Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 200 849 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://m.ocdn.eu/_m/a3992a170cf5052a6c49537b0a8cdc07,0,1.gif

Kategorie

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 66. Ulica Gimnazjalna - cz. 8

środa, 15 lipca 2015 20:20

 

Spacerkiem po Strzelnie – cz. 66

Ulica Gimnazjalna – cz. 8

 

Przypomnę, że znajdujemy się przy ulicy Gimnazjalnej, posesji nr 13 będącej niegdyś własnością Walentego Gąsiorowskiego, czyli dawnej mleczarni. W poprzedniej części opisałem skąd się wzięli Rouss,owie i Gąsiorowscy na Kujawach i początki ich działalności gospodarczej. Możemy śmiało powiedzieć, że Józef Ruoss (1848-1902) i jego małżonka Jadwiga z domu Sommer (1850-1887) to udokumentowani prekursorzy nowoczesnego strzeleńskiego mleczarstwa, wywodzącego się swoimi korzeniami z samej Szwajcarii. 

 

x1Zdj. 2A.jpg

Józef Ruoss 1848-1902

 

x1zdj 1a.jpg

Jadwiga z domu Sommer Ruoss 1850-1887

 

Dziś tę opowieść kontynuuję, przywołując wspomnienia Rajmunda, syn Walentego Gąsiorowskiego. Według niego, podjęcie działalności przetwórczej w Wójcinie: podyktowane było bliskością granicy z Kongresówką i możliwością pozyskania dostawców mleka z tamtych terenów, gospodarczo zacofanych, na których nie rozwijały się jeszcze wówczas mleczarnie. Oba państwa zaborcze (Prusy i Rosja) stosowały dość liberalną politykę, jeśli chodzi o wymianę handlową nadgranicznych miejscowości. Tak więc majątki położone blisko Wójcina dostarczały mleko wprost do mleczarni Walentego Gąsiorowskiego. Dla tych położonych dalej Walenty założył filie w Skulsku i Ślesinie, a nawet odkupił istniejącą mleczarnię Stanisława Kromkowskiego w Nieborzynie, nastawione na produkcję śmietany, którą co drugi dzień dowożono do Wójcina. Przerabiano wówczas około 8000 litrów mleka, z czego powstawało około 300 kilogramów masła. Po niespełna 2 latach Walenty odkupuje mleczarnię Kromkowskiego i zakłada tam filię. W 1898 roku zakłada następną filię w Rosji i to w dobrach kazimierzowskich. Mleko do Wójcina dostarczała też mleczarnia Leona Ruoss,a (syna Józefa) w Ślesinie.

 

M i W Gąsiorowscy z pierwszą piatką.jpg

Walenty Gąsiorowski z najbliższą rodziną w Wójcinie

 

2xbabcia-gasiorowska-druoss_v1_jpg.jpg

Maria z domu Ruoss Gąsiorowska

 

W osiem lat po ślubie Marii z Rouss i Walentego Gąsiorowskich, w 1902 roku zmarł Józef Ruoss, będący w tym czasie właściciel mleczarni w Strzelnie przy ul. Ślusarskiej. Po nim mleczarnię objął syn, Leon. W tym czasie inny syn Karol był właścicielem mleczarni pod Gnieznem. Nie radził sobie Leon, więc w 1909 roku przedsiębiorstwo odkupił od niego Walenty Gąsiorowski z Wójcina. Ponieważ Gąsiorowscy z dziećmi nadal mieszkali w Wójcinie, Walenty powierzył prowadzenie mleczarni w Strzelnie szwagierce Marcie Ruoss oraz zatrudnionemu w niej fachowcowi, niejakiemu panu Bachora. Produkcja we wszystkich placówkach prowadzonych przez Walentego była na tyle duża, że dodatkowo, poza Wójcinem i Strzelnem uruchomił sklep w Poznaniu.

 

Poznań sklep 1200dpi.JPG

 

 

 

img719.jpg

Podczas I wojny światowej. W mundurze żołnierza armii pruskiej. Stoi w środku, piąty od lewej strony Marian Gąsiorowski.

 

Otworzył go w 1911 roku przy ul. Św. Marcin. Był to pierwszy polski sklep przetworów mlecznych – masła i serów. Kierownictwo nad nim powierzył kuzynowi żony, Józefowi Ruoss, wcześniej pracującemu w mleczarni w Wójcinie. Później Józef tenże sklep odkupił od Walentego. Co jest niezwykle ciekawe, Walenty dostarczał również wyroby mleczarskie do Londynu. Podobno był także sędzią w konkursach na wyroby mleczarskie, organizowanych na późniejszych Targach Poznańskich.

 

elżbieta firyn, zd gąsiorowska.jpg

Elżbieta Gąsiorowska

 

Wybuch I wojny zakończył okres prosperity mleczarni Walentego Gąsiorowskiego. Główną tego przyczyną było wyłączenie przez władze artykułów spożywczych, w tym mleka i jego przetworów z wolnego handlu. Zaczęły obowiązywać urzędowe ceny na mleko, bardzo nieopłacalne dla dostawców. Walenty Gąsiorowski był zmuszony zamykać filie mleczarni w okolicy Wójcina.

 

Jak wspominał syn Walentego, Rajmund: Wyłączenie mleka z wolnego obrotu towarowego zmusiło Walentego Gąsiorowskiego do zamknięcia mleczarni w Wójcinie. Chcąc zapewnić warunki bytowe rodzinie, wydzierżawia gospodarstwo proboszczowskie. Mleczarnia wójcińska przerabiała tylko mleko miejscowe, a w 1917 została całkiem unieruchomiona. Filie w Rosji uległy likwidacji. Mleczarnia w Strzelnie odczuwała słabnące dostawy mleka, tak że właściwie stała się już tylko placówką handlową, jednak utrzymała się do końca wojny, co zawdzięczała upadkowi konkurencyjnej spółdzielczej, niemieckiej mleczarni, która już w 1915 roku została unieruchomiona.

 

walenty z synami.jpg

Walenty Gąsiorowski z pracownikiem mleczarni w Strzelnie i synem Edwardem - od prawej.

 

Już po wojnie i powstaniu oraz nabyciu poniemieckiej mleczarni, jakiś czas Walenty prowadzi oba zakłady, potem ten po teściu Józefie Rouss’o odsprzedał. Nowy właściciel Franciszek Wiśniewski dość szybko zaprzestał w niej produkcji, jednakże wkrótce na powrót ją uruchomił. W 1921 roku Walenty z rodziną przeniósł się do Strzelna. Na probostwie w Wójcinie pozostał najstarszy syn, Marian. W Strzelnie Walenty również wydzierżawił gospodarstwo proboszczowskie. Gąsiorowscy zamieszkali na probostwie. Tam cała rodzina spędzała wakacje i święta, dzieci zjeżdżały się ze studiów, a przy tym i dalsza rodzina Marii i Walentego.  Częstym gościem bywał proboszcz ks. prałat Ignacy Czechowski z siostrą.

 

zbiorĂłwka 2.jpg

Walenty Gąsiorowski z rodziną w ogrodzie. Na prawo od niego ks. prałat Ignacy Czechowski.

 

Gospodarstwo proboszczowskie dochodów nie przynosiło, raczej względy ambicjonalne Walentego decydowały o tej dzierżawie. Gospodarzem rolniczym nie był, miał ludzi, a on tylko zarządzał. Gdy nadarzył się chętny do dzierżawy, Józef Czub, przejął od Walentego proboszczowską posiadłość. Walenty przeniósł się do mleczarni, gdzie wraz z rodziną zamieszkał, mając bezpośrednio interes na oku.

 

Marian z prawej.jpg

Marian Gąsiorowski w mundurze podporucznika po odznaczeniu Krzyżem Walecznych za bitwę radzyminską przez gen. Hallera, który również awansował go z sierżanta na podporucznika. Później Marian był sołtysem w Trlągu, podczas wojny wyrugowany ze swojego majątku. Wrócił nań na kilka miesięcy po wojnie, na kilka - bo okazało się, że ma za dużo ziemi!

 

img729.jpg

Podporucznik Marian Gąsiorowski

 

stanislaw-gasiorowski-w-mundurze-2_v1_jpg (1).jpg

Podporucznik Stanisław Gąsiorowski

 

W Strzelnie Walenty należał do Stowarzyszenia Upiększania Miasta oraz do Bractwa Kurkowego. Prowadził mleczarnię aż do wybuchu II wojny i zajęcia Strzelna przez Niemców. Mleczarnia otrzymała wówczas niemieckiego nadzorcę,  tzw. trojchendera, który nazywał się Rataj. Rodzina Walentego została z mieszkania eksmitowana. Zamieszkali przy tej samej ulicy, lecz wkrótce przyszli Niemcy i powiedzieli „Zu scheine (za ładne) dla Polaka’’. Walenty był znanym obywatelem w mieście, z Niemcami żadnego zatargu nie miał, dlatego też, jeden z miejscowych Niemców Julius Küchel, budowniczy z ul. Powstania Wielkopolskiego zdecydował ich osadzić w swojej nieruchomości, niewielkiej chałupce tuż przy ulicy, z dwoma – trzema pokojami, dużą kuchnią i ogródkiem.

 

walenty w mleczarni (1).JPG

Walenty Gąsiorowski - pierwszy od lewej podczas przygotowywania "eksportowej" partii masła w mleczarni w Strzelnie 

 

logo.JPG

 

feliks.jpg

Feliks Rouss - szwagier Walentego Gąsiorowskiego.

 

Walenty nadal nadzorował pracę mleczarni, szwagier Feliks Ruoss i Edward Gąsiorowski zajmowali się produkcją. Zimą 1940 roku Niemcy wywozili Polaków, kazali się też spakować Gąsiorowskim. Uratował ich Feliks Ruoss. Trojchender widząc, że Feliks też się pakuje, kazał mu zostać, gdyż mleczarnia musiała działać, ale ten odmówił, twierdząc, że musi jechać z chorą siostrą i jej rodziną. W obawie przed konsekwencjami przestojów w mleczarni trojchender Rataj załatwił, że cała rodzina została w Strzelnie. Maria z Ruoss Gąsiorowska zmarła w 1944 roku, tuż po 50 rocznicy ślubu.

 

gąsiorowscy 1944.jpg

W rocznicę 50-lecia małżeństwa. Walenty i Maria Gąsiorowscy.

 

Według wspomnień córki Walentego, Elżbiety dowiadujemy się, że: - 21 stycznia 1945 roku weszli do Strzelna Rosjanie, mieszkali u nas. O Jezu, jaka bieda. Zaraz zrabowali całą mleczarnię, pączki piekli na maśle. Urzędowali w mleczarni. U nas mieszkał taki pułkownik, starszyna. Był chory, kaszlał. Mówił: „Jak w doma, jak w doma”. I jeszcze, że Polska będzie ,,bolszaja” (po rosyjsku – duża). Myśmy się bali, że bolszewicka, człowiek ich języka nie rozumiał. Cztery miesiące po wejściu Rosjan do Strzelna zmarł 26 maja 1945 roku Walenty Gąsiorowski, właściciel strzeleńskiej mleczarni.

 

Po wojnie Gąsiorowscy nadal prowadzili mleczarnię, borykając się z ogromnymi trudnościami, szczególnie w zaopatrzeniu w węgiel. Pierwsza ewidencja powojennych zakładów przemysłowych z czerwca 1945 roku wykazuje istnienie w Strzelnie m.in. mleczarni. Jeszcze w sierpniu 1948 roku wymieniając kilka zakładów produkcyjnych w Strzelnie wspomniano na łamach prasy poznańskiej, że w Strzelnie działa mleczarnia. 1 października 1948 roku mleczarnia została wydzierżawiona przez spadkobierców Wiktora Gąsiorowskiego Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Strzelnie, stając się Mleczarnią Spółdzielczą GS „SCh” w Strzelnie. Jak podają statystyki do końca roku mleczarnia skupiła 468 500 litrów mleka pełnego z 1 498 511 jednostkami tłuszczowymi. Z tej ilości sprzedano ludności na konsumpcję 34 134 litry mleka, a z pozostałości wyprodukowano 17 565 kg masła oraz 7 436 kg twarogu i 4 492 kg kazeiny. Wśród dostawców mleka rozprowadzono 110 ton otrębów.

 

CDN

 

Marian Przybylski

 

Fotografie ze zbiorów Grażyny Grabowskiej

z Krakowa

 



komentarze (1) | dodaj komentarz

Markowice, 12 lipca 2015 roku - Odpust Chorych

poniedziałek, 13 lipca 2015 20:52

 

067f57bc17d76301.jpg

 

Markowice, 12 lipca 2015 roku

Odpust Chorych

 

1markxxcd.jpg

 

Tegoroczny Odpust Chorych zgromadził u stóp Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw, pod murami bazyliki mniejszej w Markowicach ogromne rzesze pątników. Jego rozmiar możemy porównać do głównej sumy odpustowej przypadającej zawsze w pierwszą niedzielę lipca. Mszy św. przewodniczył biskup częstochowski ks. Antoni Józef Długosz, szczególnie znany z prowadzonych katolickich audycji telewizyjnych dla dzieci w TVP 1 i TV Trwam. Uroczystej oprawy mszy św. przydała Górnicza Orkiestra Dęta Inowrocławskich Kopalń Soli „SOLINO” S.A.  

 

8b183f0ec57dd41bgen.jpg

 

1b08788cbada790egen.jpg

 

2b636c8c5fae44ecgen.jpg

 

fbaceded110a7388gen.jpg

 

d1e2adfe1efe8e78gen.jpg

 

c2bed4f9a20d7054gen.jpg

 

27102b81a27def80gen.jpg

 

W Bezcennym Skarbie kustosz ojciec Kazimierz Łabiński OMI odnotował: Z roku na rok powiększa się liczba chorych przybywających do sanktuarium w drugą niedzielę lipca, w Dzień Matki Boskiej Markowickiej „Uzdrowicielki Chorych”. Tak, ten wielki kapłan miał rację, Matka Boża Markowicka autentycznie była i jest uzdrowicielką chorych, czyli uzdrawiała i uzdrawia tych, którzy w modlitwach proszą Ją o cud uzdrowienia i tych o których my wszyscy się modlimy. Po raz pierwszy uczyniła ten cud w 1630 roku uzdrawiając Mariannę Bardzką. Ojciec Kazimierz pisze, że: Udręczona ludność, gdy się dowiedziała o uzdrowieniu dziewczynki, zaczęła zwozić do „Cudownej pani” w Markowicach swoich chorych. Kroniki podały, że 132 chorych uprosiło sobie łaskę powrotu do zdrowia…

 

7b9cada473c3e5f9gen.jpg

 

6a06f098a3534f41gen.jpg

 

5ec78727821e6e86.jpg

 

70b550c0e74e88ae.jpg

 

3af7b7d7fd3e802dgen.jpg

 

afe64934502631b3.jpg

 

fd09f2470d08509a.jpg

 

996e067a8d358df5gen.jpg

 

dbe8e91a763dda01gen.jpg

 

e21cb121c01d3af5gen.jpg

 

87fa04049dc5db51gen.jpg

 

I dzisiaj również cud uzdrowienia dotyka wiernych. Bez rozgłosu, w zaciszu domowym, w rodzinach cieszymy się z łask, jakie otrzymujemy za pośrednictwem Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw od Boga Najwyższego, Ojca Jej Syna - Jezusa Chrystusa.

 

Ojcu Kazimierza Łabińskiego OMI przypisujemy ożywienie Dnia Uzdrowienia Chorych, który organizowany był i organizowany jest po dzień dzisiejszy w następną niedzielę po odpuście głównym, czyli w drugą niedzielę lipca. Niezwykle pomocnym w tym dziele naszego kustosza był ks. prałat Franciszek Resiak z Inowrocławia, który od 1980 roku był proboszczem parafii św. Ducha w Inowrocławiu. Popularnie zwany odpustem dla chorych, dzień ten z upływem lat przybrał charakter wielkiego odpustu. Wzmocniony został opracowaną przez ojca Kazimierza w 1985 r. Nowenną do Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych i PocieszycielkiStrapionych. Intencją autora było pragnienie pogłębienia nabożeństwa do Maryi przez wiernych i przybliżenie się do Niej. Przybywali w tym dniu do sanktuarium nie tylko chorzy, ale także ich opiekunowie, a z czasem ludzie starsi i w podeszłym wieku oraz tacy, których jakakolwiek choroba w przeszłości dotknęła.

 

4e690c83b4e26d5dgen.jpg

 

4bc16abc9231a1eb.jpg

 

f536533fc5048699.jpg

 

 

bd70f922ea60bfa6gen.jpg

 

2533aef4284c3ee2gen.jpg

 

d7ae787a0666d595gen.jpg

 

a7d9dda4bde43a81gen.jpg

 

f7872b97a98cd96e.jpg

 

fbe5eeecfb715f59.jpg

 

24710299a4491edb.jpg

 

35c91bb1ea00c941.jpg

 

bc37d7a033ff5f08.jpg

 

b60dbf2d613fa03d.jpg

 

270170ee844f40c3.jpg

 

94b6b54f81ab7ad9.jpg

 

a52a7c493709c03c.jpg

 

fe6694e31e4c20c4.jpg

To nic, że deszczu troszkę spadło - tradycji odpustowej stało się zadość!

 

Błoga cisza, zapach lipy i śpiew ptaków…

Pielgrzymów kilkoro u zdobnych krzaków.

Przysiadło na ławce, wędrówką strudzeni,

Wpatrzeni w świątynię, głęboko rozmodleni.

 

Taki obrazek przy markowickiej bazylice zastałem.

Przysiadłem, i wzrok swój ku nim skierowałem.

I tak wpatrzony w ich usta - modlitwy szepczące,

Wiłem wianek pochwalny, z kwiatów zerwanych na łące.

 

Marian Przybylski

Foto: Heliodor Ruciński

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzieje strzeleńskich dzwonów w kilku odkryciach - cz. 3

sobota, 11 lipca 2015 18:36

 

dzwon1pro.JPG

 

Dzieje strzeleńskich dzwonów

w kilku odkryciach – cz. 3

 

Przed pół rokiem zapoczątkowałem cykl artykułów o strzeleńskich dzwonach. Niestety, nagle przerwany poszedł w niepamięć, choć kolejne były przygotowane i to w najbardziej pracochłonnej wersji roboczej. Dzisiaj wracam do tamtej opowieści i wyświetlam kolejne tajniki wiedzy o ich dziejach. Pozwoliłem sobie w pierwszej części artykułu na wstęp, który niejako wprowadził czytelnika w przedstawianą problematykę. Przypomnę, że głównym impulsem do napisania tegoż kilkuczęściowego artykułu jest posługiwanie się błędnymi danymi o strzeleńskich dzwonach. Powrócę do pytania zadanego na zakończenie części pierwszej niniejszego artykułu: skąd w dość licznych artykułach i opracowaniach znajdujemy tak wiele nieścisłości tyczących dziejów naszej małej ojczyzny, w odniesieniu do dat, nazwisk i konkretnych zdarzeń?

 

007.JPG

   

Większość z nich wynika z raz popełnionego błędu i jego późniejszego powielania. Gro piszących, podobnie jak ja sam, nie jest z wykształcenia historykami i może źle interpretować dane zawarte w dokumencie źródłowym. Osobiście staram się takich błędów unikać i postępować zgodnie ze sztuką warsztatu pisarskiego. Wielu opisując zdarzenie, czy jak kto woli historię, nie podchodzi do wcześniejszych opisów w sposób krytyczny, czyli nie poddaje ich ocenie krytycznej. Podstawą dobrego artykułu historycznego jest docieranie do źródeł, które zawierają jakiekolwiek informacje w interesującej nas tematyce. Posiadając dobrą wiedzę stanowiącą tło opisywanego zdarzenia, należy to zdarzenie przeanalizować – poddać ocenie, czy w tym czasie i miejscu mogło dane wydarzenie mieś miejsce?

 

dzwonyxy12.jpg

 

W przypadku zabytkowych dzwonów strzeleńskich popełniono kilka takich błędów. Uważam, że pierwszą osobą, która przekazała błędną pisownię nazwiska ludwisarza był sam ks. prałat Ignacy Czechowski. Śmiem twierdzić, że on sam ich nie dotykał i z bliska nie widział. Zapewne kazał komuś odczytać inskrypcje na dzwonach i tak błędnie odczytane nazwisko ludwisarza przeniósł do swojej publikacji Historia kościołów strzelińskich.  Mało tego, z niewiadomych powodów nie odczytano inskrypcji znajdujących się na dzwonach, średnim i małym. Błąd z pisownią nazwiska wykonawcy dzwonów powtórzony został kilkakrotnie, w tym w przywołanym tygodniku („Pałuki”). Nadto dwuznacznie podano miejsce odlania dzwonów. Całkowicie niezrozumiałe jest podanie przez autorkę artykułu żeliwa jako surowca, z którego dzwony odlano. I najważniejsze, nie pokuszono się jak dotychczas o to, by przywołać dzieje wojenne dzwonów, które niewątpliwie pozwoliłyby uniknąć błędnej interpretacji pęknięcia najmniejszego z dzwonów.

 

Zastanawiającym jest tłumaczenie przyczyn współczesnego zamontowania głośników w 2000 roku, przez które puszczana jest elektroniczna wersja imitująca bicie dzwonów. Mój pogląd w tym względzie jest odmiennym od podanego uzasadnienia, iż uczynione to zostało ze względów bezpieczeństwa budowli (?). Zatem, czas na przedstawienie dziejów strzeleńskich dzwonów w oparciu o źródła, z którymi zetknąłem się i które niewątpliwie prostują wiedzę zawartą w przywołanym w pierwszej części artykule.

 

A (93).jpg

 

Dla przypomnienia treści dwóch wcześniejszych artykułów odsyłam Państwa do nich za pośrednictwem poniższych linków:

  1. część: http://strzelno3.bloog.pl/d,20,m,1,r,2015,index.html
  2. część: http://strzelno3.bloog.pl/d,30,m,1,r,2015,index.html

 

Dzieje strzeleńskich dzwonów znajdujących się w wieży rotundy św. Prokopa w Strzelnie sięgają początków XVIII wieku, a dokładniej roku 1716. Wówczas to w toruńskim warsztacie ludwisarskim Henryk Wreden (a nie jak błędnie podano Werden) odlał dla Strzelna z brązu (a nie jak podano, żeliwa) trzy dzwony. W tym miejscu należy zadać pytanie: czy wcześniej Strzelno posiadało dzwony? Oczywiście, że tak i były one rozsiane po miejscowych kaplicach-kościołach: drewnianym św. Krzyża znajdującym się na rogatkach inowrocławskich, gotyckim murowanym św. Ducha na tzw. przedmieściu gnieźnieńskim oraz w kościołach klasztornych na wzgórzu św. Wojciecha: św. Prokopa i św. Trójcy. Przypomnę, że św. Trójca w średniowieczu posiadała aż 5 wież: dwie po stronie zachodniej – westwerk, dwie okrągłe od wschodu przypięte do ramion transeptu i prezbiterium oraz środkową piątą wieżę na skrzyżowaniu transeptu z nawą główną i prezbiterium. 

 

A (92).jpg

 

Oczywiście nie były to pierwsze dzwony, gdyż kilkaset lat wcześniej, z chwilą wybudowania wymienionych wyżej świątyń, każda z nich – zgodnie z panującymi wymogami – posiadała po jednym dzwonie. Zatem, już pierwszy dzwon zawisnął w wieży rotundy zapewne pod koniec XII wieku, a na wieży kościoła św. Trójcy na początku XIII wieku. W XV wieku niewielkie dzwony otrzymały wystawione wówczas kaplice-kościoły św. Krzyża i św. Ducha. Jaka była ich żywotność, niestety nie wiemy, ale powszechną praktyką było przelewanie dzwonów, czyli z chwilą pęknięcia lub innego uszkodzenia,  stary dzwon topiono, odlewając zeń całkowicie nowy. Choć niedotycząca Strzelna, a pobliskiego Mogilna, zachowała się informacja o przelaniu dzwonu w tamtejszej farze, czyli kościele św. Jakuba i dotyczy ona dzwonu ponownie odlanego w 1580 roku i wiszącego po dzień dzisiejszy na przykościelnej XVIII-wiecznej dzwonnicy. 

 

dzwonyxy973.JPG

 

Pierwsze informacje o dzwonach strzeleńskich na jakie natrafiamy, są stosunkowo późne i sięgają, jak już wspomniałem, początków XVIII wieku. Ich odlanie, a mowa jest o trzech dzwonach, miało związek z podjęciem szeroko zakrojonych prac budowlano-remontowych około norbertańskiego zespołu klasztornego, zapoczątkowanych przez prepozyta Pawła Wolskiego. Co stało się ze starymi dzwonami? Z braku źródeł nie sposób ustalić. Mogły one zostać uszkodzone i przelana na nowe, lub skonfiskowane podczas działań wojennych, tzw. wojny północnej, po której klasztor znalazł się w opłakanym stanie. Po dzień dzisiejszy nie zachowało się niestety protokóły powizytacyjne biskupów włocławskich, z których moglibyśmy dowiedzieć się o wyposażeniu strzeleńskich świątyń w dzwony.

 

Ciąg dalszy opowieści w cz. 4 ostatniej

 

Marian Przybylski

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Spacerkiem po Strzelnie – cz. 64. Ulica Gimnazjalna – cz. 6

czwartek, 09 lipca 2015 21:57

 

Spacerkiem po Strzelnie – cz. 65

Ulica Gimnazjalna – cz. 7

 

Dzisiaj kontynuujemy przechadzkę po Strzelnie, spacerując ul. Gimnazjalną. Przypomnę, że w poprzedniej części zatrzymaliśmy się przy posesji nr 9 opisując dom sióstr elżbietanek i dzieje tego zakonu na terenie Strzelna. Po bytności sióstr w Strzelnie pozostały ślady w postaci tej posesji oraz pomników nagrobnych na starej nekropolii przy ulicy kolejowej. Jest ich 9 i skrywają nazwiska 12 zakonnic.

 

cment174.jpg

 

cment173.jpg

 

Kolejnym domem, przy którym na chwilę warto się zatrzymać  jest posesja nr 11. Należy ona do Malewiczów, a naszą uwagę przykuła postać mieszkającego tu niegdyś zegarmistrza strzeleńskiego Mariana Wojciechowskiego. Był to człowiek niezwykły, o ciepłym usposobieniu, który swoich klientów, jak i napotkanych znajomych zawsze obdarzał garścią pociesznych humoresek. Tzw. kawały sypały się z jego rękawa, niczym z przepastnych tomów opatrzonych tytułami, „Humor i satyra”. Pana Mariana wspomniałem przy okazji opisywania ulicy Świętego Ducha. Był on serdecznym przyjacielem Jana Strzeleckiego ps. „Jachu”, z którym początkowo prowadził zakład i sklep zegarmistrzowsko-jubilerski w Toruniu. Obaj panowie byli ponadprzeciętnymi kawalarzami. Marian Wojciechowski jeszcze przed wojną powrócił do Strzelna i prowadził swój zakład zegarmistrzowski przy ul. Świętego Ducha, zaś „Jachowy” sklep i zakład w czasie okupacji stał się AK-owskim punktem kontaktowym.

 

Pan Marian po wojnie nadal parał się zegarmistrzostwem. W 1955 roku po ślubie z Pelagią z domu Olszewską (Malka) zamieszkał przy ul. Gimnazjalnej 11 (wówczas ul. Gen. Karola Świerczewskiego). Wspomnę, że urodził się 28 marca 1907 roku w Strzelnie w rodzinie Bolesława i Stanisławy z Janiaków. W 1990 roku przeprowadził się wraz z małżonką do bloku na Osiedlu Piastowskim. Zmarł 24 listopada 1999 roku w Strzelnie, w wieku 92 lat. Miałem ogromną przyjemność odwiedzać go w pracowni zegarmistrzowskiej oraz spotykać na ulicach miasta, jak i pod blokiem, naprzeciwko którego i ja mieszkałem – byliśmy sąsiadami.

 

Tuż za ogrodem omawianej posesji trafiamy na nr 13. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to budynek przemysłowo-mieszkalny. Dziś pełni on funkcję handlowo-mieszkalną i należy do rodziny Czobot, która prowadzi w nim działalność handlową – zaopatrzenie w szeroko pojęte materiały budowlane i remontowe. Budynek ten wystawiony został na początku XX wieku przez spółdzielnię mleczarską, założoną przez kolonistów niemieckich. Żywot jej był krótki, gdyż już w 1915 roku zaniechała przerobu mleka. Spadek produkcji i jej nieopłacalność miała związek z reglamentacją i wprowadzeniem cen urzędowych. To z kolei wynikało z działań wojennych i powołaniem do wojska wielu kolonistów.

 

mlecz12x1.jpg

 

Z końcem marca 1916 roku spółdzielcza mleczarnia została postawiona w stan likwidacji, a budynek wystawiono na licytację. Udział w niej, obok kupca niemieckiego Melzera wziął również Walenty Gąsiorowski mleczarz i dzierżawca probostwa z Wójcina. Niestety obiekt przeszedł w ręce Melzera, który po zwycięstwie Powstania Wielkopolskiego postanowił odsprzedać mleczarnię. Chętnym nadal był Walenty Gąsiorowski, który ostatecznie w styczniu 1919 roku nabył ją za 35 000 marek. Nowo kupiony obiekt nadal stał nieczynny, gdyż w posiadanych przez Gąsiorowskiego mleczarniach w Strzelnie i Wójcinie przerób mleka z przyczyn powojennego braku surowca niemal zanikł, a jedynie odbywała się sprzedaż mleka.

 

W tym miejscu, korzystając z materiałów nadesłanych mi przez panią Grażynę Grabowską z Krakowa, pozwolę sobie nieco rozwinąć temat działalności mleczarskiej na terenie Strzelna i okolicy rodzin Ruoss i Gąsiorowskich. Zacznę od tej pierwszej rodziny. Otóż antenatem Ruoss’ów ze Strzelna był Szwajcar Józef Ruoss, który najpierw osiadł na Dolnym Śląsku. Tam prowadził mleczarnie, najpierw w Rakoszycach, a potem w Kostomłotach. Do niego dołączyli tam jego 3 bracia. Dwaj zostali na Dolnym Śląsku, a Józef z Jakubem udali się na Kujawy.

 

Józef Ruoss urodził się 9 maja 1848 roku w Szwajcarii. Po przybyciu na Kujawy osiadł w majątku ziemskim Bożejewice, własności Heleny z Kościelskich Potworowskiej. Tam znajdowała się mleczarnia należąca do tejże domeny, której prowadzenia podjął się Józef. W tym samym czasie brat Jakub osiadł gdzieś pod Mogilnem. Z czasem Józef przejął również dzierżawę mleczarni w Sławsku. Była to w sumie zlewnia mleka, którą prowadziły córki Józefa – Maria i Jadwiga (późniejsza żona Bernarda Fiebiga). Wcześniej Maria prowadziła ją z bratem Karolem, a po jego wyjeździe dołączyła do niej Jadwiga. W 1894 roku Józef uruchomił już własną mleczarnię w Strzelnie.

 

Mleczarnia Józefa Ruoss mieściła się przy ulicy Ślusarskiej pod numerem 105, obecnie jest to nr 10. Dokładniej była ona zlokalizowana na narożniku tejże ulicy z ulicą Spichrzową. Cała parcela, na której stał dom mieszkalny z mleczarnią tyłem przylegała do obecnej ulicy Magazynowej.  Dom parterowy był typowy dla zabudowy tej ulicy. Po zabudowaniach i mleczarni nic nie pozostało. Na fundamentach domu mieszkalnego pod koniec lat 80. XX wieku wybudował Stanisław Klause nowy dom. Stare budynki rozebrał. Całość wcześniej zakupił on od miasta.

 

Józef Ruoss zmarł 18 lutego 1902 roku w Strzelnie. Po nim mleczarnię objął syn, Leon, zaś inny syn Karol był już wówczas właścicielem mleczarni pod Gnieznem. Wcześniej, bo w 1894 roku prowadząca w Sławsku zlewnię mleka córka Maria Ruoss wyszła za mąż za mleczarza Walentego Gąsiorowskiego. Młodzi ślub wzięli w Kruszwicy i po nim zamieszkali w Sławsku.

 

legit - Walentyxx.jpg

Walenty Gąsiorowski 1865-1945

 

Walenty Gąsiorowski urodził się 9 stycznia 1865 roku. Był synem Jana i Rozalii. Rodzina pochodziła z okolic Niechanowa i Witkowa. Jego wszyscy bracia: Michał, Feliks, Wojciech, Franciszek oraz siostra Maria wyemigrowali do Ameryki. W Lucas Toledo w Ohio założyli rodziny. Walenty jako szesnastolatek udał się na naukę ogrodnictwa przy dworze w Niechanowie. Wkrótce przeniósł się do mleczarni w tym samym majątku. Potem kształcił się w zawodzie mleczarza pod Hanowerem. Po skończeniu służby wojskowej w stopniu porucznika osiadł w Mirosławicach pod Strzelnem, gdzie był zarządcą dworskiej mleczarni u Juliana Reichsteina.

 

To wówczas bliżej zaprzyjaźnił się z rodziną Józefa Ruoss’a i tak poznał córkę Józefa, Marię, z którą, jak już wyżej wspomniałem, zawarł w 1894 roku związek małżeński. Młodzi do końca dzierżawy zlewni w Sławsku, tam mieszkali. W październiku 1896 roku Walenty Gąsiorowski przeniósł się do Wójcina, gdzie dziedzic Skrzydlewski wybudował dopiero co nową mleczarnię. Walenty urządził ją i rozpoczął przerób mleka. Początkowo była ona o napędzie konnym, potem motorowym i parowym.

 

leonxxx.jpg

Maria z Ruoss i Walenty Gąsiorowscy z najstarszą trójką dzieci: Leonem - na kolanach matki, Marianem, Elżbietą przy ojcu. 

 

Jeszcze w Sławsku urodził się ich pierworodny syn Marian, uczestnik powstania wielkopolskiego, odznaczony przez gen. Hallera za bohaterstwo w bitwie radzymińskiej, podczas wojny polsko-bolszewickiej. W Wójcinie przyszły na świat kolejne dzieci: Elżbieta, Leon (zginął podczas I wojny), Stanisław (poległ w kampanii wrześniowej), Bronisław, Józef, Rajmund, Edward i Maria.

 

CDN

 

Marian Przybylski

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Markowice 5 lipca 2015

wtorek, 07 lipca 2015 18:35

 

a462_g_201507057431.jpg

 

Markowice 5 lipca 2015

Odpust

Jubileusz 50. rocznicy Koronacji

Tytuł Bazyliki Mniejszej

 

c747795e050eb2cc.jpg

 

W moim życiu było to kolejne wielkie wydarzenie, jakie przyszło mi przeżywać w niedzielę w Sanktuarium Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw w Markowicach. Tym pierwszym była koronacja cudownej figury Matki Bożej Markowickiej, która miała miejsce 27 czerwca 1965 roku. Miałem wówczas 13 lat i swoje przeżycia związane z tamtym dniem opisałem w książkach poświęconych Markowicom oraz kustoszowi sanktuarium ojcu Kazimierzowi Łabińskiemu OMI. Niedzielny dzień odpustowy ku czci Markowickiej Pani i kulminacja obchodów jubileuszu 50-lecia koronacji cudami słynącej figury Matki Bożej Markowickiej to kolejne z tych wielkich wydarzeń.

 

a447_g_201506294883.jpg

 

a455_g_201507022317.jpg

 

a461_g_201507056678.jpg

 

a461_g_201507053447.jpg

 

a461_g_201507056058.jpg

 

a461_g_201507053452.jpg

 

Od wczesnych godzin rannych służyłem swą osobą pielgrzymom przybyłym do Markowic, oprowadzając gości po Muzeum Sanktuaryjnym. Wydarzeniem szczególnym było spotkanie się z panią Barbarą Maj z Inowrocławia, dawną mieszkanką Kruszy Duchownej. Jako 9-letnia dziewczynka niosła przed 50-ciu laty koronę Maryjną do ołtarza koronacyjnego. Rozpoznała siebie na kilku zdjęciach eksponowanych na wystawie muzealnej. Dało się zauważyć ogromne podobieństwo dziewięciolatki do współczesnej postaci pani Barbary.

 

a461_g_201507052114.jpg

 

a461_g_201507059961.jpg

 

a461_g_201507052539.jpg

 

a461_g_201507056100.jpg

 

a461_g_201507058056.jpg

 

a461_g_201507052756.jpg

 

a461_g_201507059977.jpg

 

Przygotowania do Jubileuszu w parafii Markowickiej trwały od kilkunastu miesięcy. Po drodze było kilka projektów, które udało się w międzyczasie zrealizować, jak chociażby film wspomnieniowy o Koronacji z udziałem młodzieży z LO w Inowrocławiu i osób uczestniczących w uroczystościach przed 50-ciu laty. Ubogaceniem materiału stały się fragmenty filmowe nagrane kamerą o. Kazimierza Łabińskiego OMI 27 czerwca  1965 roku.

 

a461_g_201507059791.jpg

 

a461_g_201507059984.jpg

 

a461_g_201507052616.jpg

 

a461_g_201507055473.jpg

 

a461_g_201507055732.jpg

 

a461_g_201507053349.jpg

 

Współcześni Kujawianie otoczeni opieką Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw ufundowali jako wotum dziękczynne monstrancję, czyniąc podobnie jak 1965 roku, kiedy to z okazji koronacji figury Matki Bożej Markowickiej ufundowano monstrancję z brylantową ornamentacją. Monstrancja jubileuszowa została pobłogosławiona przez papieża Benedykta podczas audiencji ks. prałata Jacka Dziela w Watykanie. Pielgrzymi mogli ją podziwiać, gdyż wystawiona była na ołtarzu polowym w dniu odpustu. Kształt jej przywołuje postać Pani Markowickiej trzymającej prawdziwego Eucharystycznego Chrystusa. Ma ona ponad 100 cm wysokości i wykonana zostanie ze szlachetnych materiałów: srebra, złota, bursztynu, kryształowego szkła i soli. Najświętszy Sakrament , na który wskazuje Matka Boża, otoczony jest koroną z cierni i gałązek oliwnych z bursztynowymi oliwkami. W postać Maryi wkomponowane zostaną również kryształy soli, jako symbol ziemi kujawskiej. Pod suknią Madonny znajdzie się 40 tulejek, a w nich intencje czcicieli Pani Kujaw. Wykonawcą monstrancji jest światowej sławy artysta plastyk, Mariusz Drapikowski. To z jego pracowni pochodzą kopie figury MB Markowickiej i rzeźba bł. Józefa Cebuli, znajdująca się w przyklasztornym parku.

 

a462_g_201507051328.jpg

 

a462_g_201507057181.jpg

 

a462_g_201507053344.jpg

 

a462_g_201507053775.jpg

 

a462_g_201507055785.jpg

 

a462_g_201507054195.jpg

 

a462_g_201507053419.jpg

 

a462_g_201507055653.jpg

 

Jubileuszowa Monstrancja jest wyrazem naszej wdzięczności za dar Matczynej Miłości i Pokoju w znaku figury Matki Bożej Markowickiej, za dar Maryi, która przypomina nam nieustannie: „Czyńcie wszystko cokolwiek Syn mój wam powie”. Maryja uczy nas jak trwać przed Chrystusem w postawie radosnego Magnificat – uwielbienia Boga za wielkie rzeczy, które czyni w naszym życiu. Jubileuszowa Monstrancja to nie tyle piękne wyposażenie Sanktuarium, co raczej zaproszenie i przynaglenie do adoracji Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

 

a462_g_201507053088.jpg

 

a462_g_201507059476.jpg

 

a462_g_201507059498.jpg

 

a462_g_201507054411.jpg

 

a462_g_201507055806.jpg

 

a462_g_201507053533.jpg

 

Obchody jubileuszowe zapoczątkowane zostały 27 czerwca w sobotę uroczystą mszą świętą w intencji o. Kazimierza Łabińskiego OMI w 16. rocznicę śmierci. Przewodniczył jej ks. bp Bogdan Wojtuś. Od poniedziałku do piątku adorowaliśmy Markowickiej Pani – Ze Świętymi i jak Święci czcimy Maryję - przy relikwiach świętych. W poszczególnych dniach tygodnia były to relikwie: św. Jana Pawła II; św. Wojciecha biskupa i męczennika, głównego Patrona Archidiecezji Gnieźnieńskiej; bł. Józefa Cebuli OMI, prezbitera i męczennika; bł. Edmunda Bojanowskiego i Krzyża Świętego.

a462_g_201507051646.jpg

 

a462_g_201507051892.jpg

 

a462_g_201507053977.jpg

 

a462_g_201507052681.jpg

 

a462_g_201507055877.jpg

 

a462_g_201507057695.jpg

 

a462_g_201507057014.jpg

 

a462_g_201507055573.jpg

 

a462_g_201507052001.jpg

 

W sobotę o godz. 19:00 nastąpiło powitanie pielgrzymów przybyłych na odpust i jubileusz, a następnie odprawione zostały nieszpory ku czci Matki Bożej, którym przewodniczył ks. bp Krzysztof Wętkowski. Kolejnym punktem uroczystości było nabożeństwo różańcowe z procesją oraz Noc Młodych, zainaugurowana apelem jasnogórskim, po którym odbył się „Koncert uwielbienia” – Deus Meus. Świadectwa wiary przedstawili: mama Janka Meli i kleryk Adam Bilski z Wrocławia. Również miała miejsce inscenizacja po tytułem „Teatr ognia”. O północy odbyła się pod przewodnictwem ks. prymasa Wojciecha Polaka pasterka, a po niejcałonocna adoracja Najświętszego Sakramentu.

 

a462_g_201507055970.jpg

 

a462_g_201507055763.jpg

 

a462_g_201507058914.jpg

 

a462_g_201507053589.jpg

 

a462_g_201507056916.jpg


Niedzielny poranek zainicjowany został jutrznią ku czci Matki Bożej, po niejgodzinki o Najświętszej Maryi Pannie oraz pierwszamsza św. Z kolei o 9:30 odprawiona została msza św. w intencji misjonarzy i działalności misyjnej Kościoła, której przewodniczył o. Antoni Bochm OMI, prowincjał oo. Oblatów Niepokalanej Maryi, z udziałem misjonarzy. Do Markowic dotarły piesze pielgrzymki ze Strzelna, Gębic, Pakości, Janikowa, Inowrocławia i Kruszwicy oraz pielgrzymka rowerowa z Mogilna z moim przyjacielem Przemysławem Majcherkiewiczem. Niedzielne przedpołudnie było okazją do spowiedzi świętej, a wolne chwile wypełniały koncerty Kruszowianek oraz zespołu Lux Vera. Wokalistka zespołu Iwona Jasińska śpiewała kompozycje lidera grupy Piotra Barczaka - puzon do wierszy o. Kazimierza Łabińskiego OMI. Nadto akompaniowali im: Andrzej Kortas - klarnet, Waldemar Krystkowiak – gitara, Arkadiusz Kubiak – perkusja, Leszek Iwiński – gitara basowa, Michał Maciejewski – instrumenty klawiszowe.  

 

a462_g_201507055099.jpg

 

a462_g_201507058768.jpg

 

a462_g_201507057799.jpg

 

a462_g_201507055673.jpg

 

O godzinie 13:00 odprawiona została uroczysta suma odpustowa pod przewodnictwem metropolity lubelskiego abpa Stanisława Budzika, z udziałem Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka, bpa Krzysztofa Wętkowskiego oraz dziekana dekanatu inowrocławskiego ks. prał. Leszka Kaczmarka, kanclerza gnieźnieńskiej Kurii ks. kan. Zbigniewa Przybylskiego a także proboszcz markowickiego sanktuarium ks. prał. Jacek Dziel i o. Antoni Bochm OMI, prowincjał oblatów, którzy do niedawna w Markowicach posługiwali. Msza św. stanowiła punkt centralny obchodów jubileuszu 50. rocznicy koronacji Matki Bożej Markowickiej. W trakcie Eucharystii ogłoszono dekret o podniesieniu miejscowego kościoła do godności bazyliki mniejszej, co zostało przyjęte przez wiernych burzą oklasków.

 

64dbf5f10b209810.jpg

 

0526b77f68adbdae.jpg

 

ed0ed9bb2cdcda33.jpg

 

d9b5f58fb636cd26.jpg

 

b376c3b9d71c55ff.jpg

 

b71d515b848a3c06.jpg

 

933c18e0bcefac4b.jpg

 

b33e4944a7e4d8c9.jpg

 

ad1fa7d3acd3adaf.jpg

 

5892cfa20f3922ed.jpg

 

992f471f4d57d5e3.jpg


Wspólna modlitwa zgromadziła w markowickim sanktuarium pielgrzymów, przedstawicieli organizacji i bractw m.in. Towarzystwa św. Wojciecha z Inowrocławia, siostry i braci zakonnych oraz liczne duchowieństwo. Wspólnie z parafianami i pielgrzymami modlili się przedstawiciele władz państwowych z posłem Eugeniuszem Kłopotkiem, samorządowych z wicemarszałkiem Dariuszem Kurzawą, starostami Tomaszem Barczakiem, Krzysztofem Szarzyńskim, burmistrzem Strzelna Ewarystem Matczakiem i wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej w Strzelnie Ryszardem Chudzińskim. Były również ich małżonki: Danuta Szarzyńska, Aurelia Matczak oraz skarbnik powiatu Karina Kostyra.

 

a462_g_201507052431.jpg

 

a462_g_201507055935.jpg

 

a462_g_201507053138.jpg

 

a462_g_201507051798.jpg

 

a462_g_201507052206.jpg

 

Witając uczestników liturgii Prymas Polski wyraził radość, że mimo dotkliwego upału pielgrzymi tak licznie przybyli do Matki Bożej. Jak mówił, Maryja przybyła tutaj w 1630 roku spod Wrocławia z Trzebnicy pod Inowrocław do Markowic przez Strzelno i pozostała pośród synami i córkami tej kujawskiej ziemi. Prymas powiedział, że: – To właśnie naszemu pokoleniu dane jest dziś świętować złoty jubileuszu koronacji Markowickiej Pani i podążać razem w stronę przyszłorocznej rocznicy 1050-lecia Chrztu Polski. Nadto abp Polak ogłosił, że papież Franciszek wyniósł miejscowy kościół pw. Nawiedzenia NMP do godności bazyliki mniejszej. Stosowny dekret odczytał biskup pomocniczy gnieźnieński Krzysztof Wętkowski.

 

a462_g_201507051259.jpg

 

a462_g_201507051634.jpg

 

a462_g_201507052511.jpg

 

a462_g_201507056888.jpg

 

a462_g_201507056384.jpg

 

a462_g_201507054755.jpg


Do rocznicy Chrztu Polski nawiązał także w homilii abp Stanisław Budzik słowami: - Dziękujemy dziś Bogu przez Maryję za to, że 1050 lat temu stanęli na ziemi gnieźnieńskiej pierwsi zwiastunowie Dobrej Nowiny i zaczęli głosić naukę o Bogu, która powoli wsiąkała w umysły naszych przodków, przemieniając ich życie, kształtując ich myślenie, obyczaje, tradycję i stając się powoli ich bogactwem i najwyższym dobrem. W dalszych słowach powiedział, że: …to właśnie Maryja uczyła nas przez wieki i uczy nadal wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii. Ta wierność domaga się, aby nasze rodziny przekazały najcenniejsze wartości młodemu pokoleniu Polaków, abyśmy tego, co najcenniejsze nie stracili w epoce otwartych granic i przemieszczających się ludzi, w Europie, która zdaje się zapominać o swoich chrześcijańskich korzeniach, z których przecież wyrasta i o których niepodcinanie tylekroć prosił nas św. Jan Paweł II.

 

a462_g_201507055188.jpg

 

a462_g_201507055879.jpg

 

a462_g_201507055766.jpg


Ubogaceniem liturgii były śpiewy Chóru Prymasowskiego pod dyrekcją ks. kan. Dariusza Sobczaka oraz Iwony Jasińskiej z zespołu Lux Vera. Msza św. transmitowana była przez TVP Polonia, a za jej pośrednictwem mogli ją oglądać wierni w Polsce, Europie i w miejscach na świecie, gdzie dociera jej sygnał.

 

12 lipca odbędzie się Odpust chorych. Początek zaplanowano na godz. 15:00. Wówczas nastąpi powitanie pielgrzymów i odbędzie się konferencja i nabożeństwo różańcowe pod przewodnictwem o. Mariusza Płuciennika OCD asystenta prowincjała OO. Karmelitów. O godz. 16:00 odprawiona zostanie msza św. odpustowa z udzieleniem sakramentu chorych. Przewodniczyć jej będzie ks. bp Antoni Długosz z Częstochowy, który po nabożeństwie da również koncert.

 

Marian Przybylski


Foto: Sebastian Jasiński, Maciej Eich ze strony:  http://markowice.eu/start.html

Heliodor Ruciński - zobacz więcej:  http://www.fotosik.pl/u/heliodor1/album/1794484

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 31 lipca 2016

Licznik odwiedzin:  1 320 310  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

W przyszłym 2017 roku będę miał 65 lat, 45 lat pracy zawodowej oraz 40 lat pracy twórczej. Zapewne przejdę również na emeryturę. Mniemam, że nadal będę wiódł życie pisarskie, ż...

więcej...

W przyszłym 2017 roku będę miał 65 lat, 45 lat pracy zawodowej oraz 40 lat pracy twórczej. Zapewne przejdę również na emeryturę. Mniemam, że nadal będę wiódł życie pisarskie, życie regionalisty, który para się dziejami oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Będę pisał o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny i mieszkających tutaj ludzi...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1320310
Wpisy
  • liczba: 781
  • komentarze: 1372
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2091 dni

Lubię to

Witam serdecznie na blogu Strzelno moje miasto 3. Nazywam się Marian Przybylski 14 sierpnia 2012 r. strzeli mi 60 lat. Z wykształcenia jestem rolnikiem, z drugiej profesji urzędnikiem samorządowym, z zamiłowania regionalistą, genealogiem i miłośnikiem swego miasta. Tutaj znajdziecie Państwo kontynuację mych dwóch pierwszych blogów o tym samym tytule, różniących się tylko cyframi. Czytając, poznacie dzieje Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego, dzień dzisiejszy, a także nieco polityki, od której choćby się chciało, to nie idzie uwolnić się. Jestem prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członkiem Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo" oraz członkiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Ziemi Mogileńskiej. Kocham moje miasto, dlatego też ze wszech miar pragnę jego dobra. Napisałem kilka książek o regionie o tematyce historycznej. Nadal piszę, również artykuły do prasy regionalnej, roczników genealogicznych i na strony internetowe. Często podpisuję się pseudonimem Słowianin. Jeszcze raz zapraszam do lektury bloga i wszystkich moich publikacji.

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl