Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 162 880 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

75. Rocznica wybuchu II wojny światowej

niedziela, 31 sierpnia 2014 22:54

 

Dla oddania hołdu i dla przypomnienia tej smutnej rocznicy Heliodor Ruciński wpadł na pomysł by 75 rocznicę wybuchu II wojny światowej uczcić Formą gazetki szkolnej na modłę, jaką myśmy uskuteczniali chodząc przed laty do szkół...

 

Oto gazetka

w wydaniu Heliodora

 

1DSC_0475_1.JPG

 

2DSC_0476_1.JPG

 

3DSC_0474_1.JPG

 

4DSC_0481_1.JPG

 

5DSC_0473_1.JPG

 

5EDSC_0484_1.JPG

 

6DSC_0483_1.JPG

 

7DSC_0482_1.JPG

 

8DSC_0480_1.JPG

 

9DSC_0477_1.JPG

 

10DSC_0478_1.JPG

 

11DSC_0479_1.JPG

 

 



komentarze (2) | dodaj komentarz

Nieznane wydarzenie z z 11 maja 1808 roku

sobota, 30 sierpnia 2014 11:55

 

Nieznane wydarzenie

z 11 maja 1809 roku

 

 

 bateria-w-ogniu-8211-raszyn-mal-w-kossak,86,duzy.jpg

Bitwa pod Raszynem. Obraz Wojciecha Kossaka.

 

Było to wiosną. Odwiedził mnie kolega Jacek Rawicz Jasiński, którego upodobanie do przeszłości są zbieżne z moimi. Nie raz rozmawialiśmy o różnych tajemniczych znaleziskach dokonanych podczas różnych prac, ale także penetracji terenu w poszukiwaniu dowodów na snute przez ludzi opowieści. Po wielokroć próbowaliśmy rozwikłać tajemnice skrywane w opowieściach, a także w przekazach pisanych, jak chociażby o potyczce oddziału Stefana Czarnieckiego z wojskami szwedzkimi pod wsią Młyny. Tym razem przyniósł mi w kopercie kilka starych kul muszkietowych, które znalazł w lesie w okolicach Kurzejewa przy wsi Młyny. Ponoć leżały na powierzchni ziemi, a po jej rozgarnięciu można było trafić na kolejne pociski. Zostawił mi je wraz z odręcznie wykonanym szkicem sytuacyjnym miejsca, w którym owego znaleziska dokonał.

 

1fieb1.jpg

 

Sprawa mnie zaintrygowała i zacząłem przeglądać katalogi, by sprawdzić z jakiego okresu owe kule pochodzą.  Okazało się, że faktycznie są one muszkietowe i mają około 160 lat. Po kilku tygodniach Jacek ponownie mnie odwiedził, zaś ja mu wyjawiłem ów wiek kul i to, że mogą pochodzić z okresu Wiosny Ludów. Mogły być wykorzystane w trakcie przygotowań do powstania styczniowego 1863 roku, jakichś tajemniczych ćwiczeń strzeleckich ochotników do powstania, które toczyło się tuż za granicą w Kongresówce. Ale jest to tylko domniemanie. W tym okresie na naszym terenie nie toczono żadnych potyczek ani bitew, więc skąd ich tyle w tym jednym miejscu i na tak niewielkiej powierzchni?

 

1fieb2.jpg

 

Inną sugestię jaką w naszej rozmowie rzuciłem była myśl, iż miejsce to mogło być strzelnicą strzeleńskiego Bractwa Kurkowego, lub myśliwych, którzy w miejscu tym sprawdzali swoje oko. Na tym zaprzestaliśmy dysputę w temacie kul muszkietowych i starego znaleziska. Minęła wiosna, lato zbliża się ku końcowi, a tu nagle, w trakcie mojej urlopowej kwerendy bibliotecznej trafiłem na nieznaną mi informacje z czasów kampanii napoleońskiej o nieznanej potyczce pod Strzelnem. Przypomniałem sobie rozmowę z Jackiem o jego znalezisku i zaświtała mi myśl, by opowiedzieć o mym bibliotecznym znalezisku. A nuż ktoś ma wiedzę o kolejnym miejscu, w którym znaleziono jakieś pozostałości po tym wydarzeniu.

 

1fieb4.jpg

Grupa rekonstrukcyjna dra Alfreda Fiebiga. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Laskowo pod Strzelnem lata 70. XX wieku

 

Moje odkrycie miało związek z pisaniem kolejnej książki. Otóż trafiłem na II tom wspomnień z drugiej połowy osiemnastego i początku  dwudziestego wieku opatrzonych tytułem Wincenty Wilczek i pięciu jego synów, spisanych przez Bonawenturę z Kochanowa. Ów autor to Leon Potocki herbu Pilawa, zapomniany pisarz polski, pamiętnikarz, literat i powieściopisarz, który miał zaledwie 9 lat, kiedy owe wydarzenia się rozegrały. Co ciekawe był on chrześniakiem księcia Józefa Poniatowskiego. Zawarte w dwutomowym dziele wspomnienia pełnie cytowanych listów generałów, pułkowników i innych wyższych oficerów, to powieść historyczna. Zatem, jakie to źródło? Trzymając się tezy, iż w tego typu literaturze wiele wątków zaczerpniętych zostaje z życia i ja pomyślałem, że opisane w jednym z cytowanych listów wydarzenie może być autentyczne, a to z racji takiej prawdy historycznej, iż w czasie kampanii napoleońskiej na Rosję w Strzelnie stacjonował garnizon wojsk francuskich, czego potwierdzenie znajdujemy w wielu źródłach, w tym w pamiętniku Żydówki Ghetal, maki Ridleya Haima Herschella. O tym pisałem w części pierwszej blogu 6 grudnia 2009 roku.

 

1fieb8.jpg

 

Mało tego, opisane zdarzenie ma odniesienie do autentycznych wydarzeń z wojny polsko-austiackiej w czasach Księstwa Warszawskiego. Oto ów opis skreślony 1 czerwca 1809 roku w głównej kwaterze generała brygady i szefa sztabu Fiszera:

 

1fieb7.jpg

 

Generał Wołczyński, gubernator Torunia i departamentu bydgoskiego, przez wysłane patrole na lewy brzeg Wisły długo wstrzymywał nieprzyjaciela od naprzykrzania się najazdami departamentowi bydgoskiemu. Akcja pod Strzelnem dnia 11 maja między małą cząstką garnizonu toruńskiego pod komendą pułkownika szefa sztabu Cedrowskiego, a w trójnasób przewyższającą siłą nieprzyjacielską najmocniejszym tego jest dowodem, gdyż nieprzyjaciel straciwszy kilku oficerów i znaczną bardzo liczbę huzarów w zabitych i rannych cofnął się aż do Sompolna. Szczególnie w tej akcji desygnowali się podpułkownik Emilian Węgierski, kapitan Sumiński adiutant generała Wołczyńskiego, który był ranny.

 

1fieb5.jpg

 

Z tego fragmentu dowiadujemy się, o bliżej nieznanej potyczce, w której Austriacy stracili kilku oficerów oraz bardzo znaczną liczbę huzarów. W którym miejscu mogła mieć ona miejsce? Z analizy kartograficznej i wycofania się Austriaków pod Sompolno, możemy domniemywać, iż rozegrała się ona gdzieś w okolicach Młynów. Zatem, owe Jackowe kule od muszkietów, czy to nie starsze znalezisko niż sugerowałem na początku? Może to tam rozegrała się owa potyczka? Wiadomym jest, że 5 maja 1809 roku korpus wojsk austriackich, po nierozstrzygniętej bitwie pod Raszynem, wtargnął na Kujawy i zajął Inowrocław, Strzelno i inne miejscowości. Ciekawe, czy trafię na inne informacje o tym wydarzeniu?

 

1fieb6.jpg

 

Póki co, dopowiem, że tajemnicze miejsce z pociskami muszkietowymi znajduje się w lesie po lewej stronie drogi z Młynów do Miradza (bruk przez las, dokładniej droga ze stacji kolejowej Młyny do siedziby Nadleśnictwa Miradz i tartaku), 200 m od skraju lasu, drogą przecinkową w lewo 50-70 m, kolejna droga w prawo i po 100 m miejsce właściwe ok. 2 m w lewo w głąb lasu. Już na końcu tej ostatniej drogi można natrafić na owe pociski muszkietowe.

 

Wypada niebawem do tematu powrócić…

 

Marian Przybylski 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

"Sentymentalna" podróż

środa, 27 sierpnia 2014 9:54

 

 1jask1.jpg

 

„Sentymentalna” podróż

 

Dzisiejszy temat, to kontynuacja ostatnio zamieszczonego wątku o wsi strzeleńskiej z lat 1939-1945. Dzisiejszy temat dotyczy bardziej miasta, niemniej jednak obiektu, który obsługiwał okolicznych bauerów, zwożących do niego ziarno na przemiał – młyna przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Ale zanim do niego przejdę wrócę jeszcze na chwilę do niemieckiej organizacji rolniczej działającej w czasie okupacji w Kraju Warty. Miała ona również swoją agendę w powiecie mogileńskim. Należeli do niej niemalże wszyscy Niemcy „strzeleńscy”. Najsilniejszą grupę stanowili ci ze Sławska Małego i Dolnego, Stodół i Stodólna oraz Ciechrza. Było to Stowarzyszenie Rolników Kraju Warty - Landesbauernschaft Wartheland. Ta okręgowa organizacja rolników niemieckich z siedzibą w Poznaniu była oddziałem Administracji Żywnościowej Rzeszy - Reichnährstand. Została utworzona w Kraju Warty 23 stycznia 1940 roku. Zajmowała się rolnictwem, a także handlem artykułami rolnymi i leśnymi. Placówka powiatowa – Kreisbauernschaftten mieściła się w Mogilnie i miała swoją siedziba przy Bismarckstrasse 13 (telefon nr 19). Na jej czele stał przewodniczący - Kreishauernführer Willi Mietz z Kornfelde – Krzekotowa. Jego zastępcą – Stellvertreter był Walter Milbradt z Gut Seehorst - Trląg.

 

W gestii organizacji znajdowało się również doradztwo rolnicze oparte o potrzeby żywnościowe Wehrmachtu, a także wspieranie oświaty rolniczej w oparciu o działające w powiecie placówki oświatowe, np. szkoła rolnicza w Bielicach, czy żeńska dwuzimówka w Strzelnie Klasztornym.

 

1jask2.jpg

W czasie okupacji miejskie władze niemieckie urzędowały w budynku byłej Kasy Chorych 

 

A teraz do tematu:

To, co dotknęło mnie w połowie lipca, to swoisty rodzaj kpiny z historii. Otóż, uszczegółowiając to zdarzenie dopowiem, że odebrałem w godzinach pracy telefon służbowy. W słuchawce usłyszałem radosny i miły głos młodej osoby, kobiety, która w składnym potoku słów przybliżyła mi cel jej rozmowy. Na wstępie poinformowała mnie, iż została skierowana do mnie z sekretariatu urzędu, do którego właśnie przedzwoniła. Przedstawiając się powiedziała, że jest przedstawicielką biura podróży, znała moje nazwisko i wyraziła nadzieję, że jestem – ponoć – jedyną osobą, która może pomóc jej klientowi w odbyciu sentymentalnej podróży do miejsca jego dzieciństwa, Strzelna.

 

1jask3.jpg

 

Nasza rozmowa układała się niezwykle składnie. W mig rozmówczyni pojęła, że jestem osobą, która może jej pomóc w zorganizowaniu wizyty w Strzelnie. Jak się okazało, miał to być rodzinny wypad do Strzelna Niemca, które w mieście spędził swoje dzieciństwo. Przed kilku laty pomogłem Niemcom Bałtyckim z Kurlandii, dlaczego by nie kontynuować tej pomocowej profesji. Nie znałem osoby, a nóż to może być ktoś, kto wzbogaci moją wiedzę o mieście i mniejszości niemieckiej zamieszkującej miasto i okolicę do 1945 roku.

 

1jask4.jpg

Zygmunt senior Jaśkowiak w mundurze pruskim w czasie zaborów.

 

Ale wróćmy do telefonu i miłej w głosie rozmówczyni.

– Szanowny panie – usłyszałem głos w słuchawce - do Strzelna wybiera się gość, który chciałby odwiedzić miejsca swojego dzieciństwa. Był on już w ubiegłym roku, ale niestety, nie znalazł ich. – Wtrącając swój głos zapytałem – A o jakie to miejsca chodzi i kim jest ów strzelnianin z Niemiec?

- Ten pan to starszy już jegomość Siegmund Doberstein, a miejsce, to młyn jego rodziców.

 

1jask5.jpg

Z małżonką Anną

 

W tym momencie zatkało mnie, klucha stanęła mi w gardle. Nie mogłem wyksztusić słowa. Doberstein, Doberstein… – po chwili kilkakrotnie, cicho wypowiedziałem to nazwisko. Po czym, już głośniej odezwałem się do mojej rozmówczyni:

- Lepiej nie mogła pani trafić. Mówi pani, że syn strzeleńskiego młynarza? A ja pani dopowiem, że bratanek kata z okresu okupacji niemieckiej Strzelna, znienawidzonego policjanta Ottona Dobersteina. Jego miejsce sentymentalnej podróży to bezprawnie zagarnięty przez Trzecią Rzeszę młyn mojej rodziny, Jaśkowiaków. Mówi pani, że ma to być podróż sentymentalna, podróż do miejsca jego dzieciństwa? Z upływem kilku sekund usłyszałem ponownie miły i delikatny głos:

- Wie pan, ja nic nie wiedziałam o przeszłości tej rodziny, myślałam, że to są Niemcy mieszkający kiedyś u was od dawien dawna.

- Szanowna Pani, żyje jeszcze moja ciocia, ostatnia właścicielka rzeczonego młyna – dodałem - mieszka u córki w Bydgoszczy i ma się bardzo dobrze. Ciocia liczy sobie 92 lara i ma znakomitą pamięć. To ona opowiedziała mi o młynie i Siegmundzie Dobersteinie (seniorze) i owszem nie był on tak podły jak jego brat Otto. Dziś, nawet z tak odległej przestrzeni czasu byłoby mi bardzo niezręcznie oprowadzać kogoś, kto nawet jest Bogu ducha winnym potomkiem złego okupanta. Owszem, stoi Dom, również budynek młyna, który został przebudowany na stację obsługi samochodów, ale mnie byłoby osobiście niekomfortowo oprowadzać potomka wojennego właściciela młyna, po czymś co dziś stanowi odrębne własności osób, które nieruchomości te nabyli od cioci (młyn, dom, ogród). – Po chwili zastanowienia dodałem -Podam pani osobę, która kupiła młyn i proszę kontaktować się z nią. – Na chwilę zamilkłem, gdyż myśli tłoczyły się w mej głowie niesamowicie, a przecież nie chciałem robić wyrzutów mojej Bogu ducha winnej rozmówczyni. Podałem adres i na tym rozmowę zakończyłem.

 

1jask6.jpg

Zygmunt senior wewnątrz młyna.

 

Po powrocie do domu poszperałem w notatkach, by coś więcej znaleźć o rzekomym właścicielu młyna Dobersteinie. Uznałem, ze opowieść cioci znajdzie potwierdzenie w innych relacjach. Na jednej z fiszek odnotowaną miałem relację pana Gwidona Trzeckiego, który o Ottonie Dobersteinie powiedział: Był to policjant, który strzelnianom dawał się we znaki na każdym kroku. Bił za to, że ktoś przed nim lub innym Niemcem nie ściągnął czapki i po niemiecku nie pozdrowił: Guten Morgen rano do 10:00, później Guten Tag. Polakom nie było wolno chodzić po chodnikach, kiedy nimi szli Niemcy. Trzeba było ustępować im miejsca i szybko usuwać się na jezdnię oraz pokornie kłaniać. Wielu strzelnianom dostało się od Dobersteina, bił pejczem, pięściami i dłonią. Był okrutny do wszystkich, starszych, kobiet, dzieci i mężczyzn. Za lojalność wobec władz okupacyjnych mógł jego brat zasiedlić młyn i na nim dorabiać się.

 

1jask7.jpg

Małżonkowie Anna i Zygmunt Jaśkowiakowie z dziećmi: córką Anną i synem Zygmuntem (imiona po rodzicach).

 

W „Księdze adresowej na 1941 roku” znalazłem w Strzelnie Siegmunda Dobersteina na młynie po Jaśkowiakach: Milen (Getreide-). Doberstein, Siegmund (Kom. Verw.), tel. 93. W II tomie Studiów z dziejów Ziemi Mogileńskiej wyczytałem: Niemiecka właścicielka gospodarstwa rolnego w Młynach, Doberstein, pobiła dotkliwie pracującą u niej Polkę – Michalinę Wojtasik. Mało tego, we wspomnieniach strzelnian, jak np. Klary Lewickiej z domu Stempowskiej (zm. w 2012 r.) zachowało się w pamięci zdarzenie, w którym ona sama, jeszcze jako dziecko została uderzona w twarz przez Otto Dobersteina za to, że nie ustąpiła miejsca z chodnika i nie powitała go po niemiecku: Guten Tag. 

 

1jask8.jpg

Ania Jaśkowiak po przymiarce męskiego munduru żołnierza polskiego na tle młyna przy ul. Inowrocławskiej.

 

Ale to było zbyt mało wiadomości, zatem sprawdziłem u źródła. Przedzwoniłem do seniorki naszego rodu Anny Jaśkowiak. Nadarzyła się ku temu okazja, bo właśnie w sobotę 26 lipca było Anny. Tym sposobem złożyłem cioci życzenia i wypytałem o owych Dobersteinów. Usłyszałem, że Dobersteinowie pochodzili z byłej Kongresówki, chyba z Wilczyna. Jeszcze ich rodzice nazywali się Kamińscy i ponoć byli Polakami? Przybrali nazwisko Dobersteina, co w wolnym tłumaczeniu znaczy: ‘zrobiony z kamienia’.

 

1jask9.jpg

W niedzielę po obiedzie w ogrodzie przy młynie. Od lewej Anna Jaśkowiak, za nią córka Ania.

 

Otto był bardzo złym człowiekiem, to on uczestniczył w egzekucjach na Kopcach, w Ciencisku i wielu innych miejscach. Po prostu był zbrodniarzem i to okrutnym. Rozstrzelał ziemianina Józefa Trzcińskiego i kupca zbożowego Juliana Schulze oraz wielu innych. Siał postrach wśród strzelnian. Jego brat Siegmund Doberstein był innego charakteru i raczej  spokojnego usposobienia. Kiedy zabrano Jaśkowiakom młyn, to początkowo dzielił dom z prawowitymi właścicielami, którzy usunęli się jemu na drugą połowę dużego domu. Z chwilą wpisania Dobersteina do ksiąg wieczystych, jako właściciela, który ów młyn odkupił od Trzeciej Rzeszy za niewielkie pieniądze, Jaśkowiaków wyprowadzono na ulicę Kościelną. W majestacie bezprawia, w ten oto sposób Dobersteinowie stali się właścicielami zagrabionego przez Niemców młyna wraz z przyległościami.

 

1jask10.jpg

Pierwszy od prawej Zygmunt senior Jaśkowiak.

 

W sierpniu spotkałem Stasia Dobrzyńskiego, który opowiedział mi o wizycie Siegmunda Dobersteina i jego małżonki w Strzelnie. Byli u niego i oczywiście zwiedzili pozostałości po młynie wystawionym przez Zygmunta Jaśkowiaka seniora przed wojną. Wówczas był to nowoczesny młyn parowy, o którym już pisałem w jednej z opowieści z cyklu Spacerkiem po Strzelnie. Po wojnie ogromne trudności stawiano wujkowi Zygmuntowi juniorowi i cioci Ani Jaśkowiakom w odzyskaniu całej nieruchomości młyńskiej. Ówczesne władze widząc, że młyn w księdze wieczystej figuruje jako własność III Rzeszy, a następnie Siegmunda Dobersteina uznały obiekt jako mienie poniemieckie. Dopiero w 1946 roku te dwie pozycje właścicielskie zostały wykreślone i tak młyn mógł powrócić do prawowitych właścicieli.

 

1jask11.jpg

Ciężarówka z młyna Jaśkowiaków.

 

Pośród Niemcami, którzy zajęli miejsca wysiedlonych Polaków znaleźli się w Strzelnie m.in.: lekarz chirurg Georg Bergmann z Łotwy; lekarz weterynarii dr Arthur Sauter; aptekarz Henkel; piekarze: Ewald Draeger, Hermann Lehmann, Richard Meyer, Herbert Neubauer; rzeźnicy: Münzberg i Hermann Wolter; fryzjerzy: Nikolaus Schidonis; ogrodnik: Arthur Lechelt, zbożowiec: R. Meyer; hotelarze: Axel Hübner, Gustaw Zehn; handlowcy: Johannes Büngener, Herbert Wagner; malarz Georg Sommermeyer; księgarz: Meta Meyer; rymarz Wilhelm Kunz; krawcy: Johan Meyer, Arnold Zittlau; szewc Otto Friedrich; stolarze: Emil i Karl Stenzel.            

 

1jask12.jpg

Ostatni właściciele młyna Anna z d. Woźna i Zygmunt Jaśkowiakowie, tuż po zawarciu związku małżeńskiego w Mogilnie 8 czerwca 1940 roku. Anna wraz z rodziną mieszkała n Kawce, gdzie do 9 maja 1940 roku jej ojciec Władysław Woźny był kierownikiem młyna Schulzów. Aresztowany 9 maja został wywieziony do obozów koncentracyjnych: Szczeglin, Dachau, Mauthausen.  

 

Nie mam nic przeciw podróżom, nie mam nic jeżeli trącą one nutką sentymentu, szczególnie do miejsc dzieciństwa, młodości itp. Jestem przeciwny, jeżeli odbywają się one w zakłamaniu. Pamiętajcie, że setki rodzin strzeleńskich i setki rodzin chłopskich zostało wyrzuconych ze swoich własności i z podręcznym bagażem zostało wysłanych w bydlęcych wagonach do Generalnej Guberni. Tam w ciężkich warunkach bytowych musieli przeżyć okupację – wielu tam zmarło. Ich miejsca zajęli Niemcy ze Wschodu, znad Morza Czarnego, z krajów bałtyckich i z Besarabii. Niech przyjeżdżają, niech oglądają, ale wara od stwierdzeń, że była to ich własność – nigdy!

 

Zapraszam do Strzelna wszystkich tych, którzy mają czyste sumienia.

 

Marian Przybylski

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

Śp. Roman Fabiański 1956-2014

niedziela, 24 sierpnia 2014 11:35

 

(…)

Życie umiera, powstaje sto nowych,
niedostrzeżonych przez człowiecze oczy,
pragnie w maleńkie istnienia się wtłoczyć.

Stukot dzięcioła i hukanie sowy,
czasu wskazówki w głuszy przesuwają,
w leśnych ostępach, w magii kniei trwając.

 

image_gallery.jpg 

 

Śp. Roman Fabiański 1956-2014

 

Ucichły słowa ostatniego pożegnania, tłum strzelnian, a pośród nich licznie zgromadzeni: rodzina, koleżanki i koledzy, przyjaciele, a pomiędzy nimi Leśnicy w zielonych mundurach z nadleśnictw Miradz, Gołąbki… opuścili miejsce wiecznego spoczynku śp. Romka Fabiańskiego. Na starej strzeleńskiej nekropoli pozostała mogiła okryta wielkim kobiercem z kwiatów, symbolizujących pamięć o człowieku co wielkie miał serce.

 

Romka znałem od dziecka. Był młodszy od mnie o 4 lata. Kolegując się z moim najmłodszym bratem Grzegorzem stał się bliskim całej rodzinie Przybylskich. Nasze leśne pasje przeszły również na Niego. Uczestniczył z nami w wypadach do lasów Nadleśnictwa Miradz. Razem stawialiśmy szałasy na Szyszkach i Kurzebieli, kąpaliśmy się w Kanale Młyńskim i w jeziorze w Łąkiem. W zimowe wieczory przesiadywaliśmy wspólnie: Romek, Tadziu, Grzesiu i ja przy ciepłym piecu wsłuchani w opowieści starszego brata Wojciecha. Ten to pięknie opowiadał… Dorastając podobnie postrzegaliśmy otaczającą nas codzienność. W końcu pałaliśmy ogromną estymą do piękna skrytego w otaczającej nas naturze.

 

Bardzo kochał swoją mamę, którą my nazywaliśmy panią Helcią (od imienia Helena). Ta miłość była wzajemna i wręcz podręcznikowa, pełna szacunku syna do matki i matki do syna. Dawno temu Go opuściła, ale on ciagle był przy niej – na starej strzeleńskiej nekropoli, w skupieniu i modlitwie regularnie rozmawiał ze swą jedyną rodzicielką. Całe nasze dzieciństwo mieszkaliśmy obok siebie, przy ulicy Inowrocławskiej. Romek z mamą początkowo mieszkali o dwa domy dalej u swojej rodziny, u państwa Iwińskich. Później, naprzeciwko nas, w kamienicy u państwa Rucińskich, na poddaszu. Okna pokoju wychodziły prosto na nasz Dom. Nasze duże podwórze było również Jego zakątkiem, gdzie graliśmy w piłkę, palanta, piczkę i klipę, gdzie bawiliśmy się w chowanego i podchody. Nasza mama bardzo lubiła Romka i zawsze ciepło o nim się wyrażała… Później zamieszkał przy ulicy Lipowej, na końcu pośród lasów, w Miradzu.

 

_DSF4259.JPG

 

Kiedy nasz starszy brat Antoni zaczął studiować leśnictwo w Poznaniu, Romek co raz częściej napomykał o tym zawodzie. Marzył, by również zostać leśnikiem. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjął naukę w Technikum Leśnym w Tucholi. Był to rok 1971 – ja wówczas byłem uczniem 5 klasy technikum rolniczego, Grzesiu – Jego rówieśnik - uczniem Liceum Elektronicznego w Bydgoszczy, Tadziu chodził do strzeleńskiej zawodówki, Antoni skończył studia, pozostali starsi bracia, Michał i Wojciech już pracowali. Spotykaliśmy się raz w miesiącu, kiedy Romek przyjeżdżał na tzw. wyjazdówkę. Nasza znajomość ciągle trwała, ale największą przyjaźnią Romek darzył najmłodszego z braci, Grzegorza.

 

Roman Fabiański urodził się 2 marca 1956 roku w Strzelnie. Tutaj pobierał pierwsze lekcje. Dalszą naukę kontynuował w Technikum Leśnym w Tucholi, a po jego ukończeniu w 1975 roku rozpoczął pracę jako stażysta w Nadleśnictwie Miradz. Po jego odbyciu objął stanowiska podleśniczego w leśnictwach: Kurzebiela, Wycinki oraz Pomianki. W Wycinkach również pełnił obowiązki leśniczego. W latach 1977 - 1979 odbył służbę wojskową. Od 1982 roku rozpoczął  pracę w biurze nadleśnictwa na stanowisku księgowego. Wraz z unowocześnieniem pracy w administracji leśnej został operatorem elektronicznych maszyn cyfrowych. Oddany pracy – służbie leśnej – przepracował w Lasach Państwowych - Nadleśnictwie Miradz 39 lat.

 

Lata te wypełniła również praca społeczna na rzecz środowiska leśnego, szczególnie na niwie związkowej. Kiedy wybuchła „Solidarność” pośród tymi, którzy stanęli w pierwszym szeregu walki związkowej stanął również Leśnik z Miradza Roman Fabiański. Był założycielem i przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Nadleśnictwie Miradz. Z początkiem 1981 roku wszedł w skład Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Strzelnie. Wówczas spotykaliśmy się często na posiedzeniach w biurze związkowym przy ulicy Kościelnej 6.

 

W okresie stanu wojennego poglądów nie zmienił, trwał przy „Solidarności”, prezentując w gronie osób zaufanych swój punkt widzenia na wszystko co dzieje się wokół. Jako człowiek pogodny zawsze tryskał humorem. Anegdoty, kawały i wesołe opowieści sypał z rękawa przy każdej okazji. A kiedy przyszedł, ten, tak oczekiwany, rok wolności, stanął ponownie w pierwszym szeregu, by budować nową rzeczywistość. Od wiosny 1989 roku spotykaliśmy się na posiedzeniach Komitetu Obywatelskiego. Odbudował u siebie, w Nadleśnictwie Miradz Zakładową Organizację Związkową NSZZ „Solidarność”. Podczas pierwszych wolnych wyborów został wybrany radnym miejskim. Startował z listy „Solidarnościowej”. Otrzymał wówczas identyczną liczbę głosów, co jeden z kandydatów lewicowych. Rozstrzygnięcie zapadło w wyniku losowania. Opatrzność sprawiła, że moja obecna małżonka, Lidia, jako najmłodszy członek komisji wyciągnęła los z Jego imieniem i nazwiskiem… Na pierwszej sesji wybrany został delegatem do Sejmiku Województwa Bydgoskiego. Oba mandaty sprawował przez pierwszą kadencję do 1994 roku.

 

To wówczas, łącząc pracę zawodową z przewodniczeniem zakładowej „Solidarności” oraz z dwoma mandatami ogromnego zaufania społecznego podjął się wielkiego wysiłku, podniesienia wykształcenia. Rozpoczął studia na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy, gdzie studiował Politologię. W roku 1997 uzyskał tytuł magistra politologii. Od 2006 roku w ramach powierzonych kompetencji sprawował funkcję specjalisty ds. handlu i marketingu. Nie zaprzestał walki o prawa pracownicze. Przemiany w gospodarce leśnej sprawiły, że z pracy w Lasach Państwowych odeszło wielu pracowników. Starał się wszystkim pomagać. Zorganizował Wspólnotę Mieszkaniową, której przewodniczył, zaś w ostatnich latach stworzył nową strukturę związkową - NSZZ „Solidarność 80".

 

_DSF4256.JPG

 

_DSF4262.JPG

Ostatnie spotkanie z braćmi Przybylskimi. Od lewej: Antoni, Michał, Wojciech, Roman Fabiański i autor wspomnienia.  

 

Nasze ostatnie spotkanie w gronie rodzinnym, w którym uczestniczył Roman Fabiański, to ślub i wesele Jego chrześniaczki, Pauliny, córki najmłodszego z moich braci, Grzegorza. Było to na krótko przed chorobą, która dopadła Go przed dwoma laty. Przyjeżdżał do miasta, na cmentarz do mamy, chodził o lasce, kilka razy spotkaliśmy się, zapraszał na nalewkę… – był pełen optymizmu, budowanego przez otoczenie, szczególnie przez przyjaciół, sąsiadów i rodzinę. To ona otoczyła go końcową opieką. Od Marcina Kwiatkowskiego dowiadywaliśmy się o postępującej chorobie.

 

Odszedł do Domu Pana 21 sierpnia 2014 roku, otoczony troskliwą rodziną i sąsiadami. Pożegnalna msza św. koncelebrowana, z udziałem trzech kapłanów odprawiona została w wypełnionej bazylice św. Trójcy w Strzelnie 23 sierpnia 2014 roku. Ceremonii pogrzebowej przewodniczył ks. kan. Otton Szymków. W słowach pożegnalnych mówił o śp. Romanie niezwykle ciepło. Wielowątkowo przywoływał jego życie i pracę, mówił o dobrym człowieku. Wspomniał, że w chorobie, bardzo już słaby uczestniczył w majowym nabożeństwie odprawionym przy leśnej kapliczce …

 

Romku spoczywaj w pokoju… 

 

Lidia, Marian oraz siostra i bracia Przybylscy

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

Przemiany urbanizacyjne miasta widziane obiektywem Heliodora

piątek, 22 sierpnia 2014 20:02

 

deko0.jpg

 

Zmiany na plus - cz. 3

 

Przemiany urbanizacyjne miasta

widziane obiektywem Heliodora

 

Sporo czasu upłynęło od 20 maja, bo aż trzy miesiące, kiedy to w części 2 „Zmian na plus”, czyli przemian dokonujących się w krajobrazie miejskim, zamieściłem zdjęcia Heliodora Rucińskiego, który z dnia na dzień dokumentuje wszelkie zmiany, jakich przeciętni śmiertelnicy - mieszkańcy Strzelna nie dostrzegają. Różne są ku temu przyczyny, a to pośpiech, brak krytycznego spojrzenia, czysta zawiść sąsiedzka, brak dobrej woli i po prostu, negowanie wszystkiego, co może być chwalebne, a jest normalnością w działaniach wszelkiego rodzaju podmiotów inwestycyjnych i remontowych. Generalnie są to podmioty popularnie zwane prywatnymi oraz samorządowe: gminne, powiatowe i wojewódzkie.

 

deko1.jpg

 

deko2.jpg

 

deko3.jpg

Elewacja wschodnia od strony podwórza

 

Dziś chciałbym zaprezentować zdjęcia wykonane w lipcu tegoż roku, które pokazują nam zaledwie jedną posesję, ale jakże barwną i zmieniającą charakter jednego z zakątków miasta, konkretnie posesji nr 9 przy ulicy Świętego Ducha oraz przyległych do niej budynków. Stanowią one własność rodzinna państwa Płócienniczaków. Ostatnio przeprowadzony remont kamienicy o charakterze handlowo-mieszkalnym, poprawił estetykę tejże ulicy. Co więcej, zapewne zmobilizował do remontu właścicieli kamienicy położonej nieco dalej, bo pod numerem 25. Ale o tym remoncie i budynku w kolejnym wejściu.

 

deko4.jpg

 

deko5.jpg

 

deko6.jpg

Stary spichrz zbożowy uratowany od niechybnej zagłady - pięknie odnowiony wzbudza zachwyt wielu strzelnian.

 

Remont tej pierwszej kamienicy nie został dokończony, a to ze względu na nie wyrażenie zgody przez sąsiadów, którzy w ostatniej chwili wypowiedzieli wcześniejszą zgodę na remont ściany południowej. Po próbie wstępnej pozostał jedynie zamalowany pas ściany. Szkoda, byłoby ładniej i po różnych zjawiskach pogodowych nie sypałby się stary tynk na nowy, blaszany dach sąsiadów – widocznie to im nie przeszkadza…

 

deko7.JPG

Byliśmy i oceniliśmy - super robota, miasto pięknieje.

 

deko8.jpg

 

deko9.JPG

Wspólne zdjęcie we wnętrzach remontowanej kamienicy z płaskorzeźbą artysty Jana Harasimowicza. Od lewej: autor bloga, Jan Harasimowicz i Piotr Płócienniczak. Wszystkie zdjęcia wykonał nieobecny na obrazach mistrz obiektywu Heliodor Ruciński. 

 

Pracami remontowymi zawiadywał Witold Płócienniczak, syn Piotra i Grażyny. Remont został solidnie przeprowadzony, i co najważniejsze, elewacja frontowa – zachodnia przybrała wygląd podobny do tego z lat międzywojennych. Wokół otworów okiennych na pierwszym piętrze powróciły ozdobne opaski, które nawiązują do historycznego wyglądu elewacji.

Elewacja frontowa przyciągnie niewątpliwie potencjalnych nabywców oferowanych wewnątrz towarów do remontu mieszkań: "od podłogi po sufit", a także drugiego sklepu, w którym możemy się elegancko ubrać!

Brawo dla właścicieli!

 

Marian Przybylski

 



komentarze (3) | dodaj komentarz

wtorek, 4 sierpnia 2015

Licznik odwiedzin:  916 121  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 916121
Wpisy
  • liczba: 660
  • komentarze: 926
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1730 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl