Bloog Wirtualna Polska
Są 1 158 092 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

Letnie upały

poniedziałek, 21 lipca 2014 22:28

 

UPAŁ.jpg

 

Letnie upały

 

Uf jak gorąco! - pisał Julian Tuwim w utworze Lokomotywa. Słowa te tyczyły się lokomotywy i jej paleniska pod kotłem parowym, my zaś od kilku dni przeżywamy podobną gorączkę, ale lejącą się z nieba. Mamy lato, a jak lato, to musi być gorąco – mawiał pewien klasyk humoru. Jako normalni ludzie, którzy mają zawsze coś do powiedzenia, choćby to coś było niczym, utyskujemy, psioczymy, winnych szukamy tej spiekoty i Bóg miły wie co by tu jeszcze. Kilkanaście dni temu narzekaliśmy, że chłodno, że mało słońca, że w weekend nie idzie zrobić grilla i kiedy góra nas wysłuchała i żar polał się z nieba, nagle nie mamy na nic ochoty. Na spacery za gorąco, na działkę nie pójdziemy bo ciepłota, grilla nie zrobimy bo jak w ten upał stać przy nim. O co więc do jasnej Anielki chodzi?

 

Słońce.jpg

 

Ja uważam, że o nic nie chodzi, po prostu, już taką mamy naturę, naturę zwaną ludzką. Jak świat światem, żeby nie wiem co się stało, zawsze to coś będziemy rozbierać krytycznie. Zatem, fajnie, że ciepło, przynajmniej dzieciarnia, młodzież, no i przede wszystkim urlopowicze przebywający gdzieś w Polsce użyją kąpieli słonecznych i wodnych. Ogromna większość tych, którzy pracują na roli, w fabrykach, w transporcie, biurach, handlu i Bóg miły wie gdzie jeszcze niech zaistniałą sytuację określa zawsze pozytywnie. No np.: Po pracy przyjdę do domu, wezmę prysznic, przygotuję i zjem obiad, odsapnę i kiedy już chłodzik wieczorny owieje moje mieszkanko przygotuję co nieco na jutro, ogarnę sprawy i rzeczy nieogarnięte, np. wypiorę ciuchy, poprasuję, po czym wezmę laptopa i posmerfuję sobie na fejsie i przeróżnych stronach internetowych. Lubo też poczytam co nieco z papierowych stron. A kiedy przyjdzie już pora pójdę sobie spać, by rano wstać wypoczętym i rześkim do spełnienia się w kolejnym pięknym Boską ręką tchniętym dniu.

 

Prysznic.jpg

 

Wiecie Państwo, oczywiście, że nie wszyscy, ale znakomita większość z nas posiada domowe warunki do przetrwania tego ciepła. Nie potrzeba otwierać lodówki, czy zamrażarki i siedzieć w ich otwartych drzwiach. Wystarczy skorzystać z łazienki i jeśli jest taka wola to wziąć nawet trzy razy dziennie prysznic. Usiąść w cieniu, w ogrodzie z nogami zanurzonymi w misce z zimną wodą, a kto ma niewielki basen to i z jego walorów skorzystać.

 

polewaczka.jpg

 

Pamiętam swoje dzieciństwo i konną polewaczkę z MPGKiM, która w upalne dni, na polecenie przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej przemierzała główne ulice miasta polewając jezdnie i chodniki zimną wodą. Frajda dla dzieciarni niezwykła. Kto żyw na bosaka, z tenisówkami, czy sandałkami w ręku biegł za nią chłodząc swoje nogi. Później była polewaczka samochodowa, ale ta miała dysze ze strumieniem wody z przodu i nijak było lecieć z nią. Zaś ostatnimi laty strażacy z miejscowej OSP, na plecenie burmistrza polewają główne ulice miasta. Oczywiście daje to polewanie efekt, choć niedługi. Przez kilkanaście minut czuje się rześkie powietrze – dobre i to byle częściej to czynić.

 

A jak to onegdaj radzono sobie z takimi upałami? Młodzież i dzieciarnia od rana do wieczora okupowała jezioro w Łąkiem. Było najbliżej, zatem ogromna większość udawała się nad wodę pieszo. Był czas, że funkcjonował na górce od lasu, przy trzech gospodarstwach sezonowy kiosk spożywczy z napojami i drożdżówkami. Generalnie, to z domu zabierało się kanapki zawinięte w papier, również gazetowy i jakąś wodę ze sokiem, w przeróżnych butelkach. Mieliśmy w domu jeden rower, a było nas rodzeństwa siedmioro. Na zmianę, od słupka do słupka (100 m) z piątki najstarszych jeden jechał zabierając na bagażnik malucha, zaś pozostali docierali do pozostawionego roweru i tak w kółko Macieju.

 

Ulgę przed spiekotą dawał cień. Wiele domów posiadało przy oknach balkonowych i wystawowych markizy, które osłaniały przed prażącym słońcem. Rynek od strony północnej i wschodniej oraz szereg ulic: Lipowa, Gimnazjalna, Powstania Wielkopolskiego, Kolejowa, Miradzka i Sportowa obsadzone były drzewami. Na samym Rynku wokół kościoła ewangelickiego rósł dodatkowy szpaler drzew, a przestrzeń północną zajmował zielony skwer z mini fontanną. Później po wycince drzew i rozebraniu kościoła wystawiono fontannę, która dawała swoistą ochłodę. Był nawet gość, już nieżyjący, który regularnie zażywał w niej kąpieli i to w ciuchach.

 

fontanna_upal_.jpeg

 

Było w mieście kilka parków, które permanentnie były okupowane przez mieszkańców. Nadzór nad nimi miało MPGKiM. Park na Klasztornym miał 3 stawy (podobnie jak dzisiaj); dwa parki fontanny: przy wieży ciśnień i przy stadionie miejskim. Silnie zacieniony był tzw. „Ciemny” park przy obecnym Urzędzie Miejskim. Był również uroczy skwer na Placu Świętokrzyskim oraz park przy ulicach: Michelsona i Kolejowej. Restauracje miału na swych zapleczach ogrody, w których w okresie letnim w specjalnych altanach przyjmowano klientów. Najsłynniejszym takim obiektem był „Park Miejski” przy hotelu i restauracji Piątkowskiego przy Placu Daszyńskiego. Szpital Powiatowy w Strzelnie miał przepiękny park z magnoliami oraz duży ogród zajmujący całe zaplecze. Prawie przy każdej posesji były niewielkie ogrody. Największe z nich to ogród proboszczowski, ogród Lipińskich przy ul. Ścianki, ogród Glanców i Jaśkowiaków przy ul, Inowrocławskiej, Bukalskich przy Polnej (obecnie Kościuszki) oraz późniejszy ogród Rumianowskich przy ul. Powstania Wielkopolskiego. Strzelno onegdaj w zieleni tonęło. Dzisiaj namiastką tej zieleni są cztery ogrody działkowe za miastem: przy ul. Inowrocławskiej, za byłym „Prebudem” (później myjnia i magazyny Wojciechowskich), za młynem od strony ul. Klonowej oraz za nowym cmentarzem (ul. Słoneczna). Dużą enklawę zieleni stanowią cmentarze oraz osiedle 1000-Lecia (za Szkołą Podstawową).

 

Gremialnie korzystano z Lasów Miradzkich. Organizowano zbiorowe pikniki w lennictwach Przedbórz, Kurzebiela, na grzybku przy nadleśnictwie w Miradzu oraz rodzinnie w lesie na „Rusia” (za Laskowem) przy Kanale Młyńskim (Ostrowo-Gopło). No i oczywiście Przyjezierze, ale to już insza inszość.

 

Marian Przybylski

  



komentarze (1) | dodaj komentarz

100 lat temu wybuchła Wielka Wojna - cz. 1

sobota, 19 lipca 2014 18:36

 

 Iws0.jpg

 

100 lat temu wybuchła

Wielka Wojna – cz. 1

 

Zbliża się 100 lat od wybuchu w Europie Wielkiej Wojny, która na arenę wydarzeń militarnych wciągnęła cały świat. 28 czerwca 1914 roku w odległym Sarajewie Gavrilo Princip zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda i jego żonę Zofię. Zamach ten stał się pretekstem dla rozmaitych żądań i ultimatów. Przez cały lipiec sytuacja nabrzmiewała, aby 1 sierpnia 1914 roku doprowadzić do wybuchu działań wojennych, które w historii zostały nazwane Wielką Wojną. Po raz pierwszy terminu I wojna światowa użyto na Zachodzie w 1933 roku. W dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce nazywano ją Wielką Wojną, zaś określenie ‘wojna światowa’ funkcjonować zaczęło w połowie lat trzydziestych XX wieku.

 

Rozpoczęta 100 lat temu Wielka Wojna, jak zwą ją do dzisiaj Francuzi, przerodziła się w wyniszczający konflikt, który zapoczątkował diametralną zmianę układu sił na świecie. Po jej zakończeniu częściowo odrodziło się państwo polskie. Wielkopolanie i Ślązacy chwyciwszy za broń przegnali ze swych terenów zaborcę i dołączyli do Ojczyzny, włączając się jednocześnie w obronę kresów wschodnich i przegnanie czerwonej zarazy.  

 

Iws5.jpg

Polska rodzina Machnikowskich ze Strzelna. Zdjęcie zrobione przed Wielka Wojną. Właśnie dwaj synowie przyjechali na przepustkę. Jeden syn służył w piechocie, drugi w Kaiserliche Marine.

 

Nie zagłębiając się w dzieje polityczne tego wydarzenia, ani w sam jej przebieg, chciałbym przytoczyć nieco faktów dotyczących sytuacji jaka panowała w przededniu jej wybuchu w Strzelnie i okolicy. Oczywiście nasze miasto przez cały czas trwania wojny było z dala od jej pól bitewnych. Za to nasi mieszkańcy: Polacy, Niemcy i Żydzi brali w niej czynny udział. W chwili wybuchu konfliktu kilkuset mieszkańców ówczesnego powiatu strzeleńskiego odbywało służbę czynną w armii niemieckiej. Setki mężczyzn rezerwistów zostało zmobilizowanych do armii cesarskiej Wilhelma II. Kilkuset zginęło na frontach: wschodnim, szczególnie karpackim oraz zachodnim, na linii francuskiej, m.in. pod Verdun. Listy rannych, zaginionych i poległych strzelnian z całego powiatu sięgnęły liczby 4 756 osób. W tej liczbie znajdujemy również takich, co ranni byli po 2 i więcej razy. W kolejnej części artykułu podam nazwiska i imiona poległych oraz rannych w trakcie działań Wielkiej Wojny mieszkańców Strzelna.

 

Wśród osób zaginionych był również mój dziadek Władysław Woźny, ale ten wątek przybliżę oddzielnie, opisując jego losy wojenne w trakcie Wielkiej Wojny. Pamiętam, jako młody chłopiec, że w setkach strzeleńskich mieszkań wisiały portrety przodków ich właścicieli. Były to generalnie portrety mężczyzn w galowych mundurach armii pruskiej, niektóre w zdobnych nakryciach głowy, ale również w owych słynnych pikielhaubach, czyli hełmach zwieńczonych ostro zakończonym szpicem. I ja posiadam zdjęcie dziadka Władysława zrobione w atelier fotograficznym w Frankfurcie nad Odrą w mundurze galowym na kilka lat przed wybuchem Wielkiej Wojny.

 

Iws2.jpg

Kawalerzysta ze Strzelna Wiśniewski maszeruje w V rzędzie. Zostało ono wysłane 21 grudnia 1913 roku z Mez do Strzelna do Józefa Wiśniewskiego. Zostały na nim opisane dwie osoby. Pierwszy w I rzędzie: "ten to ciengim płacze"; pierwszy w V rzędzie autor korespondencji: "ten to skonia spadnie 20 raza. Naresien" - pisownia oryginalna. 

 

Jak już wyżej zakomunikowałem, poniżej w formie kalendarium przedstawię obraz wydarzeń jakie rozegrały się w naszym mieście i najbliższej okolicy w przeddzień wybuchu Wielkiej Wojny. Zatem rozpocznę od dnia zamachu w Sarajewie, gdyż w tym dniu, a było to 28 czerwca, rozpoczął się w Krakowie zjazd numizmatyków, zwołany przez Krakowskie Towarzystwo Numizmatyczne. Uczestniczył w nim dr Zygmunt Zakrzewski z Mirosławic pod Strzelnem, który znalazł się w prezydium biura obrad. Na zakończenie pierwszego dnia obrad dr Zakrzewski wygłosił referat „O sposobach badania monet piastowskich”.

 

Z 29 na 30 czerwca w domu posiedziciela Jesiołowskiego w Strzelnie wybuchł pożar, który w mgnieniu oka przeniósł się na cały budynek. Strażacy pod nieobecność domowników wnet go ugasili. Wewnątrz znaleźli wiele materiałów łatwopalnych. Gospodarza i jego brata aresztowano, posądzając ich o podpalenie.

1 lipca miejscowy „Dziennik Kujawski” po raz pierwszy poinformował strzelnian o Tragedyi w Serajewie (pisownia oryginalna). W mieście zaczęła się dyskusja na temat zamachu w licznych lokalach i podczas spotkań towarzyskich.

 

Iws3.jpg

Koszary Bitscher Haardt - Kuźnia polowa. Pocztówka - zdjęcie z Wiśniewskim ze Strzelna wysłana 11 lipca 1914 r. z Bitsch - Metz do Strzelna.

 

3 lipca prasa donosiła, że szafner [konduktor] pocztowy Nowakowski nabył od kupca Rittera parcelę budowlaną pod budowę domu za 3 000 marek.

W niedzielę 5 lipca u Piątkowskiego odbyło się zebranie Towarzystwa Przemysłowców. Zaś w Wójcinie uroczyście pożegnano stary drewniany kościół parafialny, który przed blisko dwustu laty w 1732 roku został wybudowany przez opata mogileńskiego ks. Jana Rostkowskiego. Sumę pożegnalną odprawił ks. administrator Ewaryst Nawrowski (1875-1948). Przybył na nią ogromny tłum wiernych, jakiego staruszka świątynia dawno nie zgromadziła. Wśród bicia dzwonów i we wspaniałej procesji przeniesiono najświętszy sakrament do starego domu dzierżawcy probostwa, który adoptowano na tymczasową kaplicę. Rok wcześniej ks. Nawrowski wybudował nowy murowany dom dla dzierżawcy (1913). Na tym samym miejscu, na którym stała staruszka świątynia miał zostać wybudowany nowy murowany kościół.   

 

Od 7 lipca do 8 sierpnia w mieście rozpoczną się wakacje szkół elementarnych.

W czwartek 9 lipca przemysłowcy zwiedzali dwa warsztaty swoich członków, panów Hanasza i Kubskiego zlokalizowanych przy ulicy św. Ducha. Dzielny przemysłowiec Andrzej Świątkiewicz ze Strzelna przez cały lipiec reklamował swoją fabrykę powozów i maszyn rolniczych. Jak donosi gazeta, w Strzelnie aresztowano czeladnika murarskiego Maciejewskiego z Bochum, pod zarzutem kilku kradzieży, którego prokuratura ścigała listem gończym.

 

Iws1.jpg

Tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny. Pocztówka wysłana 29 lipca 1914 r. z Bitsch-Metz do Strzelna do Józefa Wiśniewskiego z informacją: "Konie już odebraliśmy..."

 

Normą było obsadzanie dróg drzewami owocowymi. Aleje te wydzierżawiano chętnym, dla których był to dość intratny dochód. Nadzór nad nimi miał Powiatowy Urząd Budowlany w Strzelnie, który corocznie organizował przetargi na aleje owocowe. Jeden z nich ogłosił na 15 lipca oferując na rok następny m.in.: aleje jabłoniowe przy szosie z Jezior Wielkich do Nożyczyna; jabłonie i grusze przy szosach strzeleńsko-stodolskiej, pomiędzy Sławskiem Wielkim a Kobylnicami, pomiędzy Sierakowem a Młynami itd.

 

14 lipca we wtorek odbył się ślub Marcina Żurawskiego mistrza krawieckiego z panną Józefą Kasprzakówną, którego w miejscowej świątyni udzielił ks. Bolesław Jaśkowski. Młodzi otrzymali 30 telegramów o tematyce narodowej, a Edmund Boesche zebrał wśród gości 10,50 marek na budowę ochronki. Tego samego dnia odbyło się w lokalu Piątkowskiego comiesięczne zebranie członków miejscowego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Było to zebranie przygotowawcze do uroczystości obchodów 20-lecia powstania TG „Sokół” w Strzelnie.

19 lipca urządzono z tej okazji Igrzyska Sokole w ogrodzie Piątkowskiego. W jubileuszu uczestniczyły bratnie drużyny z Okręgu I Inowrocławskiego.

19 lipca donoszono, że do listy wyborczej na 1914 rok wpisanych zostało w klasie I 30 wyborców płacących razem podatek w wysokości 29 098, 13 marek podatków; w klasie II 89 wyborców płacących łacznie28 387,75 marek; w klasie III 378 wyborców płacących łącznie 28 298,88 marek.

 

Iws00.jpg

Pikielhauba - replika ze strony archiwum.allegro.pl

 

21 lipca poinformowano, że ostatnio wybrano do Wydziału Uchwałodawczego miejscowego Urzędu Ubezpieczeniowego spośród pracodawców kupca Morawietza i dużego gospodarza Witza. Spośród pracobiorców wybrani zostali przedstawicielami sekretarz biurowy L. Machnikowski i asystent cukrowni J. Wierzbowski. Dokuczliwe upału dawały się we znaki wszystkim. Mieszkańcy odczuwali osłabienie wynikłe z gorąca. Zalecano do obiadów mniej mięsa więcej jarzyn, pić chłodną herbatę, kawę, mleko itp. Stosować z zachowaniem ostrożności kąpiele w jeziorach, a kiedy to niemożliwe wycierać się mokrym ręcznikiem. Skutkiem upałów i nadmiaru słońca zmarł jeden z robotników rolnych w Polanowicach. W Gople utopiło się siedmioletnie dziecko robotnika Pasińskiego.

 

23 lipca coraz głośniej zaczęto mówić o wojnie, a „Dziennik Kujawski” w tytule artykułu wstępnego pyta się, czyżbyśmy byli W przededniu wojny? Ta sama gazeta donosiła, że stelmach Józef Musiałowski uległ wypadkowi ciężkiego poparzenia nogi gorącą smołą.

 

CDN

 

Marian Przybylski

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

Szpital powraca na "wokandę"

środa, 16 lipca 2014 22:48

 

szpit19522.jpg

 

Szpital powraca na „wokandę”

 

Szpital to jednak sprawa polityczna, sprawa polityczna rządzących powiatem, a co za tym idzie konkretnych partii, które reprezentują powiatowi władcy, strzelając w dosłownym tego słowa znaczeniu, w ich ideologię (kolana ich fundamentów). Świadomie? Oczywiście, że tak! W całej tej zadymie nie chodzi o interes społeczny, interes partii: PSL i SLD, chodzi o interesy pojedynczych ludzi dzierżących od lat ster władzy w powiecie.

 

Człowiek jest najważniejszy? Kto te bzdurne hasło wymyślił? Przecież to hasło w praktyce dyskryminuje. Partia, która obrała je sobie za przewodnie podzieliła rzeczonych „człowieków” na swoich, dając im różne stanowiska i źródła czerpania zysków oraz na tych, którzy mędrców i nieomylnych rządców nie rozumieją – wrogów (nawet ze swoich szeregów), których trzeba wszelkimi działaniami sprowadzić do parteru. Czym się to różni od ideologii sprzed 25. lat? Niczym, na co dowodem będzie niebawem wybuch społeczeństwa na wzór protestów z 1980 roku. Historia lubi się powtarzać. W historii należy szukać analogii. Podcieranie się demokracją to obraz działań sprzed 1989 roku! 

 

Nic nie zapowiadało szoku, jaki po przerwie w obradach sesji Rady Powiatu Mogileńskiego w dniu 14 lipca br. doznali jej uczestnicy. Oczywiście nie wszyscy, gdyż była grupa wtajemniczonych, która znała treść pisma, jakie przewodniczący Jan Bartecki skrył przed radnymi na komisjach, a odczytał wszem wobec po sesyjnej przerwie. Grom jaśnisty spadł z nieba, konsternacja, niedowierzanie, wzajemne prześwietlanie się wzrokiem – cholera, niczym rentgenem. Z kamiennym i „niewinnym” wyrazem twarzy decydenci czynili wszystko by nie trafić swoimi paczałkami w czyjekolwiek oczy. Po prostu wpatrzeni byli w jakiś wirtualne punkty. Również podpadające było zachowanie członka zarządu Wiesława Gałązki, który z dziwną obojętnością przysłuchiwał się treści odczytywanego pisma – rzekomo słyszanego po raz pierwszy.

 

A cóż to było za pismo, które wywołało ów szok i ową konsternację? Otóż, Wojewoda Kujawsko-Pomorski Ewa Mes, informowała, że wszczęła procedurę rozstrzygającą względem wcześniej podjętą przez radę powiatu uchwałę o pozostawieniu w formie samorządowej opieki zdrowotnej na terenie powiatu mogileńskiego.

 

Przypomnę, że 18 czerwca 11. radnych powiedziało nie dla dzierżawy operatorskiej fili szpitali Powiatu Mogileńskiego w Strzelnie i Mogilnie. Podczas sesji radni głosowali nad dwoma, jakże różnymi projektami uchwał. Członkowie zarządu powiatu zaproponowali w swoim projekcie uchwały takie rozwiązanie, które dopuszczało między innymi zawarcie wieloletniej umowy dzierżawy operatorskiej z zewnętrzną firmą. Którą? Prawdopodobnie jedną z czterech, które wcześniej zaprezentowały się, co do możliwości prowadzenia działalności na terenie Powiatu Mogileńskiego. W tej wersji, że Zarząd Powiatu Mogileńskiego optował za przeniesieniem trzech z czterech oddziałów szpitalnych ze Strzelna do Mogilna. Tę wersję zmian poparło tylko 6 radnych: Tomasz Barczak, Tadeusz Szymański, Jan Bartecki, Wiesław Gałązka, Mirosław Leszczyński i Andrzej Siwek. Pozostałych obecnych na sesji 11 radnych było przeciwnych tej propozycji.

 

Wówczas przewodniczący przedstawił konkurencyjny projekt, autorstwa radnych klubu PO. W projekcie tej uchwały zaproponowano, by w celu zapewnienia właściwej ochrony zdrowia oraz zapobieżenia dalszym konfliktom niszczącym więzi społeczne pomiędzy mieszkańcami poszczególnych gmin pozostawić w formie samorządowej opiekę zdrowotną z jednoczesną rozbudową filii w Mogilnie, dostosowaniem filii w Strzelnie oraz wiejskich ośrodków zdrowia do obowiązujących standardów unijnych. Nadto w projekcie uchwały była mowa o zwiększeniu kontraktu z NFZ oraz rezygnacja ze zwolnień pracowników. Ten projekt uchwały poparło 11 radnych: Wojciech Baran, Jakub Dąbek, Krzysztof Mleczko, Robert Musidłowski, Bartosz Nowacki, Witold Pochylski, Henryk Różycki, Krzysztof Szarzyński, Rafał Woźniak, Agnieszka Ziółkowska oraz Przemysław Zowczak.

Szef Klubu Radnych PO Wojciech Baran w swym wystąpieniu powiedział, że przyjęta uchwała jest wypadkową tego czego oczekują mieszkańcy. Wówczas też napisałem - Co nam pozostaje? Czekać, czy aby zarząd nie zaskarży uchwały do Wojewody Kujawsko-Pomorskiego.

 

I stało się, że uchwała została zaskarżona! Na konkretne pytanie skierowane przez jednego z radnych w kierunku dyrektora SPZOZ: - Czy to pan do wysłanej do organu nadzorczego uchwały dołączy pismo zaskarżające rzeczoną uchwałę? Ten niezwykle oszczędnie odpowiedział twierdząco: - Tak! Odpowiedź wywołała lawinę głosów. Trzech radnych potrafiących składnie formułować zdania zabrało po kilka razy głos: Wojciech Baran, Przemysław Zowczak i Krzysztof Szarzyński. Potok pretensji wylanych pod adresem zarządy, osobiście starosty Barczaka oraz dyrektora SPZOZ był ogromny, wręcz powodziowy. Żądano od dyrektora natychmiastowego udostępnienia treści odwołania. Ten zaś przyobiecał, że uczyni to w stosownym terminie. Pod adresem przewodniczącego i zarządu kierowano pretensje, dlaczego tak późno radni zostali zapoznani z pismem wojewody, gdyż nie licząc dnia sesyjnego pozostały radnym dwa dni na ustosunkowanie się do pisma informacyjnego.

 

Z wyjaśnień wynika, że pismo datowane na 25 czerwca 2014 roku zostało przesłane faksem do starostwa w czwartek 10 lipca o godz. 10 z minutami. W tym dniu starosty rzekomo w urzędzie nie było i nie miał kto powiadomić stronę, czyli radnych o jego wpłynięciu i zapoznaniu się z nim. By było ciekawiej – tak oświadczył przewodniczący Bartecki – pismo wojewody otrzymał tuż przed sesją, czyli w poniedziałek 14 lipca. A przecież przed sesją były obrady komisji RP, i co nie szło powiadomić wówczas radnych? Cały ten spisek – bo tak to działanie należy określić - z podaniem jak najpóźniej treści pisma wojewody do wiadomości radnym, miało wywołać piorunujące wrażenie na nich oraz satysfakcję przedstawicieli organu wykonawczego - nasze na wierzchu.

 

I znowu zapomniano o rozmowach, o scaleniu powiatu jakie nastąpiło po sesji czerwcowej, zaś drożdże powiatowe, czyli element burzący uspokojoną toń, zaczął dochodzić do głosu wykrzykując, szczególnie po ostrym wystąpieniu radnego Przemysława Zowczaka, że strzelnianie to separatyści. No cóż, w całości podpisuję się pod słowami radnego, który w swym wystąpieniu przypomniał stwierdzenia sprzed roku, że cała ta zadyma to kampania przedwyborcza, że to na szpitalu, jak na łysej kobyle politycy chcą ponownie wjechać do swoich gabinetów, że interesy partykularne grup są ważniejsze niż jedność powiatu.

 

Nie nagrywałem wystąpień radnych, ani ich nie notowałem, zatem ograniczam się do najważniejszych tez. Co jest jeszcze ciekawe, to sesja rozpoczęła się z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Starostowie i radni robili sobie zdjęcia pamiątkowe, panował jakiś dziwny klimat, coś unosiło się w powietrzu – a co? Pokazały obrady. W całym tym „worze powiatowym” dotknęła mnie perfidia, kiedy przystąpiono do procedowania uchwały o zmianach budżetowych. W projekcie zawarto 20 000 złotych na przygotowanie koncepcji rozbudowy filii szpitala w Mogilnie. Wcześniej mydląc nam oczy, dyrektor SPZOZ mówił – oczywiście z głowy – co będzie robił za remonty i zakupy dla szpitala w Strzelnie etc. Kiedy zaś przyszło do konkretów i udzielenia precyzyjnych odpowiedzi na lanie wody, został jeden konkret: termoizolacja przychodni w Mogilnie i wykonanie dokumentacji – koncepcji rozbudowy szpitala w Mogilnie. Radny Zowczak apelował do rządzących, by ci traktowali kompleksowo całą służbę zdrowia, a nie tylko priorytetowo podchodzili do ułamka mogileńskiego.

 

Kiedy głos zabrał starosta, to zimny dreszcz przeszedł po moich plecach. - Przecież my realizujemy waszą uchwałę, wykonując jej zapisy w punkcie rozbudowa szpitala w Mogilnie. A kiedy powiedział, że spokojnie wszystko będzie po myśli radnych, to kpił w żywe oczy. Przecież owa uchwała, o której mówił została zaskarżona pod ich (zarządu) dyktando. Mniemam, że jeżeli wojewoda ją uchyli to i bez sensu będzie wydatkowanie owych 20 000 złotych na kolejną wyborczą dokumentację.        

 

Wiadomym jest, że rozstrzygnięcie wojewody o zgodności podjętej uchwały z prawem musi zapaść w ciągu 30 dni i termin ten upływa 25 lipca, dlatego organ nadzoru poprosił o ustosunkowanie się grupy radnych do zawartych w nim treści do 16 lipca. Zatem, działania opóźniające w powiadomieniu owych 11 radnych miały na celu udzielenie odpowiedzi wojewodzie po terminie, albo w tzw. bylejakości. O ile wiem, to we wtorek do południa radni nie otrzymali treści zaskarżenia skierowanego do wojewody przez dyrektora SPZOZ.

 

I w tym momencie otworzyła się puszka Pandory, puszka pełna zakłamania i szydery, puszka wyborczych podjazdów i potyczek, puszka mamienia i wyśmiewania się, wreszcie puszka ubliżania ludzkiej inteligencji. Mniemam, ze wyborcy ocenią rządzących odpowiednim kolorem kartki... Res sakra miser zostało zastąpione hasłem: Naszą świętością jest wygrać wybory!!!   

 

Ja, po rocznej walce i wspieraniu szpitala strzeleńskiego, czuję wielkie zmęczenie. Koledzy patrzą na mnie jak na… Co się stało? Przecież mój wiek (62 lata) powinien być czasem spokoju, czasem pracy, która nie męczy, a nie czasem działań, które mogą przekreślić coś nad czym pracowałem blisko pół wieku… Bolące, z popękanymi żyłkami oczy, opuchnięte poduchy pod nimi i ciągle coś… Chyba czas na urlop, czas by odpocząć! W pierwszej kolejności okulista.

 

Marian Przybylski 

 



komentarze (2) | dodaj komentarz

Co z wieżą ciśnień?

wtorek, 15 lipca 2014 23:38

 

xwieza0.jpg

 

Co z wieżą ciśnień?

 

Z końcem roku wieża ciśnień, nazywana wieżą wodociągową,  utraci swoją funkcję, czyli przestanie magazynować w specjalnym zbiorniku wodę w celu wytworzenia ciśnienia w miejskim wodociągu. Przyczyną utraty tej 112. letniej funkcji jest wybudowanie stacji uzdatniania wody przy Placu Świętokrzyskim. To tam zainstalowane pompy wytworzą stosowne ciśnienie, które pozwoli korzystać z wody na każdym wylocie rury wodociągowej, zakończonej kranem.

 

xwiez1.jpg

 

Co w takim bądź razie z pięknym i zabytkowym obiektem, który w tym roku kończy 112 lat. By uchronić go od dewastacji i by uniknęła podobnego losu co wieża mogileńska pod Szczeglinem wpadłem na pomysł, by przy pomocy środków unijnych przeznaczonych na rewitalizację zmienić jego funkcję, a mianowicie, by wieża stała się atrakcją turystyczną oraz miejscem stanowiącym niejako centrum promocji miasta. Mało tego, poprzez uruchomieniu swoistego centrum informacji turystycznej w miejscu tym moglibyśmy promować również walory kulturowe Szlaku Piastowskiego, czy szeroko rozumianego pogranicza kujawsko-wielkopolskiego.

 

xwiez2.jpg

 

xwiez3.jpg

 

Oczywiście dla realizacji takiego programu potrzebne są środki finansowe. Można je otrzymać z puli tzw. popularnie środków unijnych, gdyby? No właśnie owe przeklęte gdyby? Gdyby było to mienie komunalne, ale niestety nie jest. Dlaczego? Otóż, w pierwszej połowie lat 90. zapomniano skomunalizować ten obiekt, jak i wiele innych jemu podobnych nieruchomości. Na dzień dzisiejszy właścicielem wieży ciśnień i gruntu pod nią, a także przyległego parku jest po prostu Skarb Państwa. W jego imieniu zarządza całością Starosta Mogileński. Zatem, póki co Gmina Strzelno nic około rewitalizacji obiektu nie może zrobić. Tak więc, należy zacząć od komunalizacji, czyli uwłaszczenia Gminy na całości, tj. wieży i parku. Jest to czaso- i pracochłonne zadanie, a do tego pożerające znaczne środki finansowe.

 

xwiez4.jpg

 

xwiez4a.jpg

 

Gdy już przeprowadzi się proces komunalizacyjny, to Gmina Strzelno stałaby się głównym inwestorem wkładając zaledwie 15% ogólnych kosztów rewitalizacji. Załóżmy, że całe przedsięwzięcie kosztowałoby 3 miliony, to wystarczyłoby z kasy miejskiej wysupłać zaledwie 450 tys złotych. W programie rewitalizacji byłoby można dołożyć przyległy do wieży ciśnień park, nazywany onegdaj Parkiem im. Tadeusza Kościuszki, który stanowiłby dodatkową atrakcję dla przybywającego po informację turysty, czy potencjalnego odbiorcy ofert kulturalnych realizowanych przez owe centrum.

 

xwiez5.jpg

 

W programie ideowym centrum należałoby zgrać funkcje informacyjne z funkcjami kulturalnymi. By obiekt był funkcjonalny należałoby zbudować w jego wnętrzu kondygnacje, które komunikowałaby, poza schodami, również winda, poruszająca się środkiem wnętrza wieży. Na parterze mieściłby się punkt obsługi turysty oraz hol wystawowy, na którym prezentowane byłyby wystawy czasowe (takiej sali wystawowej Strzelno nie posiada). Na I p. sala audiowizualna i konferencyjna. Na II p. ekspozycja muzealna, podobnie jak na III. Pozostałe trzy kondygnacje można by zaadoptować na pracownie i magazyny muzealne. U samej góry, na zewnątrz, w okolu dachu. należałoby zbudować taras widokowy, pod warunkiem, ze nie zmieniłby architektury wieży.

 

xwiez6.jpg

 

xwiez7.jpg

 

xwiez8.jpg

 

Osobiście wzorem dla takiej rewitalizacji i zagospodarowania wieży ciśnień jest wiele obiektów poprzemysłowych Torunia i Bydgoszczy, jak chociażby słynna w tym względzie bydgoska wieża ciśnień, na którą przepiękny widok rozciąga się z mieszkania mojego syna i synowej. Zachowanie strzeleńskiego obiektu w krajobrazie miejskim, to obowiązek nas wszystkich. Dzisiaj nie czas na wytykanie włodarzom z lat 90. i właściwym do spraw komunalizacji służbom, dlaczego tego nie uczynili? Dzisiaj czas na przystąpienie do szybkiej komunalizacji i uwłaszczenia się Gminy Strzelno na tym obiekcie i przyległościach. Na dzień dzisiejszy mamy już kilka perełek rewitalizacyjnych naszego miasta. Przygotowywana jest rewitalizacja obiektu wielofunkcyjnego, w którym znajduje się Miejska Biblioteka Publiczna. Kolej na rewitalizację pięknego (jednego z piękniejszych na pograniczu) Rynku. Wieża ciśnień to kolejny punkt, który w przyszłości może nadać miastu krasy.

 

xwiez9.jpg

 

xwiez10.jpg

 

Historia miejsca, w którym wystawiona została wieża ciśnień jest niezwykle ciekawa. W miejscu tym zwanym Naskrętny (Naskrętne) funkcjonował przez kilkaset lat podmiejski folwark klasztorny, który swą funkcję pełnił jeszcze w II połowie XIX wieku. Po jego likwidacji w miejscu tym powstało targowisko zwane Świńskim Targiem. W latach 90. XIX wieku urządzono tutaj plac, któremu nadano nazwę Wilhelmsplatz. Jego patronem był cesarz niemiecki Wilhelm I, któremu również w 1898 roku wystawiono na Rynku pomnik. W latach 1901-1902 znany polski budowniczy Wacław Kornaszewski wybudował monumentalną wieżę ciśnień. Dokumentację na nią wykonała firma O. Smreker z siedzibami w Mannheim i Berlinie. Koszt budowy zarówno sieci wodociągowej jak i wieży był wielki. Starczy powiedzieć, że miasto przez szereg lat, acz systematycznie spłacało zaciągnięty na budowę wieży, sieci wodociągowej oraz gazowni wraz z siecią miejską pokaźny kredyt. Ciągle zadłużające się miasto przy dochodzie rocznym w 1895 roku sięgającym kwoty 17 476,95 marek osiągnęło niebezpieczny pułap sięgający kwoty długu 123 000 marek. Już po tej największej inwestycji z lat 1901-1902, a w roku 1917 dochody miasta wynosiły 52 938, 85 marek, zaś dług kredytowy 142 372 marki.

 

xwiez11a.jpg

 

xwiez11.jpg

 

W 1903 roku firma berlińska przekazała w użytkowanie miastu całą sieć wodociągową i gazową. Utrzymaniem, eksploatacją i rozbudową całości zajęła się berlińska firma Continentale Wasserwerks Gesellschaft. Wodociągi i gazownia dawały znaczące zatrudnienie mieszkańcom. Firmą na miejscu kierował gazmistrz (Gasmeister).

 

xwiez12.jpg

 

xwiez13.jpg

 

xwiez14.JPG

 

W 1909 roku po wybudowaniu budynku Szkoły Wydziałowej – obecne Przedszkole nr 1 - plac Wilhelma został zamieniony w uroczy park z piękną fontanną umieszczoną w osi wieży ciśnień, przy budynku szkolnym. Park po dzień dzisiejszy, całkowicie przebudowany stanowi zaledwie namiastkę swego pierwowzoru. W okresie międzywojennym fontanna ze względów funkcjonalnych zmieniła swoje położenie. Pozostał po niej ślad w postaci klombu kwiatowego, a jeszcze na przełomie lat 60. i 70. tryskała z niej woda.

 

xwiez15.jpg

 

xwiez19.jpg

 

Po odzyskaniu niepodległości w 1919 roku wodociągi i gazownia nadal znajdowały się w zarządzie niemieckiej firmy, która przemianowała się na Towarzystwo Centralne Gass und Wasserwerke Gestande w Berlinie. Dopiero z początkiem 1928 roku miastu udało się nabyć gazownie i wodociągi będące w rękach niemieckiego Towarzystwa Centralnego. Na tenże rok Rada Miejska uchwaliła dla obu zakładów budżety po stronie przychodów i wydatków, dla wodociągów miejskich 20.860,40 zł. i dla gazowni 87.690,00 zł. Od tego czasu były to zakłady komunalne Miasta Strzelne. Pod koniec lat 30. minionego stulecia łacznie z cegielnią, domami komunalnymi i rzeźnią miejską stanowiły klucz zakładów miejskich, którymi kierował z ramienia Zarządu Miejskiego – Magistratu mój ojciec Ignacy Przybylski. Z tego okresy posiadam Statut wodociągów miejskich w formie maszynopisu.

 

xwieza17.jpg

 

xwieza18.jpg

 

Powojenne losy wodociągów miejskich to odrębny temat, o którym już częściowo pisałem. Mniemam, że temat ten dokończę przy okazji opisywania ulicy Kolejowej.

 

Marian Przybylski    

 



komentarze (2) | dodaj komentarz

Odpust w Markowicach

wtorek, 08 lipca 2014 21:31

 

xom1.jpg

 

Odpust w Markowicach

 

xom1a.jpg

 

W minioną niedzielę z udziałem bpa Bogdana Wojtusia odbył się odpust ku czci Matki Boskiej Markowickiej Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw. Tegoroczne uroczystości w całości zostały przygotowane przez księży diecezjalnych. Po raz pierwszy, od ponad 90 lat dało się odczuć inny, choć ze wszech miar pozytywny klimat tego świątecznego dnia. Ojców Oblatów godnie zastąpili nasi duchowni diecezjalni: proboszcz i kustosz markowicki ks. prałat Jacek Dziel, wikariusz ks. Piotr Szymkowiak oraz księża dekanalni. Pośród spowiednikami i księżmi świadczącymi posługę mszalną znalazł się nasz wspaniały proboszcz oblacki Ojciec Aleksander Doniec OMI, który na tegoroczne uroczystości przybył z dalekiej Belgii. Wśród wielu wiernych wywołał poruszenie i nieskrywaną radość. Od polowego konfesjonału witał i błogosławił wiernych, którzy z pewnym niedowierzaniem przyglądali się misjonarzowi w białym habicie, znanemu kapłanowi oblackiemu.

 

xom2.jpg

 

xom3.jpg

 

xom4.jpg

 

xom5.jpg

 

xom6.jpg

 

xom7.jpg

 

xom8.jpg

 

xom9.jpg

 

xom10.jpg

 

I ja z małżonka miałem sposobność przywitać się z Przyjacielem Ojcem Aleksandrem OMI. Natomiast we wtorek odwiedził On wielu strzelnian, w tym i mnie w biurze. Mieliśmy sposobność do dłuższej rozmowy. Zaś wracając do uroczystości odpustowych, to warto podkreślić, że były one wspaniałe i pełne modlitewnego skupienia. Te kilka konfesjonałów pod chmurką było niezwykle obleganych. Wyspowiadało się kilka tysięcy pielgrzymów. Nie przeszkodził deszcz, który podczas sumy odpustowej trzykrotnie obmył grzeszne ciała pątników. Tysiące stały u stóp ołtarza polowego oraz setki u konfesjonałów. Zarówno spowiednicy, jak i wierni zgodni byli co do przenośni zawartej w nowotestamentowym obmyciu ciał w w wodach Jordanu, a padającym z nieba deszczem. Pomimo deszczu wszyscy trwali przy Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw.

 

xom12.jpg

 

xom13.jpg

 

xom14.jpg

 

xom15.jpg

 

xom16.jpg

 

xom17.jpg

 

xom18.jpg

 

xom19.jpg

 

xom20.jpg

 

Wśród pielgrzymów można było zauważyć wielkich dobrodziei Sanktuarium w Markowicach, Wiesława i Karola Podrazów wraz z rodzinami; nadto burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka z małżonką, starostę Tomasza Barczaka oraz wicemarszałka Dariusza Kurzawę. Byli radni gminni i powiatowi oraz niezliczone rzesze pielgrzymów, którzy od soboty nawiedzali Kujawską Częstochowę – Markowice. Do Sanktuarium przybyły trzy piesze pielgrzymki: z Gębic, Pakości (w sobotę) i Strzelna. Nie zabrakło folkloru odpustowego z dziesiątkami straganów handlowych i gastronomicznych. Były prezentacje i pokazy, występy oraz koncert Eleni - tej, która najbardziej ze współczesnych piosenkarek pokochała Matkę Chrystusową, czcząc Ją wieloma pięknymi utworami i pieśniami.

 

xom21.jpg

 

xom22.jpg

 

 

xom23.jpg

 

xom24.jpg

 

xom25.jpg

 

xom26.jpg

 

xom27.jpg

 

xom28.jpg

 

xom29.jpg

 

Według artykułu z „Kujawskiej Madonny” - nr lipcowy: 

    

            Każdego roku, w pierwszą niedzielę lipca Markowice nawiedzają tysiące pielgrzymów. Przybywają oni tutaj niemalże z całego pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, jak i również z różnych zakątków kraju, by pokłonić się Pani Kujaw Królowej Miłości i Pokoju. Jest to niedziela odpustowa, której kontynuację znajdujemy w tydzień później, kiedy do Markowic przybywają ludzie chorzy i starsi, by prosić Piękną Madonnę o łaskę zdrowia. Od lat dla wielbicieli kultu Maryi te dwie niedziele są dniami szczególnie radosnymi, dniami bezpośredniej rozmowy z Tą, która wyjednuje wiele łask u Syna swego Jezusa Chrystusa. W te dni niebo nad Sanktuarium Matki Boskiej Markowickiej przybiera kształt baldachimu, osłaniającego rzesze pątników gromadzących się u stóp pięknego ołtarza polowego. Ojciec Kazimierz Łabiński OMI wieloletni kustosz sanktuarium, miejsce to nazwał Bezcennym Skarbem Ziemi Kujawskiej.

 

xom30.jpg

 

            Do miejsca tego, za sprawą pierwszego oblackiego proboszcza parafii markowickiej ojca Jana Nawrata OMI, przylgnęła nazwa, Kujawska Częstochowa. Jak zapisano onegdaj: Markowice od wieków związane z obyczajem wsi kujawskiej, są jednocześnie ze swoim zespołem klasztornym malowniczym akcentem tutejszego krajobrazu. Takie są też w wierszach urodzonego niedaleko stąd Jana Kasprowicza. Z rodzinnego Szymborza do Markowic chadzał wysadzoną jarzębinami drogą, której wizja żyje w jego poezji.

 

xom31.jpg

 

            Łaskami słynąca figura Matki Boskiej Markowickiej stanowi centrum kultowe tegoż sanktuarium, będącym zarazem miejscem gorącej modlitwy mieszkańców Kujaw i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Wokół niego ogniskują różne formy nabożeństw, zwyczajowo śpiewanych pieśni, procesji, pielgrzymek i odpustów. Dzieje Markowickiego Sanktuarium to liczne wota składane w dowód wdzięczności Matce Najświętszej, to wpisy do księgi cudów i łask dokumentujące nadprzyrodzone wydarzenia, to wreszcie odrębnie prowadzona kronika, będąca żywą historią miejscowego Kościoła i dziejów tutejszego ludu. Kult Maryi związany jest nierozdzielnie z dziejami i kulturą tych ziem i jej mieszkańcami. Szczególną cześć Markowickiej Pani oddawano w chwilach ciężkich dla narodu. Pod Jej opiekę uciekał się lud w chwilach klęsk żywiołowych i zawirowań politycznych, ufając, że sprawi Ona, iż nadejdą czasy lepsze, wolne od wszelkich katastrof. Dzięki zawierzeniu Maryi przetrwaliśmy lata niewoli pruskiej i zniewolenia totalitarnego. To z Nią przeżywaliśmy długie radosne lata pontyfikatu Papieża Polaka, Jana Pawła II – dziś Świętego. Rozproszeni po Polsce i Świecie pielgrzymujemy do niej z najodleglejszych zakątków by osobiście oddać Umiłowanej Pani pokłon i cześć.

 

xom32.jpg

 

            16 sierpnia 1964 r. w jednym z najsłynniejszych polskich sanktuariów maryjnych w Kalwarii Zebrzydowskiej Prymas Polski ks. Kardynał Stefan Wyszyński wypowiedział słowa, w orbicie, których znalazło się również Sanktuarium Markowickie, a mianowicie: Jakże jesteśmy szczęśliwi, że właśnie Polska ma tyle ośrodków głębokiej, rzetelnej czci Maryi. Patrzę na sanktuaria maryjne, jak gdyby na wielkie Betlejem, jak na olbrzymie kołyski, rozstawione po całym kraju, gdzie rodzi się Chrystus dla Polski drugiego tysiąclecia. Widzę rzesze zmierzające w pielgrzymim szlaku do sanktuariów maryjnych. Jestem spokojny i powtarzam po laicku: Jeszcze Polska nie zginęła. I powtarzam po Bożemu: Jest Bóg w narodzie, jest Jego Matka.

 

xom33.jpg

 

            Pielgrzymi przybywający do tego świętego miejsca, szczególnie w dni odpustowe, ale nie tylko, wyrażali swoją pobożność w postaci konkretnych ofiar, próśb, dziękczynień i adoracji. Prośby stanowiły liczne intencje, szczególnie mszalne. Objawami dziękczynienia były rozmaite wota w postaci plakietek, ryngrafów czy cennych obrazów. Natomiast adoracja uzewnętrzniała się w kontemplacji tego miejsca świętego, figury Pięknej Madonny i w żarliwej modlitwie. Pielgrzymi powracając do domów byli i są napełnieni dobrym słowem i „dotykiem” Maryi Panny, niosąc cudowny i korzystny wpływ tego świętego miejsca do swych rodzin, miejsc pracy oraz między ludzi.

 

xom34.jpg

 

            Pierwsze kroniki markowickie podały, że 132 chorych uprosiło sobie łaskę powrotu do zdrowia. Z polecenia biskupa Macieja Łubieńskiego przyjechała do Markowic w 1635 r. Komisja Biskupia celem zbadania na miejscu uzdrowień. 32 wypadki uznała „za cudowne”, inne za znaki wielkiej łaski Bożej. 21 maja 1649 r. w warszawskiej nuncjaturze apostolskiej nuncjusz papieski arcybiskup adrianopolitański Jan de Jorres wydając stosowny dekret, zezwolił na publiczny kult Matki Boskiej Markowickiej. Świadectwa 14 cudów z lat 1728-1793 świadczą o ciągłości łask, jakimi obdarzała Markowicka Pani swych wielbicieli. Również grom łask znajdujemy we współczesnych księgach.

 

xom35.jpg

 

            Wśród rzesz pielgrzymów przybywali tutaj przedstawiciele tak znamienitych rodów kujawskich, wielkopolskich i pomorskich, że wystarczy wymienić: Bnińskich, Czarnkowskich, Działyńskich, Kołudzkich, Kossowskich, Kościelskich, Leszczyńskich, Opalińskich, Rozdrażewskich, Sapiehów, Sędziwojów, Szamarzewskich, Trzebickich, Tymińskich, Tuczyńskich, Weiherów... Już jako młodzieniec pielgrzymował wraz ze swoją babcią Heleną z Kościelskich Potworowską dziedziczką Bożejewic późniejszy wojewoda poznański i prezes ogólnopolskiej Akcji Katolickiej Adolf hrabia Bniński. Wielokrotnie pielgrzymowali tutaj: Stanisław Przybyszewski i wspomniany Jan Kasprowicz. Szczególną czcią darzyło Sanktuarium okoliczne ziemiaństwo. Wreszcie wszyscy bezimienni włościanie, mieszczanie i robotnicy, którzy najliczniej nawiedzali swoją Dobrodziejkę w dniach odpustu i święta Matki Boskiej Szkaplerznej.

 

xom36.jpg

 

            Również współcześnie przybywają tutaj biskupi, Prymasi Polski, włodarze okolicznych miast i gmin. Szczególną estymą miejsce to darzyli prymasi Stefan Wyszyński, Józef Glemp i Józef Muszyński, arcybiskup Stanisław Gądecki. Po wielekroć przebywał do Markowic prymas Wojciech Polak oraz wielu innych dostojników Kościoła. Wdzięczna Królowa Miłości i Pokoju Pani Kujaw po matczynemu tuli do serca wszystkich swoich wielbicieli.

 

xom37.jpg

 

Marian Przybylski

Fot Heliodor Ruciński  

 



komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 5 lipca 2015

Licznik odwiedzin:  883 964  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 883964
Wpisy
  • liczba: 645
  • komentarze: 918
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1700 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl