50-cioma laty rozpoczął od podstaw budowę struktury Kościoła katolickiego na tzw. Ziemiach Odzyskanych, a konkretnie w Gorzowie Wielkopolskim. Tym księdzem był oblat Maryi Niepokalanej ojciec Kazimierz Łabiński. Gorzowianie wcześniej, bo 25 listopada 2007 r., wystawili u siebie pomnik-obelisk upamiętniający pobyt w ich parafii p.w. Chrystusa Króla w latach 1946-1959 nieodżałowanego „Redaktora”, jak nazywano ojca Łabińskiego.

 

Gorzowianie, przybywając wówczas do Markowic, nosili się również z zamiarem wystawienia ojcu Kazimierzowi solidnego granitowego pomnika nagrobnego, gdyż na grobie kapłana znajdował się lastrikowy, niezbyt trwały pomniczek. Ich wizyta w jednym z punktów dotyczyła uzyskania od superiora oblackiego domu markowickiego o. Wiesława Nowotnika OMI i kompetentnych ojców, zezwolenia na wystawienie nowego nagrobka. Tu jednak spotkał ich zawód. Ustalenia wewnętrzne i regulaminy wyznaczają wystrój nagrobny zmarłych braci i ojców zakonnych Oblatów Maryi Niepokalanej. Wszyscy pochowani na cmentarzu markowickim, niezależnie od zasług ziemskich, posiadają jednolity wystrój nagrobny, różniący się jedynie ilością kwiatów i zniczów na poszczególnych pomnikach. U ojca Łabińskiego są zawsze kwiaty i palące się znicze, świadectwo pamięci o zmarłym przed 10 laty kapłanie.

 

To ta wizyta gorzowian i pamięć o dobrym kapłanie spowodowała, iż wspólnie z ojcem Aleksandrem postanowiliśmy przyśpieszyć spisywanie wszystkiego, co skrywa ulotna ludzka pamięć, a co dotyczy dokonań i dzieł, jakie pozostawił po sobie ojciec Łabiński. - Tyle lat minęło – rzekł do mnie ojciec Aleksander – a ci ludzie pamiętają o nim, przyjeżdżają, modlą się, mało tego, wystawili mu pomnik w Gorzowie Wielkopolskim. My, choć mamy go „przy sobie”, spoczywającego w żyznej ziemi kujawskiej, postawiliśmy mu zaledwie skromny nagrobek. Ale popatrz i nasi o ojcu pamiętają, kiedy idę na cmentarz na jego grobie najwięcej ogników pamięci płonie. Maryś, musimy zebrać całą wiedzę o ojcu Kazimierzu, opracować ten materiał i wydać o nim książkę, gdyż pamięć ludzka jest zawodna i za parę lat, a na pewno po naszym pokoleniu, niewielu już będzie o tym wielkim kapłanie pamiętało.

 

Wracając do wizyty gorzowian, ich myśl upamiętnienia ojca Kazimierza, zaowocowała dziełem parafian z Markowic i Gorzowa Wielkopolskiego z parafii Chrystusa Króla, ufundowano w kruchcie sanktuarium markowickiego tablicę epitafijno-pamiątkową ku czci ojca Kazimierza w 10 rocznicę Jego śmierci. Jej uroczyste poświęcenie, z udziałem gorzowian, miało miejsce w niedzielę 28 czerwca 2009 r. W podpisie jej czytamy, iż została ona wystawiona przez wychowanków i parafian z Gorzowa i Markowic.

 

I stało się, że po wizycie u ojca Aleksandra w Lublińcu, następnego dnia, 21 września 2009 r., zadzwonił tenże do mnie i powiedział: - Słuchaj Maryś, musimy dopiąć terminu napisania książki o ojcu Kazimierzu. Wiem, że zebrałeś już pewien materiał, dlatego też zrób wszystko, by książka ukazała się na „Kaziuki” – w wileńskie święto kresowe, w dzień patrona śp. ojca Łabińskiego, św. Kazimierza, czyli 4 marca 2010 r.

 

Nie było innego wyjścia, tylko zakasać rękawy, spiąć się i układać litery w słowa, te z kolei w zdania, z których powstała ta oto książka, w całości poświęcona człowiekowi ponadprzeciętnemu, wręcz wielkiemu: kapłanowi, misjonarzowi OMI, pułkownikowi AK, redaktorowi, kustoszowi i proboszczowi, poecie, społecznikowi i filantropowi. Lecz terminy wydłużały się, z powodu ogromu materiału do uporządkowania - przy jednoczesnym braku czasu - z przyczyn społecznikowskiego wypełniania innych obowiązków. W końcu nastał dzień ostatni, 21 kwietnia 2010 r., kiedy dzieło ukończyłem.

 

Podczas pisania książki towarzyszyła mi ciągła modlitwa, której treści czerpałem z tomiku poezji o. Kazimierza Łabińskiego OMI „Dom cierpienia i chwały”. Co ciekawe i chyba najważniejsze, iż ojciec Kazimierz w tych wierszach, w tej jednej wielkiej modlitwie do Matki naszej, zawarł niemalże cały swój życiorys, skryty w strofach modlitw do Maryi. Dlatego też i ja, każdy rozdział, rozpoczynam modlitwą, fragmentami wierszy skreślonych onegdaj przez naszego bohatera. Wiersze także towarzyszą treściom, stając się niejako ich uzupełnieniem, wręcz ich kontynuacją.

 

Kiedy nastał w Markowicach ojciec Lucjan Osiecki OMI i on podjął się trudu wydania książki. Zbyt mało czasu - nagłe dla nas wiernych odejście Oblatów z Markowic pokreśliło nasze plany wydawnicze. Starczyło za to kilka miesięcy księdzu Jackowi Dzielowi nowemu kustoszowi markowickiego Sanktuarium Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw. Szybkie decyzje, pomoc sponsora prezesa Wiesława Podrazy, włączenie się Wiesławy Eich w koordynację poczynań wydawniczych oraz praca przy trzykrotnym składzie elektronicznym, związanym z różnymi wizjami wydawniczymi wykonana przez Irenę Rymaszewską sprawiły, że książka ukazała się drukiem. Nie byłoby książki bez pracy nad korektą, którą wykonała polonistka Mariola Rutkowska. Ogromny wkład pracy nad przywróceniem jakości starym zdjęciom i przejechanie setek kilometrów związanych z powstawaniem książki to „brat bliźniak” Heliodor Ruciński. A przecież po drodze byli jeszcze Maria i Grzegorz Imańscy oraz mieszkańcy Gorzowa Wielkopolskiego i markowiccy parafianie. I najważniejsza osoba, dobry duch towarzyszący powstawaniu książki, Ta, która przyganiała odlatującą niekiedy wenę, moja małżonka Lidia.

 

Marian Przybylski

 

 

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

O promocji książki z krótkim wstępem

wtorek, 11 lutego 2014 23:18

 

łabin1.jpg

 

O promocji książki

z krótkim wstępem

 

Pomimo nawału pracy nie chciałbym zerwać kontaktów z Państwem, dlatego pozwólcie, że dzisiaj chociaż kilka zdań informacyjnych. W sobotę firma Arkady rozpoczęła rozbiórkę zabudowań po byłym Zakładzie Pogrzebowym Pawlińskich oraz byłej pijalni piwa. Dzisiaj wracając z pracy zauważyłem już tylko niewielką kupę gruzu do wywiezienia. W planach firma ma rozbudowę istniejącego pawilonu handlowego Polomarket o kolejny duży segment wielkopowierzchniowy. Ale do realizacji tej inwestycji potrzebne jest coś więcej, a mianowicie dalszy teren zabudowany kamienicą, który jest własnością Arkad. Ale o tym przy innej okazji.

 

Pisząc te kilka zdań zrobiłem sobie przerwę w erratowaniu ostatecznej wersji mojej najnowszej książki O. Kazimierz Łabiński OMI. Ze wspomnień o Kustoszu Markowickiego Sanktuarium. Wcześniej piałem o szczotce, zaś dzisiaj dostarczono mi z drukarni wersję ostateczną. Dokładne przeczytanie pozwoli na opisanie literówek w tekście już wydrukowanym, dlatego pracą tą podzieliłem się z Ireną Rymaszewską, która pomaga mi w dokładnym przeczytaniu tekstu. Irka dokonała składu elektronicznego całej książki i zaprojektowała okładkę. Mniemam, że drobnych uchybień za dużo nie znajdziemy.

 

Jutro mam urlop i niewątpliwie cały ten wolny czas spędzę na sprawdzaniu tekstu. Póki co poinformuję, że pierwsza promocja książki będzie miała miejsce w Markowicach już 23 lutego, w niedzielę i będzie związana z obchodami 100-rocznicy urodzin ojca Kazimierza Łabińskiego OMI. W następnym tygodniu przedstawię ją w Instytucie Prymasowskim w Inowrocławiu. A oto program uroczystości w Markowicach:

 

23 lutego 2014 roku w Sanktuarium w Markowicach

 

• 12.30 Msza św. w intencji o. Kazimierza Łabińskiego,
• montaż poetycko-muzyczny z udziałem Jana Nowickiego,
• otwarcie Muzeum Sanktuarium w Markowicach,
• promocja książki „O. Kazimierz Łabiński OMI. Ze wspomnień o

  Kustoszu Markowickiego Sanktuarium”.

 

W uroczystości udział weźmie ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki Metropolita Poznański.

 

Oczywiście wszystkich chętnych zaprasza Kustosz Sanktuarium ks. Jacek Dziel. Zobacz zaproszenie na Facebooku  https://www.facebook.com/sanktuariummarkowice?fref=ts

 

Marian Przybylski

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

Nasza ciekawość...

niedziela, 09 lutego 2014 19:34

 

VVG00030.jpg

Dawniej ciekawskim uszy obcinano.

Vincent van Gogh obciął sobie je sam.

Dokonał tego brzytwą w burdelu 23 grudnia 1888 roku i owinąwszy je w gazetę wręczył prostytutce Rachel. 

 

 

Nasza ciekawość... 

 

Nie ma takich ludzi, których nie interesowałoby w najmniejszym stopniu, co się wokół nich dzieje. W mniejszym, czy większym stopniu wszyscy rządni są wiadomości, kto komu, z kim, za co i za ile, dlaczego, kiedy...? Pytania te wyzwalają naszą ciekawość, zatem, wstając rano włączamy odbiorniki i wsłuchujemy się w wiadomości ze szczególnym skupieniem komunikatów pogodowych. Napotykając pierwszego i kolejnych znajomych zaczepiamy ich słowami – a co tam u ciebie słychać? Generalnie, zapytana osoba odpowiada – a u ciebie, co tam? Zatem, niech nikt mi nie mówi, że jego nic nie interesuje, nie słuch i nie ogląda mediów, nie czyta gazet, nie plotkuje, telefonów nie odbiera i do nikogo nie dzwoni.

 

My wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, wieku, miejsca zamieszkania jesteśmy ciekawi świata, ludzi i wszystkiego, co wokół nas się dzieje: czy sąsiad pije, sąsiadka się puszcza, co ostatnio kupili i za co, skąd oni mają na to pieniądze, dlaczego ich dziecko lepiej się ubiera od naszego i jakie muszą mieć koneksje skoro w szkole dostaje lepsze oceny…? Jeżeli ciekawość potrafimy dobierać selektywnie z pominięciem pierdoł, wówczas nasza wiedza jest bezpieczną. Ale kiedy plotkarską wiedzę rozpowszechniamy, wówczas stajemy się niebezpieczni i postrzegani, jako źródło zła. Kiedy pytamy kogoś, a co mu się stało i dostajemy odpowiedź, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, wówczas… I o to właśnie chodzi, umiar, jeszcze raz umiar, by nie wymuszać od osoby drugie wiedzy zbędnej dla naszej bezpiecznej egzystencji.

 

Dopowiem, że wiedzę zdobywa się również obserwując zachowania osób drugich – nie chodzi o podglądanie, czy szpiegowanie. Kiedy widzimy, że sąsiad ciągle drapie się po kroczu, to winniśmy bez pytania sami wydedukować: nie myje się; najpewniej ma mendy, które to miejsce insekty te sobie szczególnie u brudasów upodobały; dopadła go przypadłość weneryczna…!

 

Tak więc, natura ludzka, ukształtowana Boskim postrzeganiem człowieka, jako istoty grzesznej, już z tej istoty jest żądną wiedzy o wszystkim, co ją otacza i co dla swego bezpiecznego bytowania winna wiedzieć. Tak było w epoce kamienia łupanego, tak i jest w dobie podboju wszechświata!

 

Przerywam dalsze pisanie. Idę włączyć telewizor i posłuchać wiadomości…

 

Marian Przybylski

 



komentarze (4) | dodaj komentarz

piątek, 19 grudnia 2014

Licznik odwiedzin:  703 459  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 703459
Wpisy
  • liczba: 572
  • komentarze: 773
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1502 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl